piątek, 28 kwietnia 2017

Part 92.

- Carlos, może to w końcu pora abym poznała Twoich Rodziców? - zapytała Scarlett.

- Jasne, możemy jechać nawet dzisiaj.

- Naprawdę? - uśmiechnęła się. - Super, tylko muszę wybrać coś odpowiedniego, żeby dobrze wyglądać.

- Jedziemy tylko do szpitala, ale wiedz, że zawsze i we wszystkim dobrze wyglądasz. - pocieszył ją chłopak. - Chociaż możemy pojechać też jutro, gdy będą już w sanatorium.

- Wolałabym dzisiaj, bo na jutro zaplanowałam wizytę u moich Rodziców.

- Co?! - Latynos otworzył usta ze zdziwienia.

- No a myślałeś, że poznamy ich na ślubie? - zachichotała.

- No nie, ale nie myślałem, że to tak szybko nadejdzie.

- Ja poznaję Twoich Rodziców a Ty moich. - pocałowała go w usta.

- Ok.

Carlos, bał się wizyty u przyszłych Teściów, nie widział takiego stresu u Scarlett, lecz czuł, że i Ona odczuwa trochę strachu. Carlos wyszedł z pokoju i poszedł do Jamesa, wiedział, że u Przyjaciela może zawsze zaczerpnąć rady.

- Przeszkadzam? - zapytał wchodząc do Maslowa.

- Nie, siadaj. - wskazał Carlosowi miejsce. - Co jest? - zapytał.

- Jadę jutro poznać Rodziców Scarlett.. Jakoś nie wiem jak mam się przygotować, do tego zdarzenia. Lekko się stresuję. - odpowiedział.

- Wiem co czujesz, chociaż może nie. W sumie mógłbym powiedzieć, że wiem ale nie wiem.

- O co Ci chodzi? - Carlos zmarszczył brwi.

- Chciałem Ci powiedzieć, że sam się stresowałem jak poznałem Twoich Rodziców, ale przecież to było w szkole więc nie było żadnego stresu.

- No tak, więc co mam zrobić?

- Idź do Logana, On przecież musiał poznać Rodziców Alice, więc powinien Ci pomóc.

- Może masz rację, odwiedzę Logana.. - Carlos wstał i poszedł do Przyjaciela. - Cześć, mogę wejść? - zapukał.

- Cóż Cię sprowadza, w moje skromne progi. - zaśmiał się i obrócił w fotelu.

- Możesz mi pomóc? - zapytał.

- No dobra, zrobię co w mojej mocy. Co tam?

- Możesz mi powiedzieć, jak to było z Tobą, jak poznałeś Rodziców Alice?

- Poznajesz Rodziców Scarlett?

- Tak. - westchnął i usiadł.

- Jeżeli to będzie jakiś uroczysty obiad to możesz kupić dobre wino dla przyszłego Teścia a dla Teściowej bukiet kwiatów albo jakąś dobrą czekoladę. - uśmiechnął się.

- To taka podstawa.. - skrzywił się.

- Bądź Sobą, i powitaj ich szerokim uśmiechem.

- oo.. Kochanie tutaj jesteś. - do środka weszła Scarlett. - Przepraszam, że tak bez pukania Loggie, ale chciałam przekazać Carlosowi, że Rodzice przyjadą do Nas jutro na obiad.

- Co?! - Carlos podniósł się z łóżka. - Jak jutro? - przełknął ślinę.

- No jutro. Wiem, że późno o tym mówię.. - podrapała się w głowę. - Ale już ustaliłam z resztą, że nie będzie ich w domu. I chciałam Cię Logan poprosić o to samo. - uśmiechnęła się szeroko.

- Jasne, nie ma sprawy. Jakoś Sobie poradzę. - pokiwał głową.

- To świetnie, dziękuję. Kochanie, może po powrocie od Twoich Rodziców skoczymy do sklepu po jakieś zakupy na obiad? - zapytała.

- Jasne, ok. Możemy jechać. - pokiwał głową.

Scarlett i Carlos pojechali na zakupy aby zawieźć coś Rodzicom. Dziewczyna nie wiedziała czego może się spodziewać, codziennie można było zobaczyć ją z uśmiechem na twarzy, ale gdy zbliżali się do Rodziców lekko się zestresowała.

- Carlos. - chwyciła chłopaka za ramię. - Myślisz, że Twoi Rodzice mnie polubią?

- Jeżeli moja siostra Cię polubiła.. To uwierz mi, że Rodzice Cię pokochają.

- Dlaczego Bella miałaby mnie nie polubić? - zmarszczyła brwi.

- Moje niektóre związki, nie były idealne..

- Dlaczego?

- Możemy o tym porozmawiać w domu? - zapytał, zamykając samochód. - Chodźmy do Rodziców.

- Jasne! - wzięła głęboki oddech, i weszli do środka.

Carlos przedstawił Scarlett Rodzicom, dziewczyna nie była przygotowana na taki wodospad pytań, już sama powoli gubiła się w odpowiedziach. Ale Carlos wielki Rycerz zahamował Rodziców, i w końcu mogli opowiedzieć o swoich planach. Chcieli pobrać się jeszcze w tym roku, planowali ślub za jakieś 2-3 miesiące. Wiedzieli, że Rodzice będą też mogli już być w tej ważnej dla Nich uroczystości, wszystkim rozmawiało się dobrze, ale młodzież musiała jechać do domu i zrobić zakupy na następny dzień. Pożegnali się z Rodzicami i wyszli.

- Twoi Rodzice są bardzo mili, strasznie fajni. Twoja Mama, jest naprawdę ładną kobietą, a Twój Tata to świetny facet! - zachwycała się Scarlett.

- Tak, wiem. Cieszę się, że Oni są moimi Rodzicami. Chociaż wiem, że Rodziców się nie wybiera ale mi trafili się naprawdę świetni.

- Może poza tematem Rodziców, powiesz mi coś więcej na temat Twoich związków?

- Jakich związków?

- Miałeś mi opowiedzieć coś o Twoich związkach..

- Tak, przepraszam. Zapomniałem. - wsiedli do samochodu. - Byłem z taką jedną, miała na imię Jade i Bella totalnie jej nie znosiła.. Była również Kate jej przyjaciółka i One razem próbowały, wmieszać mnie i Kendalla w narkotyki.

- W narkotyki? - zdziwiła się. - Jedź, zielone. - spojrzała na sygnalizator.

- Tak, trudno w to uwierzyć ale po prostu byliśmy naiwni. One chciały się wybić, pokazać i w ogóle. A my byliśmy zaślepieni, sam myślałem, że może coś z tego wyjdzie ale od tamtego czasu jestem sam.

- Teraz na pewno nic już do Niej nie czujesz?

- Kochanie, mam teraz Ciebie jesteś najważniejszą osobą w moim życiu! Jesteśmy zaręczeni, niedługo planujemy ślub. Czego chcieć więcej? - zaparkował obok marketu.

- Kocham Cię! - pocałowała Carlosa. - Może kupimy coś dobrego na wieczór?

- Ok! Ja zawsze chętnie! - uśmiechnął się i poszli na zakupy.

Zaraz po zakupach wrócili do domu, Scarlett została przepytana jak się czuję po spotkaniu z Teściami.

- Wasi Rodzice są genialni! Ale osobno są również świetni, naprawdę. - dziewczyna wychwalała ich do samego nieba.

- No było świetnie. - odpowiedział Carlos. - Poznałaś moich Rodziców, więc teraz ja muszę poznać Twoich, ale lekko się obawiam.

- Dlaczego? - zapytała.

- No nie wiem, boje się, że mogą mnie nie polubić. Bo wiesz tutaj zespół, tu gwiazda muzyki a wiesz..

- Nie, nie wiem. Dlaczego się boisz?

- No kurczę, mogłabyś mieć każdego Faceta, a wybrałaś mnie? - zapytał.

- Tak, wybrałam Ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem. - Nie marudź więcej, chodź lepiej na górę.. - puściła mu oczko.

Carlos posłusznie poszedł za Scarlett, gdy byli już w pokoju od razu zaczęli się zachłannie całować, lecz nie było im to dane długo gdyż Scarlett, poczuła się źle i wybiegła do łazienki.

- Mam nie świeży oddech?! - zapytał sam Siebie. - Scarlett. - zapukał do drzwi łazienki. - Co się dzieję? - zapytał.

- Nic, takiego. - odpowiedziała. - To tylko stres. - odpowiedziała. - Umyję zęby i wracam do Ciebie.

Scarlett umyła zęby, tak jak mówiła lecz gdy miała wychodzić z łazienki poczuła, że znowu musi do Niej wrócić.. Nie czuła się tego dnia dobrze.

- Carlos, przepraszam. - wyszła z łazienki totalnie zmarnowana.

- Co się dzieję? - zapytał z troską w głosie.

- Może się stresuję, jutrzejszym obiadem z Rodzicami.. - powiedziała.

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Skoczę zrobić Sobie herbatę i położę się spać.

- Zostań w łóżku, a ja sam zrobię Ci herbatę. - Pena pocałował Scarlett w czoło i zszedł na dół.

Carlos czekał na gotującą się wodę i usłyszał na tarasie głos Belli, wyjrzał zza rogu i zobaczył jak dziewczyna znowu pije. Chciał do Niej podejść, ale zaczęła mówić do Siebie, słyszał jak rozmawia z Alice i Coltonem. Potem zadzwonił jej telefon, więc szybko się wycofał i poszedł na górę do Scarlett. Dziewczyna już smacznie spała, Carlos pogłaskał ją po głowie i położył się spać. Rano nie było jej na łóżku, od rana zaczęła gotować.

- Bells, mogę Cię o coś poprosić? - zapytała Blondynki.

- Tak, jasne. - kiwnęła głową. - Co jest?

- Mogłabyś skoczyć do apteki, po test ciążowy. - szepnęła.

- Jesteś..! - krzyknęła.

- Cicho! - spiorunowała ją wzrokiem. - Nie wiem, ale okres mi się spóźnia i ostatnio źle się czuję.

- No dobra.

- Coś się stało? - na dół zszedł Carlos. - Słyszałem krzyki..

- Bella miała jakiś ważny telefon.. Nie ważne. Pomożesz mi? - zapytała.

- Muszę posprzątać pokój. - zaśmiał się.

Scarlett martwiła się o dzisiejsze spotkanie z Rodzicami, już po chwili Bella była w domu. Wbiegła do kuchni nie zważając na to, na kogo wpadła.

- Proszę. - podała dyskretnie koleżance test.

- Chodź ze mną. - szepnęła. - Boje się. - odpowiedziała zamykając drzwi łazienki.

Bella czekała cierpliwie koło drzwi łazienki.. Gdy Scarlett chciała podać Belli wynik testu, ta kopnęła lekko w drzwi.

- James! - powiedziała głośniej. - A co Ty tutaj robisz? - zdziwiła się.

- Mieszkam.. - odpowiedział.

- Tak! - Scarlett odpowiedziała.

- Scarlett się zgodziła. - wskazał palcem na drzwi.

- Nie odzywaj się, i chodź.. - zaciągnęła Jamesa do łazienki.

- Co jest? - zdziwił się chłopak.

- Piśnij tylko słowo, a więcej nie spojrzysz w lustro.. - zagroziła Scarlett.

- O co chodzi? - przeraził się.

- Jestem w ciąży.. - pokazała test chłopakowi. - Nie mów nic Carlosowi..

- Jasne. A mogę wyjść? Źle się czuję z wami. - uśmiechnął się.

- Ok.

Dziewczyny bardzo się cieszyły z ciąży Scarlett, dziewczyna na razie nie chciała nic mówić Carlosowi. Postanowiła, że tą wiadomość przekaże przy obiedzie. Bella pomogła przyjaciółce w gotowaniu, potem szybko się przebrała i wyszła na miasto.

- Carlos.. - niecierpliwiła się Scarlett. - Zaraz będą Rodzice. Pośpiesz się. - poganiała narzeczonego.

- Już, już idę. - zszedł na dół w białej koszuli w małe gwiazdki i beżowe spodnie.

- Wyglądasz świetnie. - uśmiechnęła się Scarlett.

- A Ty dlaczego, się nie przebrałaś? - zapytał, widząc dziewczynę w fartuszku. - Już, chwila. - odpowiedziała i ściągnęła fartuszek. - Pasuje? - zapytała.

- Mi jak najbardziej.. - uśmiechnął się, i podszedł do Scarlett aby ją pocałować.

- Rodzice! - odsunęła się od Peny.

Dziewczyna poszła otworzyć drzwi, przywitała Rodziców a następnie przedstawiła Carlosa. Wszyscy usiedli do stołu,  na początku rozmowa niezbyt się utrzymywała ale z czasem weszła na właściwy tor.

- Już mieszkacie razem? - zapytała Mama.

- Tak, ale tutaj mieszka jeszcze siostra Carlosa, oraz jego przyjaciele.

- Nie ma ich w domu? - zapytała ponownie Mama.

- Nie, poprosiłam żeby na czas waszej wizyty wyszli. - zaśmiała się Scarlett.

- Wstydzisz się Nas? - zażartował Ojciec.

- Nie. - pokręciła głową. - Ale nie chciałam, żeby ktoś Nam przeszkadzał.

- Co chwilę ktoś by schodził na dół. - odpowiedział Carlos.

- Przepraszam. - powiedziała Scarlett i wyszła do łazienki.

- Bardzo ładnie tutaj mieszkacie. - rozejrzała się Mama. - Bardzo tutaj przytulnie.

- Dziękuję. - pokiwał głową Carlos.

- Kochanie, coś się dzieję? - zapytał Ojciec.

- Chcę Wam coś powiedzieć. - uśmiechnęła się szeroko.

- Coś się jednak stało. - powiedział Ojciec.

- Nic się nie stało. - złapała Ojca ze dłoń. - Chciałam to powiedzieć już wcześniej ale nie miałam odwagi.. - zaśmiała się i wzięła głęboki oddech. - Jestem w Ciąży. - powiedziała.

- Naprawdę? - cała trójka była w szoku.

- Bardzo się cieszę! - Mama wstała aby przytulić Scarlett.

- Świetnie! - Ojciec zrobił to samo. - Już myślałem, że ten dzień nigdy nie nadejdzie.

- No ale Rob ma też dzieci, więc o co chodzi? - zmarszczyła brwi.

- Znowu jesteśmy Dziadkami! Będę mogła rozpieszczać swoją wnuczkę, albo wnuka.

- Carlos, wszystko w porządku? - zapytał Ojciec.

- Tak, ale jestem w szoku. Nie wiem jak to się stało. - odpowiedział.

- Wytłumaczyć Ci skąd się biorą dzieci? - zaśmiała się Scarlett.

- Będę Ojcem.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Part 91.

Bella czuła pustkę ale nie aż tak wielką jak w przypadku Belli, wiedziała, że kogoś straciła ale mimo to żyła dalej. Chłopak nadal będzie zajmował jakąś część w jej życiu. Z rozmyśleń, wyrwał Bellę dźwięk e-maila, była to wiadomość o pogrzebie Coltona. Miał odbyć się za 2 dni, od razu zabukowałaś bilety na lot. Wiedziałaś, że przyjaciele pojadą z Tobą, nie musiałaś się o to nawet pytać.

- Bells. - do pokoju wszedł Carlos. - Chciałaś żebym pojechał z Tobą, do rehabilitanta. Masz chwilę? - zapytał.

- Tak, jasne. Daj mi się tylko ogarnąć i za 5 minut spotkamy się na dole.

- Ok.

Bella szybko się przebrała w inne ciuchy, poszperała trochę w pudełku wyciągnęła dużą brązową kopertę, schowała ją do torebki i zeszła na dół.

- Jestem już gotowa, możemy jechać.

- Ok.

- Znasz adres?

- Tak. - Carlos pokiwał głową. - Możemy ruszać.

Niczym się obejrzeli a już zaraz byli prawie na miejscu, wyglądało to jak duży szpital, lecz w środku był znacznie przytulniejszy. Większość osób tam zgromadzonych mogła opisać to jako sanatorium albo wyjątkowo dobre spa. Carlos podszedł do recepcji i od razu zapytał się o znajomego rehabilitanta. Recepcjonistka, wskazała drogę rodzeństwo od razu poszło do wskazanego miejsca. Chłopak rozpoznał danego mężczyznę, po krótkiej rozmowie doszli do porozumienia.

- Rehabilitacja dla Ojca i potem krótki pobyt w sanatorium. A co z Matką? - zapytał.

- Dla Mamy? - zadumał Carlos.

- Dla Mamy pobyt w sanatorium, na czas leczenia Ojca. - powiedziała Bella.

- Dobrze. - odpowiedział niepewnie Mężczyzna. - Proszę bardzo udać się za mną do gabinetu, ustalę ile to będzie kosztowało.

- Dobrze. - rodzeństwo odpowiedziało jednogłośnie.

Po krótkiej chwili z pokoju wyszedł Rehabilitant.

- Rehabilitacja Ojca wyniesie oczywiście z pobytem w sanatorium 5 tysięcy. Jeżeli Państwo chcą aby Mama także przebywała podczas rehabilitacji tutaj to ten koszt będzie taki sam. - powiedział.

- Dobrze. Ale proszę zagwarantować Rodzicom jak najlepsze warunki. - powiedziała Bella.

- Oczywiście. - pokiwał głową.

- Wszystko płacę z góry, i nie chcę słuchać jakichkolwiek narzekań ze strony Rodziców. - pogroziła. - Więc proszę aby ta opieka była najlepsza. - wstała i podziękowała. - Rozumiemy się? - zapytała ponownie.

- Tak. - kiwnął głową mężczyzna. - Jeżeli chcę Pani uiścić wpłatę, to zapraszam do pokoju numer 20 tam obsłuży Panią nasza księgowa.

- Dziękuję. - odpowiedzieli i wyszli.

- Skąd masz pieniądze? - zapytał Carlos.

- Myślisz, że te seriale, płyty i cała reszta została wydana? - zaśmiała się. - Słońce, Ty nie wiesz jeszcze wielu rzeczy o mnie. - mrugnęła do brata. - Za dwa dni lecimy na pogrzeb.

- Jasne.

Na pogrzebie chłopaka zjawiło się dużo osób, można było zauważyć sporą część aktorów a także obsadę Arrowa. Bella wiedziała, że nie pozna już nikogo z obsady, a zdjęcie na pamiątkę w takiej chwili może być oznaką braku szacunku. Czułaś, że chcesz poznać ich wszystkich osobiście. Rodziców Coltona poznałaś od razu, więc dobrze by było się z Nimi przywitać. Bella opuściła Przyjaciół i poszła porozmawiać z Rodzicami chłopaka. Rozmowa polegała na wspominaniu Coltona, gdy tak z Nimi stała czuła się obserwowana.. Więc postanowiła pożegnać się za wczas i wrócić do Przyjaciół.

- Czy coś ze mną jest nie tak? - zapytała.

- Nie, dlaczego?

- No nie wiem, czułam na Sobie wzrok żałobników. - szepnęła. - Może coś ze mną nie tak?

- Nie, wszystko jest w porządku.

Po krótkiej rozmowie, cała ceremonia się zaczęła. Bella miała wielką ochotę powiedzieć kilka słów, ale nie mogła się powstrzymała się. Chwyciła za ramię Jamesa, który stał najbliżej Niej. Poczuła się bezpiecznie. Chłopak spojrzał na dziewczynę, a w jego oczach można było ujrzeć uśmiech.

- Isabella. - Mama Coltona, zwróciła się do dziewczyny. - Zapraszamy do Siebie. - powiedziała.

- Nie dziękuję, nie będziemy robić kłopotów. Mamy już zarezerwowany hotelik, ale bardzo dziękujmy za nocleg. - uścisnęła dłoń kobiety. - Proszę się trzymać. Jeżeli będą czegoś Państwo potrzebowali, proszę dzwonić. Jak tylko będę mogła pomóc, to oczywiście to zrobię.

- Nawet nie wiesz, jak Nam jest przykro, że Ty i Colton nie związaliście się. - powiedział Ojciec chłopaka.

- Mi też, proszę mi uwierzyć, że mi też. - westchnęła. - Mój numer Państwo mają, więc proszę. - pożegnała się i odeszła.

Atmosfera w domu nie była taka jak po śmierci Alice, ale o Coltonie także wszyscy pamiętali. W pracy Bella dawała z Siebie wszystko. W końcu nadszedł upragniony weekend. Tego dnia Kendall i Dustin byli bardzo przejęci, już od rana chcieli powiadomić wszystkich o ich związku. Rozmawiali o tym w pokoju, gdy słyszeli, jak ktoś przechodzi natychmiast zmieniali temat, ale tym razem się nie udało. Pena usłyszała już wcześniej jak chłopaki o czymś dyskutują, oraz słyszała ich namiętne wyznania o późnych porach..

- No co tam, wyjawiacie dzisiaj swoją tajemnicę? - uniosła brew do góry.

- Jaką tajemnicę? - zdziwił się Dustin.

- Wiem, że jesteście razem. I życzę Wam szczęścia! - dziewczyna mrugnęła do chłopaków i zeszła na dół. - Może zrobimy Sobie dzisiaj taki wymarzony weekend, wiecie. Kominek, ciepły koc i wino? - uśmiechnęła się i usiadła na rogu łóżka.

- Ja jestem za! - podniosła rękę Scarlett.

- Może takie lekkie odmóżdżenie byłoby dobre. - zastanowił się Logan.

- No zgódźcie się, pojadę do sklepu kupię jakieś dobre wino, posiedzimy i porozmawiamy. - James, pojedziesz ze mną? - zapytała chłopaka.

- Ja? - zdziwił się.

- A jest tutaj jakiś inny James? - zachichotała. - A poza tym, to ktoś będzie musiał nosić te siatki z zakupami. Skoczę tylko po torebkę i możemy jechać.

- Ok.

Bella z Jamesem pojechali do sklepu a w domu. Kendall i Dustin przygotowywali się do jakże ważnej rozmowy w ich życiu. Chłopaki zeszli na dół, usiedli na kanapie i wszyscy rozmawiali. Carlos rozpalił w kominku żeby było naprawdę miło fakt, faktem na dworze było jeszcze ciepło ale żeby było miło potrzebna była odpowiednia atmosfera. James chciał zacząć rozmowę, aby przypomnieć Belli jak zbliżyła się do Niego podczas pogrzebu, lecz dziewczyna nie dawała mu żadnej szansy.

- Wróciliśmy. - Bella weszła do domu z Jamesem.

- Dobra, to weźcie kieliszki i możemy siadać. - powiedział Maslow.

- Ok, już się robi. - powiedział Kendall.

Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca i każdy miał lampkę z winem, nikt nie zaczynał rozmowy.

- Nie mogłam Sobie odmówić i musiałam kupić ptasie mleczko, naszła mnie wielka ochota na coś słodkiego. - zaśmiała się Bella.

- Może jesteś w ciąży? - zaśmiał się Dustin.

- Słodki jesteś, ale nie. Nie mogę mieć dzieci.. - powiedziała i jednym łykiem opróżniła kieliszek.

- Przepraszam. - posmutniał.

- Nic się nie stało. - powiedziała.

- Ale jak to się stało? - zapytała Scarlett.

- Robiłam kiedyś badania, od dłuższego czasu nie miałam okresu.. Trwało to jakoś 3 miesiące, zrobiłam odpowiednie badania a potem się okazało, że okres u mnie nie występuje Także, dzieci nie mogę mieć. - odpowiedziała krótko.

- To przykre. - posmutniała Scarlett.

- Da się z tym żyć, chociaż czasami mam takie wrażenie, że okres mogę mieć ale to tylko wrażenie. Jak masz objawy przed miesiączką to ja też takie posiadam, ale wtedy czuję jakbym miała zaraz zejść.. Ale nie mówmy teraz o tym. - roześmiała się. - Porozmawiajmy o czymś innym. - spojrzała w stronę Kendalla.

- Chciałem Wam coś powiedzieć. - Blondyn głośno westchnął.

- Co takiego? - wszyscy spojrzeli na chłopaka.

- Dustin i Ja.. - zatrzymał się na moment. - Dustin i Ja, napisaliśmy wspólnie piosenkę, i jest dobra. Może wiecie nagramy z Nim jakąś piosenkę?

- To świetny pomysł, naprawdę dobry. Martin musi ją poznać.

- Ok.

Godzina po godzinie i większość powoli się wykruszała, Carlos uważnie przyglądał się Belli, wiedział dobrze, że jak wypije jeszcze więcej to nie będzie to nic miłego.

- Może już powinnaś iść spać? - zapytał Carlos.

- Może idź, masz rację. Idź spać. - odpowiedziała.

- Ale mi chodziło, żebyś Ty się położyła.

- Nie chcę jeszcze iść spać. Proszę, pozwól mi zostać i posiedzieć.

- Jasne.

Bella wzięła butelkę wina, koc i wyszła posiedzieć na tarasie. Napełniła lampkę i oglądała gwiazdy. Wiedziała, że jest sama.

- Alice. Teraz będziesz miała doborowe towarzystwo, Colton był świetnym chłopakiem, na pewno Ci opowie jak wszyscy za Tobą tęsknimy a Logan najbardziej. Chłopak nie widział świata poza Tobą, a Twój pierścionek zaręczynowy oddał Mamie.. Lecz Ona dała go mi, nie chciałam go ale jej oczy, gdybyś widziała oczy Twojej Matki. Były przepełnione smutkiem, żalem i wielkim bólem. Ona chciała Ci pomóc, teraz tak tęskni. Colton. Wiesz, że ja traktowałam Ciebie jak prawdziwego przyjaciela, ale czasami czułam coś więcej. Po naszym pobycie w wesołym miasteczku myślałam, że między Nami wyjdzie coś więcej.. Ale się przeliczyłam. No cóż, lecz to co chciałam ważnego Ci powiedzieć już wiedziałeś. Zawsze będziecie zajmowali ważne miejsce w moim sercu, Kocham Was i to się nie zmieni. Alice, miej w opiece Logana i od czasu podeślij do mnie jakiegoś fajnego faceta. Colton, nie pozwól aby Emily o Tobie zapomniała. Ona jest jeszcze wciąż w Tobie zakochana. Liczę na to, że będziecie mnie wspierać.

- Kto ma Cię wspierać? - na dwór wyszedł James.

- Mnie? - zapytała. - Mnie nikt nie musi wspierać, sama daję Sobie radę. Jestem silna!

- Wypiłaś za dużo. - Maslow próbował zabrać dziewczynie butelkę.

- Zostaw! - warknęła w stronę chłopaka, przechyliła butelkę i wpiła całość. - Ja nie chcę żebyś zabierał mi to co kocham!

- Uspokój się, nie jesteś Sobą.

- Jestem Sobą! Nie wmawiaj mi innych rzeczy, ja chcę tylko poprawić Sobie humor. Ja chcę żeby Alice wróciła, i Colton. Nie umiem Sobie bez Nich poradzić. Nie umiem poradzić Sobie bez Brown! Ona zawsze potrafiła mi pomóc, doradzić. A Worren? Worren.. Był świetnym Przyjacielem, potrafił mnie rozśmieszyć i mogłam na Niego liczyć w każdej sprawie. A teraz ich zabrakło, nie umiem Sobie poradzić. Kocham ich, i chcę żeby do mnie wrócili. Oni odeszli za wcześnie. - Bella skończyła.

- Wiem, że bardzo Ci ich brakuje, ale nie możemy nic zrobić. Przykro mi.

- Zrób coś dla mnie. - powiedziała ze łzami w oczach.

- Zrobię wszystko co w mojej mocy. - powiedział.

- Prześpij się ze mną, proszę. Zrób to ze mną. - położyła swoje dłonie na jego klatce piersiowej.

- Nie, nie mogę. - pokiwał głową. - Nie zrobię tego, jeżeli jesteś w takim stanie i tylko dlatego, że masz doła. Przepraszam. - odsunął się od dziewczyny i wyszedł.

- James.. - szepnęła. - Ja nie chciałam. - usiadła na fotelu i wyciągnęła butelkę wódki. - Alice, Colton wasze zdrowie! - podniosła do góry i wypiła część. - Dustin, Kendall oby Wam się dobrze razem żyło! - każdy toast był zaplanowany dla kogoś innego.

Gdy wódka się skończyła Bella chwiejnym krokiem weszła powoli do domu, schody wydawały się niebezpiecznie strome, lecz to nie przeszkadzało w dalszej drodze. Powolnym lecz chwiejnym krokiem Pena weszła do pokoju, położyła się na łóżku i zasnęła.. Dziewczyna wstała z łóżka, zeszła na dół, lecz nikogo tam nie zastała w kuchni było słychać kilka głosów.

- No cześć, jak się spało? - zapytał uśmiechnięty James.

- Dobrze. - odpowiedziała, kiwając głową.

- Może kawy? - zapytał Dustin stojąc z dzbankiem w ręku.

- Dziękuję.

- Cześć Kochanie. - do kuchni wszedł Kendall, który przywitał się z Dustinem buziakiem w policzek.

- Musimy dzisiaj, koniecznie pojechać do tamtej kobiety, żeby móc ustalić cenę i całe menu naszego wesela. - powiedział wchodzący do kuchni Carlos.

- Tak wiem, możemy jechać zaraz po śniadaniu. - uśmiechnęła się Carlos.

- Co Wy wszyscy tacy uśmiechnięci? - zapytała zdziwiona Bella.

- Przecież jest piękny dzień. - odpowiedział Dustin, przytulając Kendalla.

- A Wy już wszystkim powiedzieliście, że jesteście razem?

- Jak wszystkim? - zdziwił się Kendall.

- No wczoraj, miałeś powiedzieć, ale w końcu nic z Siebie nie wydusiłeś.

- Przecież wszyscy wiedzą, że są razem.

- Niemożliwe.. - pokiwała głową Bella.

- Skarbie Ty zawsze masz rację, ale nie tym razem. - w oddali było słychać głos Logana.

- No dobrze. - odpowiedział znajomy głos.

- Co Ty tutaj robisz?! - Bella wytrzeszczyła oczy, widząc znajomą sylwetkę.

- Mam zamiar zjeść śniadanie.. - powiedziała Brown, siadając do stołu.

- Ale jak? - zdziwiła się. - Przecież Ty nie żyjesz. - odpowiedziała.

- Kochana, coś Ci się musiało przyśnić, ja żyję i na razie nie mam zamiaru umierać. Ale przecież byłaś chora, no i Twoja ciążą.. - odwróciła głowę, słysząc jak ktoś wchodzi do domu.

- Julia, właśnie śpi. - odpowiedział znajomy głos. - Grzeczny Aniołek. - do domu z wózkiem wszedł Colton w towarzystwie Emily.

- Ty żyjesz! - podbiegła do przyjaciela, przytulając go.

- Odsuń się ode mnie! - chłopak odsunął od Siebie dziewczynę.

- Co Ty robisz? - zapytała.

- Nie zbliżaj się do mnie. - posłał jej złowrogie spojrzenie.

- Colton.. - broda zaczęła jej drżeć. - Co się z Tobą stało? - oczy jej się zaszkliły.

- No chodź wariatko! - uśmiechnął się, i uściskał Przyjaciółkę. - Przecież żartowałem, chciałem przećwiczyć swoją rolę.

- Sama obiecałaś Coltonowi, że mu pomożesz. - uśmiechnęła się Emily.

- Serio? - zdziwiła się.

- Chyba za dużo wypiłaś.. - zaśmiał się Carlos.

- Wypiłam trochę, ale przecież wczoraj rozmawiałam z Jamesem i Was nie było, byłam na tarasie. A Colton miał wypadek, i nie przeżył przecież byłam na Twoim pogrzebie, Alice a Ty byłaś chora i zmarłaś.. Nie miałaś dziecka. - mówiła ciągiem Bella. - Co się tutaj dzieję? - zdziwiła się.

- To Twój sen, sama chciałaś, sama mówiłaś, że Ci Nas brakuje, a teraz nie możemy porozmawiać. To tylko Twoja wyobraźnia, tutaj możemy spotykać się codziennie, codziennie, codziennie...

Dziewczyna obudziła się w nocy, spojrzała na zegarek wskazywał chwilę minut po drugiej jako, że już wstała zeszła na dół aby napić się wody. Poczuła zimny wiatr, zauważyła otwarte drzwi na taras zamknęła je.

- Cześć. - zza mroku powoli wyłonił się James.

- Boże! - dziewczyna podskoczyła i upuściła szklankę, która się rozbiła.

- Przepraszam, nie chciałem. - powiedział i szybko zapalił światło aby pomóc posprzątać dziewczynie.

- Nic nie szkodzi, to ja jestem niezdarą. - zaśmiała się i spojrzała na umięśniony brzuch chłopaka, przy czym chwyciła całą dłonią większą część szklanki i mocno ją ścisnęła.

- Uważaj.. - powiedział James. - Poczekaj, zaraz to posprzątam, i usuniemy to szkło.

James pozamiatał szkło, potem obejrzał dłoń Belli, a później odprowadził ją jeszcze do pokoju. Dziewczyna chciała jeszcze spędzić trochę czasu z Jamesem, ale nie było jej to dane ponieważ chłopak był zmęczony i szybko poszedł do pokoju.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Part 90.

Colton się nie odzywał Bella również nie kontaktowała się z chłopakiem, zaczynała pracę nad swoim albumem. Carlos nie chciał zawracać głowy siostrze, sam miał dużo problemów. Musiał rano jechać do szpitala, dostał nagły telefon.

- Dziękuję, że tak szybko przyjechałeś. - powiedział Lekarz prowadzący. 

- Przyjechałem tak szybko jak było to możliwe, co się stało? - zapytał. 

- Musimy przeprowadzić operację u Rodziców, dlatego wezwaliśmy najlepszych chirurgów. Operacja odbędzie się po południu. Dlatego wezwałem Ciebie tutaj żeby o tym powiedzieć. 

- Rozumiem. Tak wiem, że teraz powinienem zostać tutaj, ale nie mogę. Mam kilka spraw do załatwienia. 

- Rozumiem, jeżeli będziesz chciał zobaczyć Rodziców przed operacją to zapraszam, godzinę przed zabiegiem. 

Carlos porozmawiał jeszcze chwilę z lekarzem i zaraz szybko wsiadł do samochodu, żeby pojechać do Belli i zabrać ją ze studia aby pojechać z powrotem do szpitala.

- Idzie Ci naprawdę dobrze, masz już jakieś pomysły na teledyski?

- Mam coś. Zapisałam Sobie w zeszycie. Przejrzyj. - Blondynka podała mu zeszyt.

- Cześć! - do studia wbiegł Carlos. - Siostra, muszę Cię porwać! - powiedział.

- Hola, hola! - Martin wstał z wygodnego fotela. - Co się dzieje, dlaczego tak nagle wpadasz?

- Rodzice mają dzisiaj operację, i Bella musi jechać ze mną. Postaram się ją odwieźć jak najszybciej.. - odpowiedział.

- Dobra, w takim wypadku jedźcie. Życzę powodzenia. Cześć.

- Operacja dzisiaj?! - zdenerwowała się Bella. - Jak to?

- Powstały jakieś komplikacje, i teraz trzeba operować. Przyjeżdżają jacyś inni lekarze, jeżeli chcesz zobaczyć Rodziców przed operacją to musimy teraz jechać.

- Dobra, jedźmy.

Bella wraz z Carlosem szybko pojechali do szpitala. Przed zabiegiem porozmawiali jeszcze z Rodzicami, a potem czekali zniecierpliwienie na przebieg zdarzeń. Rozmowę rodzeństwa przerwał dzwonek telefonu Belli, zadzwonił do Niej jakiś nieznajomy numer..

- Słucham. - odebrała niepewnie.

- Dodzwoniłem się do Isabelli Pena? - zapytał mężczyzna w słuchawce.

- Tak, z a kim mam przyjemność? - zapytała.

- Mam na imię Lucas, ale nie wiem czy to takie istotne ponieważ dzwonię z sprawie Coltona Warrena.

- Dobrze. Ale o tutaj nie ma, wyjechał dzisiaj rano. - uśmiechnęła się do Carlosa.

- Tak, wiem. Dzwonie ze szpitala, Colton miał poważny wypadek.

- Co się stało?! - Bella podniosła głos.

- Coś się stało?  - zapytał stojący obok Carlos.

- Colton miał wypadek. - odsunęła telefon od twarzy.

- Chłopak został potrącony przez samochód, jest w poważnym stanie.. - opowiadał.

- Gdzie jesteście?! - zapytała.

- Aktualnie przebywa w San Francisco, podeślę zaraz adres.

- Dziękuję. - rozłączyła się. - Muszę jechać do Coltona. - dziewczyna miała łzy w oczach. - Wiem, tutaj są Rodzice ale na nie mogę zostawić go samego.. - głos zaczął jej drżeć, a po policzkach spływały łzy. - Nie mogę go zostawić! Muszę tam pojechać.

- Wiem, rozumiem nie będę Cię zatrzymywał.

- Pożycz mi kilka dolarów, muszę pojechać po samochód i do domu żeby się przebrać.

- Ok, proszę.

Bella wzięła pieniądze od brata. Pojechała do studia zabrała samochód i zaraz była w domu, przebrała się w nieco luźniejsze ciuchy zabrała dokumenty i pieniądze aby zaraz jechać do Coltona, bardzo zmartwiła się wypadkiem Coltona.

- Śpieszysz się gdzieś? - zapytała Scarlett siedząc i oglądając telewizję.

- Muszę jechać do San Francisco. - powiedziała w biegu.

- A coś się stało? - zapytała przejęta i wstała z kanapy.

- Colton miał poważny wypadek, jest w szpitalu muszę do Niego jechać. Nie mogę go tak zostawić.. - mówiła łamanym głosem.

- Ale, przecież wy ostatnio, rozmowa, wyjście z domu. Ej.. Nie rozumiem. - opadła na kanapę.

- Jak tylko wrócę, to od razu opowiem Ci wszystko. Teraz się śpieszę.. - rzekła.

- Ale jak tam pojedziesz, to zastanie Cie wieczór. - powiedziała.

- Masz rację. - spojrzała na koleżankę, i pobiegła jeszcze raz na górę. - To mi się przyda. - wyciągnęła z pod łóżka kopertę i wyciągnęła kilkaset dolarów. - Mogę jechać.

Bella wsiadła do samochodu, pojechała na najbliższą stację aby się zatankować i móc jechać dalej. Była bardzo zestresowana, jechała przed Siebie, ale w końcu uświadomiła Sobie, że musi wprowadzić dane do GPS a, żeby wiedzieć gdzie dokładnie ma pojechać.  Zatrzymała się na uboczu, i wstukała adres. Po kilkugodzinnej jeździe dojechała na miejsce. Wysiadając z samochodu, ogarnęły ją obawy, nie wiedziała czy na pewno dobrze robi, w końcu weszła do środka.

- Cześć. Jestem Lucas. - podszedł do Niej wysoki, chłopak z uśmiechem na ustach. - To ja zadzwoniłem na pogotowie, Colton jest moim kumplem, gramy w jednym filmie.

- Tak, cześć. Bella. Super, fajnie ale gdzie jest Colton?! - była lekko zdenerwowana.

- Leży na sali operacyjnej. Powiem, że jego stan jest ciężki, nikt nie został wpuszczony.

- Co się dzieję? Mów mi szybko! - znajomy głos rozległ się po korytarzu w szpitalu

- Pablo?! - Bella odwróciła się. - Co Ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.

- Bella! Moje Słońce kochane. Zaraz będzie tutaj Artur. Został reżyserem i Colton gra w jego filmie, a ja jestem wciąż asystentem.. I się zaręczyłem! - podskoczył z radości.

- Gratuluję! Strasznie się cieszę! - uściskała chłopaka.

- Pablo? - w korytarzu roznosił się głos Artura. - Pablo! - głos coraz bardziej się zbliżał. - No, w końcu Cię znalazłem. Co z Coltonem? - zapytał.

- Nie wiem, nie mam żadnych informacji.. - pokiwał głową. - Ale patrz kogo tutaj mamy!

- Nie wierze, Bella. Nie poznałem Cie, zmieniłaś się! - Artur przytulił Bellę. - Co tam u Was słychać? Jak twoja kariera? - zapytał.

- Nagrywam drugą płytę, bo miałam długi przestój. Mam na swoim koncie 2 filmy myślę, że to nie będzie koniec. Oprócz płyty chcę zacząć grę aktorską, i będę robiła też filmy. Kariera idzie do przodu. A skąd w ogóle się znacie z Coltonem? - zapytała.

- Ma się dużo znajomości. - uśmiechnął się.

- Przepraszam. - z sali wyszedł lekarz. - Pan przywiózł Pana Worrena? - zwrócił się do Lucasa.

- Tak. Co się dzieję z Coltonem? - zapytał.

- Powiem, że nie było łatwo. Jego stan jest ciężki, jest jeszcze w śpiączce ale myślę, że za około kilka godzin wybudzi się. Może rano, więc poproszę Państwa żebyście przyjechali jutro. Teraz Pacjent musi odpocząć. - powiedział i poszedł.

- Dziękujemy bardzo.

- No jeżeli nie możemy zostać, to musimy się zwijać.

- Bella masz gdzie nocować? - zapytał Artur.

- Znajdę jakiś hotel. - uśmiechnęła się pod nosem.

- Zapraszam do mnie! - powiedział Pablo. - I nie chcę słyszeć odmowy. - pogroził palcem dziewczynie.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się.

- Dobra. Pablo, jutro podjadę do Ciebie. I przyjedziemy do szpitala.

- Przyjedziemy razem. - powiedziała Bella. - Nie rób Sobie kłopotu, ja się z Nim zabiorę.

- No jasne, ok. To do jutra! Cześć! - pożegnał się z przyjaciółmi.

Artur pojechał do domu, Bella i Pablo również wyszli i odwieźli Lucasa do domu. Potem pojechali zrobić małe zakupy. Gdy wrócili do domu, Pablo poznał Bellę ze swoim narzeczonym. Chłopak był bardzo miły, dużo ze Sobą rozmawiali. Dziewczyna opowiedziała historię związaną z Coltonem.

- Nie chcę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale powinnaś dać mu szansę. - powiedział chłopak.

- A czy mówiłam, że podobny problem mam z Jamesem, On też mi się podoba, a sama nie wiem co już mam robić.

- Zrób to co podpowiada Ci serce. Porozmawiaj jeszcze jutro z Coltonem, musicie Sobie wszystko wyjaśnić.

- Też tak myślę. - pokiwała głową. - Pozwolicie, że położę się spać, jestem zmęczona i tyle wrażeń jak na jeden dzień.

- Oczywiście. - chłopaki się uśmiechnęli.

- Dobranoc. - powiedziała i poszła do pokoju.

Bella weszła usiadła na łóżku i zadzwoniła do Carlosa.

- Słucham. - powiedział odbierając telefon.

- Jak tam sytuacja z Rodzicami? - zapytała. - Już coś wiadomo.

-Właśnie miałem do Ciebie dzwonić, operacja się udała ale będzie potrzebna rehabilitacja dla Ojca.

- Dlaczego? - zdziwiła się.

- U Mamy jest wszystko w porządku, ale Ojciec będzie musiał popracować nad nogami.

- A jaki jest koszt całej rehabilitacji? - zapytała.

- Był rehabilitant i powiedział, że to będzie około 2-5 tysięcy. Uprzedzam Ciebie od razu, tak to dużo ale jakoś damy radę. Zbierzemy te pieniądze.

- Na razie nic nie rób beze mnie. - powiedziała. - Postaram się przyjechać jak najszybciej, jutro jeszcze zadzwonię.

- Ok, a jak się czuje Colton?

- Jego stan jest ciężki, ale więcej się dowiem jutro, będę do Was dzwoniła. Cześć.

Bella skończyła rozmowę i od razu położyła się spać, nie mogła zasnąć, bała się o zdrowie Coltona. Jego słowa ciągle krążyły jej po głowie. Nie umiała Sobie tego wszystkiego poukładać. Rano, również nie mogła spać, obudziła się o 7 pozwoliła zrobić Sobie kawę. Później przyszedł Pablo z Mattem. Zjedli śniadanie i zadzwonił Artur, żebyśmy przyjechali do szpitala.

- Możemy wejść do Coltona, ale nie wszyscy. Bella? - Artur zwrócił się do dziewczyny.

-Tak? - odpowiedziała.

- Chcesz wejść? - zapytał.

- Idźcie jako pierwsi ja wejdę na końcu, nie wiem co chcę przekazać jeszcze Coltonowi.

- Ok.

Bella układała Sobie w głowie to co chcę powiedzieć Coltonowi, była lekko zestresowana wizją tego co może zobaczyć na sali. Nie chciała powiedzieć czegoś czego by mogła potem żałować.

- Proszę możesz wejść. - powiedział lekarz, który przebywał w sali. - Ale ostrzegam, pacjent nie jest w pełni sił więc proszę uważać.

- Dziękuję.

Dziewczyna weszła do środka, z daleka widziała Coltona, od razu chciała wyjść, oddech zwolnił i sama poczuła ból jaki czuje chłopak. Ostrożnie podeszła do łóżka, gdy Colton ją zobaczył uśmiechnął się.

- Jak się czujesz? - zapytała, stojąc obok łóżka.

- O ile dobrze wyglądam, to tak się czuję. - zaśmiał się lekko, ale ból w klatce mu na to nie pozwalał.

- Wyglądasz jak zwykle świetnie. - uśmiechnęła się.

- Przyjechałaś aż z LA?

- Tak, jak tylko zadzwonił do mnie Twój znajomy to wiedziałam, że muszę przyjechać. - spojrzała na bezbronne ciało chłopaka. - Martwiłam się. I muszę coś Ci powiedzieć, czego nie powiedziałam Ci wtedy w tym miasteczku.. - wzięła głęboki oddech.

- Co takiego? - spojrzał swoimi niebieskimi oczami na Bellę. - Co takiego chcesz mi powiedzieć? - zapytał.

- Nie wiem, nie umiem. To jest trudne. - odwróciła wzrok.

Colton położył swoją dłoń na dłoni Belli, i znowu spojrzał na dziewczynę. Poczuła jak ciepło rozchodzi jej się po całym ciele. Uśmiechnęła się do chłopaka i westchnęła głośno.

- Kocham Cię. - powiedziała.

- Bardzo Cię lubię, ale ja nie mogę powiedzieć tego samego. Kocham Cię jak młodszą siostrę, ale na dłuższą metę nic by z tego nie było. W tedy w wesołym miasteczku to miał być wypad przyjaciół, nie sądziłem, że będziesz chciała coś więcej. Przepraszam, ale spotykam się z kimś. Znasz zapewne Emily Bett Rickards. To moja koleżanka z planu. Przepraszam.

- Rozumiem. - szybko zabrała swoją dłoń. - Bardzo chętnie poznam ją osobiście, uwielbiam Arrow`a. I jestem fanką tego serialu, więc mam nadzieję, że jeszcze będę mogła Cię w Nim zobaczyć.

- Mogłem Ci powiedzieć od razu.

- Nie, rozumiem. - odwróciła wzrok i otarła łzę. - Zawsze będziesz miał zaszczytne miejsce w moim sercu. - pochyliła się nad chłopakiem i pocałowała go w czoło.

- Jak tylko wyjdę ze szpitala, to na pewno się spotkamy. - powiedział.

- Jasne, cześć. - wstała, pomachała do chłopaka i wyszła.

- Coś się stało? - zapytał Artur.

- Nic, nic się nie stało. - powiedziała obojętnie.

Wszyscy zaczęli powoli kierować się w stronę wyjścia, i gdy już mieli wychodzić nagle do pokoju Coltona zaczęli wchodzić a raczej wbiegać lekarze. Zrobiło się głośno, Artur i Bella odwrócili się i szybko pobiegli w stronę sali.

- Co się dzieję?! - zapytał przerażony Artur.

- Pan Colton zaczął się dusić, i złapały go drgawki.

- Ale wyjdzie z tego? - pytała Bella. - Proszę powiedzieć, że tak.

- Nie wiemy. - kolejny lekarz zniknął za drzwiami, i szybko zasłonił żaluzje.

Po krótkotrwałym alarmie z pokoju, lekarze szybko zaczęli wychodzić. Colton był szybko przewożony na salę operacyjną. W głośnikach po kolei byli wzywani lekarze i pielęgniarki. Po dwugodzinnej operacji z sali zaczęli wychodzić lekarze.

- Możemy wejść? Co się stało? Jak się czuję Colton? - wszyscy naraz pytali o stan zdrowia chłopaka, w końcu wyszedł lekarz prowadzący.

- Co się stało?! - zapytali równocześnie Bella i Artur.

- Pacjent zaczął się dusić, nie mógł złapać oddechu a połamane żebra nie pomagały mu, na dodatek ciężki uraz głowy i kilka połamanych kości. Niestety, ale bardzo Nam przykro robiliśmy wszystko co w naszej mocy. - powiedział lekarz i odszedł.

- Co?! - Bella krzyknęła. - To niemożliwe, On nie może nie żyć. - szła za lekarzem. - Jest zbyt młody na śmierć, straciłam już Przyjaciółkę i nie mam zamiaru stracić Przyjaciela! Ma Pan tam wrócić!

- Przykro mi, ale zrobiłem wszystko co w mojej mocy.

- Ja chcę tam wejść.. - powiedziała stanowczo. - Chcę się z Nim pożegnać.

- Chłopak zaraz zostanie przewieziony do sali pożegnań, proszę o cierpliwość.

- Skurwiel.. - szepnęła i zatrzymała się.

Po kilku minutach mogli spokojnie pożegnać się z chłopakiem. Pablo miał wątpliwości, ale w końcu się przekonał i poszedł razem z Arturem. Bella ponownie chciała pożegnać się w samotności.

- Widzisz jaki ten świat jest przewrotny, jeszcze przed chwilą mogliśmy porozmawiać a teraz ja sama mówię. Już mi Ciebie brakuję, ale wiem, że tam na górze będziesz miał doborowe towarzystwo, zapewniam Cie. Trudno mi to przyjąć do wiadomości, że nie będę mogła poznać Emily. Pamiętaj, że zawsze będziesz kimś ważnym dla mnie. Kocham Cię. - Bella złożyła pocałunek na ustach Coltona, to był ostatni pocałunek.

Dziewczyna wyszła i wróciła do chłopaków. Pożegnała się z Arturem i Pablo, a potem postanowiła wrócić do Los Angeles. Po długiej jeździe do domu, od razu zaszyła się w swoim pokoju, ale nie było jej to dane ponieważ zaraz przyjaciele od razu ją odwiedzili.

- Dlaczego się nie przywitałaś? - zapytała Scarlett.

- Przepraszam, ale zapomniałam.

- Co się stało? - zapytał Schmidt.

- Spotkałam Artura i Pablo, teraz tam kręcą filmy.. - powiedziała, zmieniając temat.

- Jak im się powodzi? - zapytał Logan.

- Bardzo dobrze, naprawdę świetnie. - uśmiechnęła się sztucznie.

- Musimy wybrać się kiedyś, na ich jakiś film. - zastanowił się Carlos.

- No raczej, to musi być coś fajnego. - zachęcił się James.

- Z pomysłami Artura i zapałem Pablo, filmy będą świetne! - włączył się Schmidt i dyskusja się rozpoczęła.

- Colton.. Nie żyje. - przerwała Bella.

- Co?! - chłopaki nagle zamilkli.

- Tak, jego stan był ciężki, nie dało się nic zrobić.. - powiedziała. - Jeżeli będzie pogrzeb, to ja lecę. - postanowiła. - Nie zatrzymacie mnie, ja tam muszę być. - powiedziała.

- Polecimy z Tobą. - powiedział Carlos a reszta przytaknęła.

Tak w prezencie, rozdział ekstra :) . Dziękuję tym co ze mną jeszcze są.. Nowy blog, powoli powstaje. Mam nadzieję, że zyskam nowych czytelników. Postanawiam również pisać bloga na http://samequizy.pl/ . Takie fantastyczne opowiadanie ;) . Do końca zostało kilka rozdziałów..

Part 89.

Dni mijały niemożliwie szybko, premiera filmu miała odbyć się już zaraz. Martin wezwał do Siebie Bellę, ta szybko zjawiła się u Niego w studio.

- Dzisiaj wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, powiadomiłem już wszystkich których miałem powiadomić. Bądź dzisiaj tutaj godzinę wcześniej, bo będziemy musieli być sporo wcześniej. - mówił Martin. 

- Jasne, będę na pewno. - uśmiechnęła się.

- Powiesz mi, masz z kim iść? 

- Nie. Bo w tym mam problem. 

- Co się dzieje? - zapytała Eva. 

- Mam problem.. Jakiś czas temu byłam na randkach.. Z Jamesem i Coltonem, chętnie bym poszła z jednym i drugim, ale nie mogę. Zależy mi na nich, ale nie wiem kogo wybrać.. - skrzywiła usta. - Z Jamesem byłam jakiś czas, ale potem mnie zdradził. Z Coltonem znam się długo, i spotkaliśmy się kilka razy ale nie wiem co mam robić. Mam mętlik w głowie. 

- Posłuchaj głosu serca. - uśmiechnęła i chwyciła się za brzuch. - Chyba już czas. - spojrzała na Martina.

- Co? Już?! - podniósł się z fotela.

- Ale jak?! - zdziwiła się Bell. - Nie możesz mnie zostawić. - spojrzała błagalnie na Evę.

- Nie zatrzymam tego. - uśmiechnęła się mimowolnie. - Będziemy Cię informować, co i jak.

- Ok, dobrze. Ja jadę do domu. Boje się, że Sobie nie poradzę. - oczy jej posmutniały.

- Dasz radę, wierzę w Ciebie. Chłopaki Ci pomogą! Zaraz do Nich dzwonię, i pomogą. Już miałaś jedną premierę, więc i teraz dasz radę.

- Ale to nie był film o chłopakach.. - wędrowała wzrokiem po sali.- Dziękuję. - odpowiedziała.

Bella wróciła do domu, była lekko zestresowana bo Eva musiała jechać z Martinem do szpitala, martwiła się, że może Sobie nie poradzić.

- Martin do Nas dzwonił, mamy Ci pomóc.. - uśmiechnął się James.

- Przy wcześniejszym filmie się tak nie stresowałam.. Boje się, że Sobie nie poradzę.

- Dlaczego? - dołączył się Carlos.

- Kurczę, tam też mają być Rodzice Alice, trochę się boję.

- Nie bój się. - uśmiechnął się Logan. - Wszyscy będziemy z Tobą.

- No wiem, ale nadal się boję. Bo nie wiem czy Sobie poradzę.

- My też zabierzemy głos w tej sprawie, więc jeżeli nie będziesz mogła nic powiedzieć to my się odezwiemy.

Belli zrobiło się trochę lepiej, odetchnęła z ulgą. Martin dzwonił i zapowiedział, że będzie mógł przyjechać, i dziewczyna odetchnęła z ulgą. Usiadła spokojnie w pokoju, wzięła kilka głębokich wdechów i usiadła piszą na papierze co może powiedzieć. Z każdym napisanym słowem kreśliła je i nie mogła nic wymyślić. Usiadła przed lustrem i zaczęła wyciągać z kosmetyczki różne potrzebne jej rzeczy. Chciała sama zrobić Sobie makijaż. Po skończonej pracy, wyciągnęła z szafy zestaw który wybrała razem z Alice, na tą okazję. Uśmiechnęła się do lustra, i przebrała się. Siedziała cały czas w pokoju, czekając na jakiś znak od Martina, ale cisza. Do pokoju zapukał Carlos.

- Mogę wejść? - zapytał.

- Proszę. - dziewczyna wstała z łóżka, i ukazała swoją piękną kreację. - Wyglądasz fenomenalnie! - zlustrowała brata od stóp do głów. - Prawdziwy elegant. - uśmiechnęła się.

- Muszę Ci powiedzieć, że Ty też niczego Sobie. - zaśmiał się. - Martin do Nas dzwonił i kazał powiedzieć, że wszystko jest gotowe, a wszystko zaczyna się za godzinę. Ale wiadomo, jeszcze trzeba będzie udzielić kilku wywiadów, trochę zdjęć i zaraz będziemy wyjeżdżać.

- Carlos, Carlos. - krzyczała Scarlett. - Przed chwilą dzwonił do mnie mój manager. Dostałam propozycję sesji.. - odetchnęła i ściszyła ton.

- Mów. - powiedziała Bella.

- Nie wiem czy to się Wam spodoba. - odpowiedziała.

- Opowiadaj.

- Dostałam propozycję aby wyjechać na 2 tygodnie.. Sesja odbędzie się w Afryce, potem lecimy do Rosji i wracamy tutaj.

- To świetna propozycja! - ucieszyła się Bella. - Gratulację!

- Cieszę się z Twojego szczęścia, będę trzymał za Ciebie kciuki! - Carlos przytulił narzeczoną.

- Ale to nie koniec.. - usiadła na łóżku.

- Co jeszcze?

- Chcą żebym miała sesję w Playboy. - spuściła wzrok.

- Nie będę Wam przeszkadzać. - powiedziała Bella. - Zejdę na dół. - poklepała brata po plecach. - Proszę Cię, nie rób głupstw. - szepnęła na wychodne do brata.

- Wiem, że jeżeli się zgodzisz to oczywiście odmówię. Ale proszę powiedz coś. - spojrzała na Carlosa.

- Nie wiem co powiedzieć, muszę to przemyśleć. Ale do kiedy masz dać odpowiedź? - zapytał spokojnie.

- Nie wiem, nie dostałam dokładnego terminu. - odpowiedziała.

- Wiem, że to jest wielka szansa dla Ciebie. I dzięki temu Twoja kariera nabierze tempa. Ale naprawdę nie wiem co powiedzieć.

- Rozumiem. - pokiwała głową. - Nie przejmujmy się tym teraz, najważniejsza jest premiera. - uśmiechnęła się do Carlosa i zeszli na dół.

- Musimy już jechać. - powiedział Kendall.

- Jasne, już się zbieramy.

Wszyscy zebrali się na premierę, oczywiście nie obyło się bez zdjęć, kilku rozmów i spotkań z fanami. Od ostatniej imprezy tego typu Bella była szczęśliwa i odetchnęła z ulga. Wszyscy usiedli z wielkiej sali, i oglądali film. Bella stała z tyłu i przyglądała się wszystkim, było słychać szepty, śmiech i na końcu wiele osób uroniło kilka łez. Dziewczyna szybko wyszła z sali, udzieliła jeszcze paru wywiadów..

- Słucham. - odebrała dzwoniącą komórkę.

- Mam syna! - krzyknął uradowany Martin.

- Strasznie się cieszę! Gratuluję! - ucieszyła się. - Pozdrów od Nas Evę! Jeżeli tylko będę mogła to od razu Was odwiedzę.

- Jasne! Muszę kończyć, idę zobaczyć Syna!

Martin był cały w skowronkach cieszył się, że ma zdrowe dziecko, nic nie mogło wyprowadzić go z równowagi. Cieszyłam się razem z Nimi.

- Isabella Pena! Możemy przeprowadzić z Tobą wywiad? - podbiegła do mnie jakaś reporterka.

- Tak, proszę. - uśmiechnęłam się.

- Dziękuję. Max włącz kamerę. - powiedziała do kamerzysty. - Dzień dobry, a raczej Dobry wieczór. Jesteśmy dzisiaj na premierze filmu Isabelli Pena. Powiedz Nam jak to jest zrobić swój drugi film? - zapytała.

- To bardzo fajne uczucie, ale wiadomo, że stres oczywiście był. Bo nie wiadomo czy film spodoba się wszystkim.

- Słysząc tutejsze plotki, film naprawdę się podobał.

- Tak, cieszę się, że tak wyszło. Mam nadzieję, że to nie będzie moja ostatnia przygoda z filmem.

- Planujesz coś jeszcze? - zapytała.

- Na razie mam na swoim koncie te dwa filmy.

- A co z muzyką?

- Muzyka też jest bardzo ważna, i teraz nagrywam swoją drugą płytę.

- Kiedy będzie dostępna w sklepach?

- Planuję premierę na Nowy Rok! - uśmiechnęła się.

- Dużo czasu jest jeszcze przed Tobą, życzymy dużo sukcesów! Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję.

Bella powróciła do swoich znajomych, ogłosiła, że Martin i Eva mają zdrowego syna. Wszyscy zostali jeszcze chwilę na imprezie, a potem powrócili do domu.

- Udało się! - na dół zbiegł uradowany Colton. - Wyjeżdżam, jadę do Nowego Jorku, dostałem kontrakt.

- Gratulacje! - ucieszyli się znajomi.

- Kiedy lecisz? - zapytał Logan.

- Jutro rano mam samolot, zostało mi mało czasu, muszę lecieć się pakować. - Colton pobiegł na górę.

- Będziemy mogły Sobie zrobić garderobę Bells. - zaśmiała się Scarlett.

- No tak. - pokiwała głowa.

- Coś się stało? - zapytał Carlos.

- Nie, nic. - odparła. - Idę się przejść. - poszła na górę.

- Ale drzwi są w przeciwną stronę. - odezwał się Dustin.

- Idę się przebrać. - odpowiedziała.

Bella idąc do pokoju, zatrzymała się przed drzwiami, weszła do środka a potem podeszła pod drzwi chłopaka zapukała i usłyszała ' Proszę ' i weszła do środka.

- Pakujesz się? - zapytała spoglądając na walizkę.

- Tak, dostałem kontrakt. - uśmiechnął się. - Coś Cię gryzie?

- Przed chwilą odeszła Alice, a teraz Ty wyjeżdżasz, dlaczego.. - zmartwiła się.

- Chętnie bym tutaj został, ale nie mogę. Mam obowiązujący kontrakt, muszę dotrzymać słowa. Mała nie martw się, będziemy mogli ze Sobą codziennie rozmawiać.

- Ale ja nie chcę ciągle tak rozmawiać, chcę żebyś tutaj ze mną był, chcę móc Cię widzieć rano, przytulić, porozmawiać.

- Ja, ja nie wiem co mam powiedzieć. - Colton siedział zdziwiony.

- Worren.. Kocham Cię. - Bella, w końcu powiedziała co jej leży na sercu.

- Mi też na Tobie zależy, ale musisz coś wiedzieć. - powiedział.

- Coś się stało?

- Od jakiegoś czasu, znaczy odkąd tutaj się spotkaliśmy chciałem Ci powiedzieć.

- Co? - Bella się niecierpliwiła.

- Jestem Bi.

- Że kim jesteś? - zdziwiła się.

- No wiesz, ja mogę.

- Wiem kto to jest! - podniosła głos. - A po co Ci było wyjście ze mną do Wesołego miasteczka, i te randki i w ogóle.

- Ja naprawdę Cię lubię, ale teraz jak wyjeżdżam to nie ma żadnego sensu żeby być dalej razem.

- Proszę. - rzuciła bluzę na łóżko i wyszła.

Dziewczyna przebrała się szybko i zeszła na dół.

- Wychodzę. - powiedziała łamiącym głosem.

- Coś się stało? - zapytał Carlos.

- Poczekaj! - na dół zszedł Colton.

Dziewczyna spojrzała na Coltona.. - Nie, nic ważnego. - wyszła i trzasnęła drzwiami.

- Co jej zrobiłeś?! - Carlos naskoczył na chłopaka.

- Nic jej nie zrobiłem. - spiorunował go wzrokiem.

- Zaraz wszystko wyśpiewasz.. -  zdenerwował się Carlos.

Latynos wpadł w złość, ale Logan z Dustinem odciągnęli go od Worrena, a James i Kendall stanęli blisko Coltona w razie jakby ten chciał ruszyć do chłopaka z pięściami. Colton wziął głęboki oddech i zaraz powiedział wszystko co miał do opowiedzenia.

- Nie wierzę. - westchnęła Scarlett.

- My też na początku nie wierzyliśmy, ale jak zobaczyliśmy te informacje w internecie i teraz o tym mówisz sam. To już wiemy na czym stoisz..

- No właśnie, ja nie chciałem jej skrzywdzić. - schował twarz w dłoniach. - Myślałem, że przyjmie to inaczej.

- Bella jest wrażliwa, ale długo też trzyma urazę i nie wiem jak odbudujecie Swoje relacje. - wtrącił James.

- Przypomnij Sobie swoją. - wtrącił Carlos, spoglądając na Jamesa.

- Dobra, dobra. Ty też miałeś problem.

- To nie czas, na sprzeczki, ja chcę ją odnaleźć i porozmawiać, przed wyjazdem. - powiedział załamany Colton. - Pójdę jej poszukać.

- Zostań w domu, zaraz wróci. Nie martw się. - odpowiedział Logan.

- Skąd wiesz? - zapytał Kendall.

- Może i Bella pamięta, ale nie długo wróci. Już nie pamiętacie, jak pokłóciła się z Zackiem? Oni też byli w podobnej sytucaji, ale zaraz po kłótni wróciła do domu i porozmawiali w spokoju, więc w tej sytuacji też tak będzie.. Ale może Ona nie będzie taka dobra.

- Dlaczego? - zapytała Scarlett, odrywając wzrok od telefonu.

- Colton był z Nią w wesołym miasteczku, nie wiadomo co tam się działo.. - odpowiedział James.

- Coś sugerujesz? - zmarszczył brwi Colton.

- Nie, skądże. - uniósł brew.

- Może i się spotkali, ale Ty też nie byłeś lepszy. - powiedziała Scarlett.

- Skąd to możesz wiedzieć? - oburzył się Maslow.

- Bella mi wszystko mówiła, wiem wiele rzeczy. - zaśmiała się.

- Colton, możemy porozmawiać? - do domu weszła Bella.

- Jesteś! - ucieszyła się Scarlett.

- Jasne. Chodźmy na zewnątrz. - powiedziała chłopakowi.

Bella wraz z Coltonem, wyszli na zewnątrz. Niestety nie było wiadomo o czym rozmawiają, ponieważ okno było zasłonięte, a Przyjaciele odeszli dalej od domu. Po powrocie Bella od razu poszła do Siebie do pokoju, Colton wrócił i pożegnał się ze wszystkimi. Wiedział, że rano tego nie zrobi ponieważ o 6 ma już samolot. 

piątek, 14 kwietnia 2017

Part 88.

Rodzice Alice codziennie wstając rano nakładali maskę, z uśmiechem na twarzy tak by Logan się nie martwił. Nie chcieli pokazać, że strata córki ich boli.

- Dzień dobry. - do kuchni weszła Bella. - Może pomogę? - zapytała widząc krzątającą się Mamę Alice po kuchni.

- Dziękuję Kochanie. - uśmiechnęła się ciepło. - Możesz nakryć do stołu.

- Dobrze.

Gdy Bella nakryła do stołu pomogła jeszcze w przygotowaniu śniadania. Po chwili na dół zszedł Logan i Ojciec Alice.

- Dzień dobry. Jak się spało drogie Panie? - zapytał Pan Brown.

- Witam. - uśmiechnął się Logan.

- Dziękuję było bardzo miło. - odpowiedziała na pytanie Browna, i uśmiechnęła się do Logana, po czym wszyscy usiedli do stołu. - Mogłabym się przyzwyczaić mieszkać w takim miejscu, z daleka od miasta i tego całego zgiełku.

- Tak, tutaj jest dosyć miło. Ale nie myślałaś o przeprowadzce? - zapytała Mama Alice.

- Może kiedyś, jak będę miała Męża. Ale póki co to nic na to nie wskazuje.

- Przecież jesteś młoda, całe życie przed Tobą. - powiedział Pan Brown.

- Niby tak, ale nie widzę na razie mężczyzny który może zawrócić mi w głowie. - uśmiechnęła się.

- A jakbyś opisała Faceta który by był tym który zawróci Ci w głowie. - zapytał Logan.

 Bella lekko się zarumieniła. - Moim zdaniem.. No nie wiem co mam powiedzieć.

- Prawdę.. - powiedział.

- Śniadanie było naprawdę pyszne, ale zaraz będziemy musieli jechać.. - Bella zmieniła szybko temat i poszła na górę.

- Chyba troszkę się zawstydziła.. - uśmiechnęła się nie pewnie Pani Brown.

- Śniadanie było naprawdę pyszne, ale też już pójdę się spakować i będziemy się zbierać. - Logan podziękował za śniadanie i poszedł na górę. - Mogę wejść? - zapukał do Belli.

- Jasne, wchodź. Coś się stało? - zapytała, siedząc na łóżku.

- Czego tak szybko wyszłaś z kuchni?

- Bo te pytania padły tak nagle, nie wiesz jak to jest gdy ktoś zadaje Ci mnóstwo pytań na temat Twojego życia osobistego.. A Ty nie wiesz co masz odpowiedzieć, bo masz kogoś kto Ci się może podoba ale boisz się reakcji i dalszego angażowania się.

- Nie martw się. - Logan, chwycił Bellę za dłoń. - Wiem, rozumiem Cię.

- Naprawdę? - dziewczyna spojrzała chłopakowi w oczy.

- Pamiętaj, może Alice nie ma już z Nami ale ja zawsze Ci pomogę.

- Dziękuję.

Bella i Logan oddali się chwili, patrzyli Sobie w oczy i nie wiadomo skąd zaczęli się całować. Nie myśleli, że ktoś może ich nakryć i nie przejmowali się niczym, lecz w jednej chwili odskoczyli od Siebie jak poparzeni gdy tylko mały ptaszek usiadł na oknie i wesoło zaćwierkał.

- Przepraszam, to nie powinno się zdarzyć. - Bella odskoczyła od Logana.

- A może nie? - zastanowił się chłopak.

- Jak to, nie rozumiem. - pokiwała głową.

- Może ten sen, i ten ptaszek to jakiś znak.

- Wierzysz w takie coś? - uśmiechnęła się nie pewnie.

- Nie wiem, sam nie wiem. Może chodźmy do Rodziców. - Logan wstał z łóżka. - Bardzo miło mi było spędzić tutaj trochę czasu, ale musimy jechać bo praca Nas wzywa. Obiecuję, że jeszcze przyjadę, albo Wy Nas odwiedzicie.

- Bardzo byśmy chcieli, ale nie mamy niestety jak przyjechać. - westchnęła Mama.

- I tutaj mam niespodziankę, ponieważ samochód którym przyjechałem należał do Alice, więc zostawiam Wam go tutaj. Będziecie mogli Nas odwiedzać.

- Nie musisz tego robić. - powiedział Ojciec.

- Nie muszę, ale chcę. - dodał i wręczył kluczyki Ojcu.

- Logan. - powiedziała Mama.

- Tak będzie najlepiej. - uśmiechnął się. - Teraz będziecie mogli przyjechać do Nas.

- Jesteś niesamowity! - powiedział Ojciec. - Cieszę się, że Alice miała takiego wspaniałego mężczyznę. - przytulił Logana.

- Dziękuję, ale my będziemy się już zbierać.

- Było Nam bardzo miło! Z pewnością jeszcze Państwa odwiedzimy. - uśmiechnęła się Bella.

- Będziemy czekać.

Państwo Brown, pożegnali się z Bellą i Loganem. Przyjaciele odjechali samochodem dziewczyny, w drodze nie rozmawiali wcale, w tle grało tylko radio. Gdy dojeżdżali do domu, spojrzeli na Siebie i lekko się uśmiechnęli.

- O tym pocałunku nikt nie może się dowiedzieć.. - speszyła się Bella.

- Wiem nie powinniśmy tego robić. Ale oboje tego chcieliśmy. - spojrzał dziewczynie w oczy.

- Stop! - uniosła ręce do góry. - Lubię Cię, ale nie mogę zrobić tego Alice. Ty ją nadal kochasz, więc nie możemy. Przepraszam. - musnęła jego dłoń swoją.

- Rozumiem. Ale pamiętaj, że nie jesteś mi obojętna.

- Dziękuję.

Bella poczuła ciepło w środku, zaczerpnęła powietrza i zaraz poszła do domu. Wiedziała, że musi w końcu powiedzieć Carlosowi o zwolnieniu.

- Logan, wczoraj dostałem telefon od Martina, mówił o koncercie u Golda. Nie byłem pewny czy będziesz chciał się zgodzić, i powiedziałem, że poczekamy z decyzją na Ciebie. - powiedział Kendall.

- Mogę zagrać. - pokiwał głową.

- Serio? - zdziwił się Carlos.

- No tak. Wiem, że muszę zacząć żyć swoim życiem tak mi powiedzieli Rodzice i przemyślałem Sobie kilka spraw.. Nadal czuję smutek po stracie Alice, ale wiem, że Ona by chciała abym zagrał ten koncert. - uśmiechnął się do Belli.

- Musimy poważnie porozmawiać! - z góry zszedł zdenerwowany Carlos.

- Przepraszam, że Ci nie powiedziałam ale zapomniałam.

- Wystarczyło napisać SMSa, że się wybierasz do Nevady.

- Do, co? - zapytała z przymrużeniem oka.

- Wiem, że masz dużo spraw na głowie ale to był mały wyjazd, mogłaś mnie uprzedzić dzień wcześniej.

- To był taki spontaniczny wyjazd, nie wiedziałam, że pojadę.

- Spontaniczny?

- Tak, chodziło o zgodę Rodziców Alice na film. Zaprosili mnie.

- Ale czy coś zaszło między Tobą a Loganem?

- Co? - odpowiedziała cienkim głosem. - Nie, no coś Ty. - machnęła ręką.

Bella chciała uniknąć tego co się stało w Nevadzie, nie chciała mówić tego nikomu, a w środku wszystko w Niej krzyczało, żeby powiedzieć. Idąc na górę wpadła na Coltona.

- Hej. - uśmiechnęła się.

- No cześć, co tam?

- Jest ok. - podniosła dwa kciuki w górę.

- Coś mi się nie wydaje.. - pokiwał głową. - Co się dzieje Mała? - zapytał.

- Zostałam zwolniona. - usiadła na schodach.

- Jak?

- No normalnie, pojechałam do studia po rozmowie z Marcusem oznajmił mi, że mnie zwalnia. Od razu pojechałam do Golda zapytałam się dlaczego. A On z uśmiechem na ustach, że ma już nową gwiazdę. - posmutniała.

- Nie chcę głośno mówić, co o Nim myślę.

- Ale mam już nową ofertę.. Martin zaoferował mi pracę u Siebie, pomoże w nagraniu filmu a potem wspólnie wydamy pierwszą płytę której nie mogłam wydać z Marcusem.

- Bardzo się cieszę! Życzę powodzenia! - uśmiechnął się.

- Zapraszam Cię dzisiaj na dobre wino.

- Gdzie?

- Na tarasie. Mam chęć się odmóżdżyć, i pogadać.

- Z przyjemnością. Zapraszasz kogoś jeszcze? - zapytał.

- Myślę, że wszyscy potrzebują odmóżdżenia! Zgadzasz się?

- Oczywiście.

Bella poszła do swojego pokoju, wyciągnęła ulubiony zeszyt i wylała wszystko na papier, przeczytała to kilka razy po czym ponownie wzięła długopis i napisała piosenkę o zdarzeniach z Loganem. Wiedziała, że musi to nagrać. Ale myślała już o następnej płycie. Nie chciała bawić się w ośmieszanie chłopaków przez piosenki, po napisaniu jednego tekstu pomyślała o związku Kendalla i Dustina, miała wielką wenę napisała kolejną piosenkę później pomyślała o randkach z Coltonem i Jamesem, to także musiała wylać na papier. Czuła się spełniona, i odetchnęła ciężko.

- O.. Fajnie, że jesteście. - powiedziała do Przyjaciół na dole. - Mam ochotę się dzisiaj odmóżdżyć. - powiedziała siadając na rogu kanapy.

 - Nie rozumiem. - powiedziała Scarlett.

- Skoczę do sklepu po jakieś wino, posiedzimy na tarasie, odprężymy się. - uśmiechnęła się.

- Ok, ja się piszę! - James podniósł rękę do góry.

- No fajny pomysł.. - pokiwał głową Dustin.

- Zgadzam się, przyda Nam się chwila relaksu.

- Nie wiem. - pomyślał Carlos.

- Oj, no zgódź się. - nalegała Scarlett.

- Dobra. - pokręcił głową.

- Super, to ja skoczę do sklepu. Scarlett jedziesz ze mną? - zapytała.

- Ok!

Bella i Scarlett pojechały do sklepu aby kupić wino i inne rzeczy. Po drodze jeszcze chwilę rozmawiały, w pewnym momencie do Belli zadzwonił telefon.

- Musimy się zatrzymać tutaj obok kawiarenki, bo muszę coś załatwić.

- Co takiego? - dziewczyna uniosła brew do góry.

- Nic ważnego. - uśmiechnęła się.

Bella poszła do kawiarni, ujrzała tam siedzącego w rogu Lesnara.. Mężczyzna uśmiechnął się do Niej i dał znać aby usiadła.

- Nie mam czasu, jadę z przyjaciółką.. Nie może czekać.

- Jasne, to szybka sprawa. - wręczył jej kopertę.

- Co to jest? - zapytała.

- Wypłata. - powiedział i wyszedł. - Radzę Ci też iść, bo przyjaciółka się niecierpliwi. - szepnął.

Bella również wyszła i szybko schowała kopertę pod bluzkę, tak żeby Scarlett nic nie zauważyła. Czym prędzej wsiadła do samochodu i zaraz pojechały do sklepu, aby zrobić zakupy. W domu gdy wieczorem wszyscy już byli na tarasie zostały zapalone lampiony co dawały mnóstwo światła.

- Zróbmy Sobie zdjęcie. - zaproponowała Scarlett.

- No, super. Ale mam jeszcze coś. - Bella szybko pobiegła do pokoju.

- Gdzie Ona zniknęła? - zapytał Dustin.

- Ta dziewczyna skrywa w Sobie naprawdę dużo.. - zaśmiał się Kendall.

- Mam! - uśmiechnęła się szeroko.

- Co to jest? - zmarszczył brwi Carlos.

- Jak Scarlett powiedziała o zdjęciach, to pomyślałam, ze możemy nagrać krótki film, a potem puścić te lampiony do nieba. - uśmiechnęła się i w oczach zaświeciły jej gwiazdki.

- Mi się ten pomysł podoba! - Scarlett podniosła ręce do góry.

Po wspólnym zdjęciu, wszyscy zabrali się za lampiony, każdy dołączył małą karteczkę potem Bella włączyła kamerę i wszyscy powiedzieli jeszcze kilka słów a potem lampiony poleciały w górę.

środa, 12 kwietnia 2017

Part 87.

Logan od kilku dni przebywał u Rodziców Alice, codziennie odwiedzał Żonę. Rozmawiał z Nią, i opowiadał co się dzieję.

- Rozmawiałem z Rodzicami na temat tego filmu.. Zgodzili się, nie spodziewałem się tego. Myślałem, że może będą negatywnie na to nastawieni. Ale powiedzieli, że to będzie taki hołd dla Ciebie. Sami nawet powiedzieli, że chcą aby było to specjalnie dla Ciebie. Tak strasznie mi Ciebie brakuje, nawet Sobie tego nie wyobrażasz. Tęsknię. Na pewno nie zapomnę o Tobie, ale wiem, że Ty też mnie kochasz. Czuję to. - uśmiechnął się. - Wszystkie Twoje rzeczy są w domu, chyba będę musiał porozmawiać z chłopakami i zrezygnować z dalszej gry w zespole.. - westchnął. - Kochanie, postaram się przyjść przed wyjazdem, czekaj na mnie! - uśmiechnął się. - Kocham Cię. - powiedział i wrócił do domu.

W Los Angeles, każdy był zajęty swoją pracą. Bella siedziała w studio z Martinem. Eva pomagała jak tylko mogła.

- Ja pójdę po coś do picia. - powiedziała Bella. - Chcecie coś? - zapytała Evy i Martina.

- Herbatę bym poprosiła. - powiedziała dziewczyna, a Martinowi weź kawę, bo jest taki zmęczony, że zaraz zaśnie. - zaśmiała się.

- Dobrze, już idę. - uśmiechnęła się.

- A może zatrudnisz ją do Siebie? - zapytała Eva, siadając na biurku.

- Mam na głowie chłopaków, ale nie wie jak to dalej będzie z zespołem. Bo Logan dużo przeżył. Martwię się, że przez ten pogrzeb nie będzie w stanie śpiewać.. - zmartwił się.

- Tak wiem, to było straszne. Alice była taka młoda, żal mi Logana. Byli szczęśliwą parą.

- Wiem, ale nie możemy nic na to poradzić. Dobra, mogę zaproponować jej współpracę.

- Jesteś kochany! - uśmiechnęła się.

- Kawa i herbata dla Ciebie. - dziewczyna podała napoje.

- Chciałbym zaproponować Ci współpracę ze mną. - odpowiedział Martin.

- Ale przecież współpracujesz z chłopakami..

- Tak, wiem. Jeżeli chcesz, to zaczynamy od poniedziałku. - wyciągnął dłoń w stronę Belli. - Jeżeli masz jakieś teksty, to oczywiście weźmiemy je pod uwagę.. - powiedział.

- No zgódź się! - uśmiechnęła się szeroko Eva.

- Dobrze. - Bella potwierdziła uścisk dłoni.

- Zapraszam w poniedziałek, weź swoje teksty i widzimy się o 9.

- Ok! - uśmiechnęła się. - A co z filmem? - zapytała.

- Film jest złożony, musimy dodać kilka piosenek i opracować male szczegóły. Praca potrwa około 2 dni, więc to będzie początek naszej pracy. A później zaczniemy nagrywać Twoje piosenki.

- Super! Bardzo się cieszę.

- My też. - powiedziała Eva. - Dzisiaj to już wszystko, widzimy się w poniedziałek. - uśmiechnęła się i Bella wróciła do domu.

Carlos dostał niespodziewany telefon ze szpitala, nie chciał przeszkadzać siostrze więc pojechał sam. Wiedział, że Ona może mieć swoje humory, więc lepiej było jak jej nie uprzedzał.

- Coś się dzieję? - zapytał lekarza.

- Tak. Będziemy musieli przeprowadzić operację. Nie będę kłamał, są bardzo poważne. Pańscy Rodzice...

- Proszę mi mówić po prostu Carlos. - przerwał mu chłopak.

- Dobrze. Tak jak już zacząłem wasi Rodzice będą operowani w tym samym czasie, ale u obojga z Nich jest całkowicie co innego.

- Czyli co dokładnie może się stać?

- Carlos. - wziął głęboki oddech. - Rodzice mogą być niepełnosprawni.

- Jak niepełnosprawni? - zapytał przerażony

- Będziecie musieli robić wszystko przy Nich od karmienia do mycia.. - powiedział.

- O Matko.. - skrzywił się.

- Bądźmy dobrej myśli, proszę możesz iść do Rodziców.

- Dziękuję.

Carlos poszedł porozmawiać z Rodzicami, a Bella wracała do domu. Po drodze zadzwonił do Niej Logan..

- Przepraszam, że zawracam Ci głowę, ale mogłabyś przyjechać do Rodziców Alice?

- W jakim celu? - zapytała.

- Chcemy jeszcze porozmawiać, na temat filmu.

- No dobrze, ale nie wiem kiedy dotrę bo są korki więc najpóźniej będę wieczorem.

Dziewczyna westchnęła głośno i zawróciła. Cieszyła się, że będzie mogła zobaczyć Przyjaciela i porozmawiać z Rodzicami przyjaciółki. Przez drogę zastanawiała się co ma powiedzieć w sprawie tego całego filmu, nie chciała powiedzieć czegoś co mogło by być źle zrozumiałe. Gdy po kilkugodzinnej jeździe dotarła na miejsce. Logan przywitał Przyjaciółkę i zaprosił ją do środka, w międzyczasie gdy Mama Alice robiła herbatę Bella zwiedzała pokój Alice.

- W tym pokoju widać całą Alice. - uśmiechnęła się do Logana.

- Tak. - pokiwał głową. - Spędziłem tutaj prawie cały dzień ostatnio, siedziałem w każdym miejscu i powiem Ci, że naprawdę czułem obecność Alice.

- Może będziemy mogli pójść na cmentarz? - zapytała.

- Myślę, że tak. Powiemy Rodzicom Alice, że pójdziemy jeszcze na cmentarz i wrócimy porozmawiać a jutro po południu wrócimy do domu.

- Będziemy jechać na 2 samochody? - zdziwiła się Bella.

- Mój samochód zostawiam tutaj.

- Dlaczego? - zmarszczyła brwi.

- Mi na razie nie jest potrzebny, jak jeździmy do studia to zazwyczaj ktoś po Nas przyjeżdża albo jeździmy służbowym, a ja już nie potrzebuję takiego samochodu. A Teściom się przyda. - uśmiechnął się szeroko.

- Bardzo miło z Twojej strony. Może pójdziemy na dół? - zapytała.

- Ok, chodźmy.

Logan z Bellą zeszli na dół, od razu porozmawiali z Rodzicami na temat filmu..

- Chcemy, żeby to była pamiątka o Alice. - powiedział Ojciec.

- Chcę żeby Ona zawsze była żywa, a na tym filmie Ona jest szczęśliwa, jeszcze mam prośbę. - Pani Brown poszła poszukać czegoś w salonie. - To są taśmy na których jest wszystko o Alice. Chciałabym żebyście to jakoś wkleili do filmu.. - powiedziała.

- Myślę, że możemy to zrobić. - pokiwał głową.

- Bardzo się cieszę, to będzie naprawdę duża i miła pamiątka.

- Nam też jest bardzo miło, przepraszam Państwa. Ale chciałam przejść się na cmentarz. Jeżeli to nie byłby problem.

- Proszę, ale wracajcie nie długo.

- Dobrze. - odpowiedział Logan.

Bella z Loganem poszli na cmentarz, w drodze panowała między Nimi totalna cisza. Gdy doszli na miejsce w którym leżała Alice, Bella potknęła się tuż przy samym grobie, ale Logan nie pozwolił Przyjaciółce na upadek. Ich spojrzenia w końcu się zetknęły. Ale po chwili oderwali się od Siebie i lekko zawstydzili. Po krótkiej modlitwie zaczęli opowiadać przyjaciółce co się u Nich dzieje. W LA Carlos myślał o słowach lekarza, wszyscy siedzieli w salonie więc, nic nie udało się zachować przed Przyjaciółmi..

- Coś Cię martwi? - zapytał James.

- Lekarz powiedział, że Rodzice po operacji mogą być niepełnosprawni. A to oznacza koniec kariery, ja to przeżyję. Ale Bella, jak się dowie, to może znowu popaść w alkoholizm.

- Ale tak przy Rodzicach pić? - zastanowił się Kendall.

- Ona miała z tym przestać, zastopować. - denerwował się Pena.

- Nie możemy nic na to poradzić, Ona jest dorosła i sama kieruje swoim życiem.

- Może i jest dorosła, ale przy alkoholu dostaje głupawki.. - powiedział Colton.

- Głupawki? - skrzywił się James.

- Tak. Na urodzinach koleżanki Bella tak się upiła, że nie mogła chodzić na własnych nogach. Wspólnie ze znajomymi położyliśmy ją spać, ale co z tego jak później wstała i zaczęła od nowa się bawić, piła wszystko co było. To było może 3 lata temu, później na każdej imprezie nie odpuszczała..

- Ona ma problem, ale nie chcę się do tego przyznać. Chciałem kiedyś powiedzieć o tym Rodzicom, ale się bałem. My od zawsze byliśmy zgranym rodzeństwem. Wskoczyłbym za Nią w ogień, Ona dobrze o tym wie, ale nie jestem pewien czy będzie chciała skorzystać z naszej pomocy.

- Scarlett nie obraź się, ale muszę to powiedzieć. - powiedział Kendall.

- Co się dzieję? - zdziwiła się.

- Jak jeszcze Alice żyła, to Bella rozmawiała z Nią o wszystkim, to Ona była jej najlepszą przyjaciółką i znała jej wszystkie sekrety. Zawsze jej pomogła w każdej sprawie.

- Nie obrażam się, wiem co chcesz powiedzieć. Rozumiem to i nie zastąpię Alice w ogóle. Ona była naprawdę świetna, i potrafiła pomóc każdemu, a ja nie chcę być jej kopią.

- Tu nie chodzi o kopie. Ale tak w ogóle to gdzie jest Bella? - Kendall podrapał się po głowie.

- Jak wyszła rano, to do tej pory nie dała znaku życia. - odpowiedział Colton.

Zrobiło się już późno i zaczęło robić ciemno, Bella z Loganem pożegnali się z Alice i wracali do domu.

- Tęsknisz za Nią? - zapytała Bella.

- Tak. Mogę Ci coś powiedzieć, tylko proszę nie mów tego nikomu. - zatrzymał się i chwycił Bellę za dłoń.

- Oczywiście, obiecuję.

- Ostatniej nocy śniła mi się Alice, i powiedziała mi coś co wyrwało mnie ze snu..

- Co takiego? - Bella czekała na odpowiedź.

- ' Otwórz swoje serce na miłość, nie czekaj wieczności '  

- Co to miało znaczyć? - zmarszczyła brwi.

- Nie mam zielonego pojęcia. - pokręcił głową. - Chciałbym jej się zapytać.

- Nie martw się, przed Tobą całe życie. Jeszcze nie raz Ci się przyśni. - pocieszyła go. - Carlos napisał mi SMS-a. ' Gdzie jesteś, bo zaczynam się martwić.. '  Przepraszam, oddzwonię do Niego i zaraz wracam.

Bella odeszła kawałek, wybrała numer i zadzwoniła do brata powiedzieć mu żeby się nie martwił, bo jest w dobrych rękach i jutro po południu będzie w domu. Carlos odetchnął z ulgą, dziewczyna wróciła do Logana i spacerem poszli do domu.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Part 86.

Pogrzeb Alice odbył się w jej Rodzinnym mieście. Rodzice Alice byli zdruzgotani, nit nie mógł uwierzyć, że tak młoda dziewczyna przegrała walkę z życiem.

- Spotkaliśmy się tutaj, aby pożegnać Alice Henderson, jej śmierć jest dla Nas wszystkich wielkim bólem. Chciałoby się powiedzieć bardzo wiele lecz brakuję Nam odpowiednich słów..

Mowa księdza nie trwała długo, zaraz po chwili swoje przemówienie chcieli powiedzieć jej Rodzice. Mówili z bólem który rysował im się na twarzy. Po ceremonii na cmentarzu zostali Przyjaciele i część Rodziny. Logan postanowił przekazać wszystkie rzeczy Rodzicom Żony.

- Jeżeli będziesz miał jakiś problem, to pamiętaj zawsze możesz na Nas liczyć. - powiedziała Mama Alice.

- Nie zostawimy Cię, przyjeżdżaj do Nas kiedy tylko chcesz. - Ojciec poklepał Logana po ramieniu. - Bez względu na wszystko będziesz naszym Synem.

- Dziękuję. - kiwnął głową.

- Skarbie musimy już jechać, w domu czeka na Nas cała Rodzina. Przyjedźcie do Nas.

- Zastanowimy się. - uśmiechnął się delikatnie.

- Dobrze, zastanówcie się. Do widzenia. - powiedzieli i poszli.

- Do widzenia. - kiwnął głową. - Możecie zostawić mnie jeszcze na chwilę samego? - zapytał Logan.

- Oczywiście, nie ma sprawy.

Wszyscy opuścili cmentarz, Logan stał jeszcze przy grobie Alice. Pomnik można było widzieć z daleka, przedstawiał Anioła z wielkimi skrzydłami i złotą świecą.

- Co teraz z Nami będzie? - odezwał się. - Ja nie chcę Cię tracić, kocham Cię nad życie. I nie wyobrażam Sobie mojego dalszego życia bez Ciebie. Moje życie nie ma sensu.. Ale nie martw się. Spotkamy się już niedługo. Kocham Cię Alice.. - powiedział i wrócił do Przyjaciół. - Możemy jechać do domu.

- Nie idziemy do Rodziców? - zapytał James.

- Pożegnam się tylko z Nimi i będziemy jechać.

Wszyscy pojechali do Rodzinnego domu Alice, Logan chciał iść sam. Chciał się pożegnać z Rodzicami, i zaraz wracać z powrotem do Los Angeles. Do domu wracaliśmy w zupełnej ciszy, nikt się nie odzywał, po powrocie też była cisza. Jakby nie było w domu żywej duszy. Logan od razu poszedł do pokoju. Słychać było tylko jakiś hałas. Chłopaki zajrzeli do pokoju kumpla a ten pakował wszystkie rzeczy Alice do pudeł.

- Logan. - odezwał się niepewnie James.

- Może możemy Ci jakoś pomóc? - zapytał Carlos.

- Zaklejcie te pudła taśmą, ja jutro to zawiozę i na kilka dni wyjadę.. - westchnął.

- Gdzie? - zdziwili się.

- Jadę do Rodziców Alice, tam będę mógł poczuć się jakbym chociaż spędzał z Nią trochę czasu. To taka moja terapia.

- Ale nie będzie Ci to bardziej przypominać Alice? - zapytał Dustin.

- Będzie, ale chcę chociaż jeszcze trochę poczuć jej obecność. - spojrzał w okno. - Czuje się, jakby ktoś wyrwał mi serce i zakopał pod ziemią.

- Na długo wyjeżdżasz? - zapytał Colton.

- Nie myślę, że nie. Może tydzień, albo dwa. Jeszcze nie wiem.

- Pudła są już sklejone. Pomożemy zabrać Ci je do samochodu.

- Dzięki, prawdziwi z Was przyjaciele.

- Zawsze możesz na Nas liczyć! - Kendall poklepał go po ramieniu.

Scarlett i Bella siedziały na dole, przeglądając wspólne zdjęcia. Bella zadumała się nad ich wspólnym zdjęciem z miesiąca miodowego które zrobił im przypadkowy wczasowicz. Wszyscy byli uśmiechnięci i weseli. Dziewczyna wstała z kanapy i poszła na górę do Logana.

- Mogę ? - zajrzała przez uchylone drzwi.

- Proszę, wejdź.

- Słuchaj. - usiadła na krześle obok biurka. - Chciałam się zapytać, czy będę mogła skończyć ten film.

- Ale dlaczego się mnie o to pytasz? - uniósł lekko usta.

- Przed chwilą był pogrzeb Alice, a teraz po jej śmierci będzie premiera nowego filmu.. Wszyscy będą uśmiechnięci i zaraz premiera..

- Zrobimy to razem! Wiem, że wcale się do tego nie przyłożyłem..

- Nic nie szkodzi, oczywiście to może być nasza zasługa. - uśmiechnęła się Blondynka. - A może Martin by Nam pomógł? - zapytała.

- A Marcus, nie będzie zły? - zapytał podejrzliwie.

- Nie, nie będzie. - Bella uśmiechnęła się mimowolnie.

- Coś się stało? - chłopak usiadł obok Przyjaciółki.

- Zostałam zwolniona, bo Marcus przyjął nową gwiazdę. Ta która ostatnio była pokazywana w telewizji, kompletne beztalencie.. Ale Szefowi się spodobała, a ja zostałam odsunięta na dalszy plan więc teraz zostałam bez pracy. - posmutniała.

- Bardzo mi przykro. - westchnął głośno. - Ale na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, że Martin na pewno się będzie chciał z Tobą spotkać. I o ile dobrze wiem, to ma jutro wolne. Więc będziemy mogli podjechać i porozmawiać.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się.

- Nie ma sprawy.

- Bella, Bella! - krzyczał z dołu Carlos.

- Chyba coś się stało.. - Blondynka spojrzała na Logana, i oboje zeszli na dół.

- Jadę do szpitala. - powiedział.

- Jadę z Tobą.

- Szybko.

Bella i Carlos pojechali do szpitala, chłopak nie wiedział co dokładnie się stało. Chłopak zaparkował i rodzeństwo szybkim krokiem poszli do szpitala. Długo rozglądali się za lekarzem, aż w końcu go znaleźli.

- Co się stało Doktorze? - zapytał Carlos z lekką zadyszką.

- Rodzice się obudzili, i chcieli z Wami porozmawiać. - odpowiedział spokojnie. - Są w sali numer 16. Zapraszam. - Dobry wieczór. - przywitał się lekarz. - Ktoś do Państwa przyjechać. - uśmiechnął się w stronę Rodzeństwa i wyszedł.

- Mamo, Tato.. - ucieszyła się Bella. - Jak się czujecie? - zapytała.

- Dobrze, ale się czuję jakbym ostro balował. - zaśmiał się Ojciec.

- Tato. - skarciła go dziewczyna. - Ja pytam poważnie.

- Głowa mnie boli, i wszystkie kości. Nie pamiętam tego co się nawet stało.

- A Ty Mamo, coś kojarzysz? - Carlos zwrócił się do Mamy.

- Pamiętam, że jakoś jak Ojciec wyciągał walizki z samochodu.. Ale reszty nie. - odpowiedziała. - Ale to nie ważne, co tam u Was? - uśmiechnęła się jak tylko mogła, ale widać było na jej twarzy ból.

- Mamy dwie wiadomości. - Carlos spojrzał na Bellę. - Jedną dobrą a drugą nie przyjemną. - posmutniał.

- Co się stało? - zaciekawił się Ojciec.

- Dzisiaj odbył się pogrzeb Alice.

- Co takiego?! - zdziwili się Rodzice. - Jak to? Co się stało? - zapytała Mama.

- Była w ciąży, ale później zdiagnozowano u Niej zatorowość płucną. Niestety nie dało się tego zatrzymać.

- A co z dzieckiem?

- Ona mogła być podłączona do tego całego sprzętu, ale wtedy byłaby tylko inkubatorem, a na to nikt się nie zgodził.

- Naprawdę Nam przykro, to była taka radosna dziewczyna. - wspominał Ojciec. - Jak się Logan czuję?

- Jest załamany, ale teraz wyjeżdża na kilka dni do Rodziców Alice, chcę tam spędzić trochę czasu. Jego Rodzice też podobno mają tam przyjechać. - opowiadał Carlos.

- A słyszałam, że macie dobrą wiadomość.

- Tak. - uśmiechnął się Carlos. - Zaręczyłem się ze Scarlett.

- Gratulacje Kochanie! - ucieszyła się Mama. - Tak się cieszę.

- No, Synu! Jestem z Ciebie dumny. - Ojciec uśmiechnął się. - A jak tam wymiary?

- Tato.. - Bella skarciła Ojca. - No przestań. Scarlett jest naprawdę, miłą dziewczyną i modelką plus size.

- Tak się cieszymy, że Ci się układa. Bella a jak u Ciebie?

- Wszystko w porządku! Ale po śmierci Alice trochę się zagubiłam, straciłam najlepszą przyjaciółkę. Mogłam powiedzieć jej wszystko, a teraz. Oczywiście Scarlett też jest świetna, ale Alice znałam dłużej.

- Wszystko będzie dobrze.

- Przepraszam, ale musicie już iść. - powiedział lekarz. - Rodzice muszą odpocząć.

- Nie jesteśmy na Ty.. - Bella zmarszczyła brwi. - Dobranoc. Kochamy Was! - uśmiechnęła się Bella.

- Wracajcie do zdrowia. - Carlos uśmiechnął się.

- Jedźcie ostrożnie.. - powiedziała Mama.

- Pozdrówcie wszystkich. - pokiwał głową Tata.

- Jeżeli stan Rodziców się zmieni, to damy Wam znać. - uśmiechnął się lekarz.

- Do widzenia! Proszę Pana!

- Dobranoc, Do widzenia.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Part 85.

Następnego dnia rano, humory były trochę lepsze. Logan nie spał prawie całą noc, rano od razu zaczął od kawy. Chciał jak najszybciej zobaczyć tylko Alice. Zdawało mu się, że czas stanął w miejscu. Wskazówki się obraziły, bo nie chciały się ruszać, ale to też może być wina Logana który wpatrywał się z nie bez przerwy.

- Cześć. - na dół zszedł Carlos. - Jest kawa? - zapytał.

- Tak, świeżo zaparzona. - kiwnął głową.

- Jest kawa? - zapytałam siedzących chłopaków.

- U Was to rodzinne? - uśmiechnął się.

- Dlaczego? - zapytałam.

- Przed chwilą to samo pytanie zadał Carlos, a teraz Ty.

- To taka więź. - kąciki ust uniosła do góry.

Przyjaciele zaczęli się powoli schodzić na dół, gdy byli wszyscy włączyli wiadomości i zaczęli oglądać telewizję.

- Dzisiaj rano, dotarło do Nas bardzo ciekawe nagranie.. - mówiła prezenterka porannych wiadomości. - Nie wiemy dokładnie od kogo jest przesłane, ale przedstawiamy je Państwu w całej okazałości. 

Nagranie przedstawiało Camille która o poranku zaczęła śpiewać, albo raczej wyć. Miała kamerę i w każdym możliwym pokoju nagrywała swój wokal. Zaczynając od łazienki w której siedzi na toalecie, w kuchni gdzie kręciła pupą przy lodówce, do wyjścia na basen przy którym wskoczyła ochoczo do wody. I tam nagranie się kończy.

- Pozdrawiamy nową gwiazdę i życzymy wielu sukcesów. - skończyła i przeszła do dalszych wiadomości. 

- To było straszne.. - powiedział Kendall.

- Tacy ludzie nie powinni pokazywać swojego talentu, bo wcale go nie mają.

- Rozgrzebanie tego sekretu, to był naprawdę wielki szok dla tej dziewczyny. - zaśmiał się Dustin.

- Nie tylko tego sekretu. - mruknęłam.

- Co? - zapytał chłopak.

- Nie, nic. - pokiwałam głową. - Znam tą dziewczynę. - powiedziałam. - To asystentka Marcusa.

- Serio? - zapytał Carlos.

- Tak. - pokiwałam głową.

- Przecież Ona nie ma talentu. - skomentowała Scarlett.

- Głos nie jest jej potrzebny, ma tylko robić to co On jej każe, i talent tutaj nie jest potrzebny.

- Jadę do szpitala! - krzyknął Logan zamykając drzwi.

- Kurde.. Powinienem być na planie.. - zerknął na zegarek Colton. - Miłego dnia Wam życzę. Cześć. - uśmiechnął się w stylu ' Wszystko będzie dobrze ' .

- Pojadę do Rodziców, dowiem się czegoś. I jak tylko coś będę wiedział, to dam Ci znać. - powiedział Carlos całując mnie w czoło.

- Jaki troskliwy. - zaśmiał się Dustin.

- Coś Ci nie pasuje? - spiorunowałam go wzrokiem.

- Nie, nie wszystko w porządku. - uniósł ręce do góry.

Henderson nie lubił jeździć po szpitalach, chociaż chciał zostać lekarzem. Ale wolał leczyć niż odwiedzać. Fakt, że jego Żona leży w szpitalu dodawał mu otuchy.

- Jak się czują Państwo Pena?

- Nie wiem, ale nie zajmuj się tym teraz.. Teraz jesteś najważniejsza Ty. - ucałował ją w dłoń.

- Ale chcę wiedzieć. - powiedziała Alice. - Wczoraj naprawdę się przeraziłam jak się dowiedziałam.. - odpowiedziała.

- To może przez to tutaj się znalazłaś.

- Powiedziałam to wczoraj lekarzowi, i powiedział, że to mógł być skutek zdenerwowania. A ja nie powinnam się denerwować, jak też mam tą chorobę.. - dziewczyna zasłoniła usta i zakasłała.

- Spokojnie Kochanie, jak coś będę wiedział to na pewno dam Ci znać. - chłopak uśmiechnął się ciepło do Alice, lecz zaraz się skrzywił, zauważył krew na dłoni Żony. - Idę po lekarza. - szybko wstał.

- Kochanie. - powiedziała na jednym wdechu. - Nie trzeba. - pokiwała głową.

Gdy sali pojawił się lekarz, wyprosił Logana. Chłopak czekał na tą chwilę gdy będzie mógł ponownie wejść i zobaczyć Żonę. Nie chciał już czekać, musiał chociaż zerknąć przez szybę co się dzieję. Widział jak lekarze ponownie podają tlen Alice i robią dużo innych rzeczy. Logan siedział, i czekał aż lekarz powie mu coś konkretnego. Lecz co chwila przyjeżdżali inni ludzie z różnych wypadków i kolizji. A Logan nie mógł doczekać się na lekarza który zajmował się Alice.

- Przepraszam, że Pan tak długo musiał czekać.. - zaczął tłumaczyć.

- Mogę w końcu dowiedzieć, co się dzieję?

- Mam niestety złe wiadomości.

- Słucham?

- Stan Pana Żony pogorszył się. Pojawiły się bóle w klatce piersiowej i krwioplucie, a do tego wysoka gorączka.

- Jak to?! - Logan zacisnął pięści.

- Przykro mi. - powiedział. - Jedyne co możemy w tej chwili zrobić, to tylko doprowadzić ciąże do końca.

- Moja Żona ma być inkubatorem?! - krzyknął. - To jest chore! Nie pozwolę na to.

- Jeżeli Pan chcę, żeby dziecko przeżyło to musi Pan pozwolić na takie coś.

- Nie! - krzyknął. - Nie zgadzam się! Alice ma żyć! I moje dziecko też!

- Nie mamy innego wyjścia. - odwrócił się i zatrzymał na chwilę. - Przepraszam. - powiedział.

Logan ze łzami w oczach, spoglądał na Żonę która miała na Sobie maskę tlenową. Widział jej piękne oczy, który ruszały się we wszystkie świata strony, aby tylko zobaczyć swojego ukochanego. Henderson wziął głęboki oddech i wszedł do sali, starał się ukrywać tego co dowiedział się od Lekarza.

- Jak się czujesz? - zapytał.

Alice tylko kiwnęła głową,nie mogła zdjąć maski bo wtedy dostała by ataku kaszlu, Logan podał jej długopis i kartkę.

- Zgódź się. - napisała na kartce.

- Ale o co Ci chodzi? - zmarszczył brwi.

- Jesteś dobrym aktorem, ale i tak wiem, że lekarz z Tobą rozmawiał. - dodała smutną minę.

- Nie! - powiedział nerwowo. - Kocham Cię, ale nie pozwolę żebyś była inkubatorem.. - do jego oczu napływały łzy. - Nie chcę Cię stracić.

- Logan. - zdjęła maskę.

- Załóż ją z powrotem. - nakazał.

- Posłuchaj. Kocham Cię, i nasze dziecko też. Nie przeżyjemy oboje. - powiedziała. - Nasze maleństwo musi poznać świat, ja już trochę przeżyłam czas dać jemu szansę. - uśmiechnęła się i założyła maskę.

- Ale ja na to nie pozwolę. - odpowiedział ocierając łzy rękawem. - Nie chcę Cię stracić! - chwycił Żonę za dłoń. - Nie mogę pozwolić na to, żebyś ode mnie odeszła. Nie wyobrażam Sobie życia bez Ciebie.

- Mogę Pana prosić na chwilę? - zapytał lekarz.

- Zaraz wracam. - odpowiedział do Żony. - Słucham? - zapytał lekarza.

- Proszę mi powiedzieć jaka jest Pańska decyzja? - zapytał.

- Nie rozmawiałem na ten temat z Żoną.. - odpowiedział. - Nie chcę jej teraz zadręczać takimi rzeczami. - szybko powiedział i wyszedł.

Alice po rozmowie z Loganem i lekarzem postanowiła, że nie będzie się dłużej męczyła w tym stanie. Loggie nie był zadowolony z tego powodu, nie chciał żeby Alice podejmowała taką decyzję. Bardzo się tym zmartwił, ale wiedział, że tak będzie lepiej. Nie chciał aby co jakiś czas musiała przebywać w szpitalu, ten stres był coraz bardziej męczący. Chłopak wieczorem wrócił do domu, był załamany decyzją Żony.

- Jak Alice się czuje? - zapytał Carlos, wchodzącego Logana.

- Pojedziemy jutro do Niej wszyscy. - powiedział i zaczął iść w stronę pokoju. - A jak Rodzice? - zapytał.

- Ich stan jest na razie stabilny, zobaczymy jak to dalej będzie. - westchnął Carlos.

- To dobra wieść. - uśmiechnął się mimowolnie. - Jutro około 10 będziemy jechać do szpitala.

Następnego dnia rano. 

Przyjaciele pojechali do szpitala, personel się zdziwił widząc tyle osób. Logan poinformował lekarza, że u Żony będzie kilkoro przyjaciół.

- Przepraszam, ale wszyscy Państwo nie mogą razem wejść.

- Dobrze. Nie wszyscy wejdą, będziemy wchodzić po 2 osoby. - odpowiedział Logan.

- Dobra, to my pójdziemy pierwsi. - powiedział Kendall i Dustin.

- Pójdę z Coltonem. - powiedział James.

- A ja wejdę ze Scarlett. Bella idziesz z Nami? - zapytał Carlos.

- Nie, pójdę sama. - pokiwała głową.

Wszyscy wchodzili do Alice z uśmiechem, ale ich miny po wyjściu były nie tęgie. Na ich twarzach malował się smutek, gdy Carlos ze Scarlett opuścili pokój, dziewczyny szybko poszła do łazienki. A Carlos miał zaszklone oczy.

- Jak się czujesz? - do łóżka poszła Bella.

- W porządku. - odpowiedziała. - Jak Logan się trzyma? - zapytała zerkając na drzwi.

- Wieczorem od razu ruszył do pokoju, nie rozmawiał z Nami, dzisiaj rano też prawie nic nie mówił. Powiedz mi co się dzieję?

- Wiesz, że kocham Was. Jesteście jak moje rodzeństwo, ale każde z Was jest od innych Rodziców. Takie siostry jak Ty i Scarlett zdarzają się raz na milion lat. A bracia jak chłopaki, to jest naprawdę szczęście.

- Nie odwracaj kota ogonem. - zdenerwowała się. - Mów co się dzieję .

- Wystąpiła u mnie zatorowość płucna, mam problemy z oddychaniem, często mam ból w klatce piersiowej i jeszcze krwioplucie. Naprawdę ten stres jest zbyt duży, nie chcę robić Sobie nadziei.

- Co Ty do mnie mówisz?  - otworzyła szeroko oczy.

- Mówię, że będę inkubatorem dla dziecka.

- Czym? - pokiwała głową z niedowierzaniem.

- To jest..

- Kurwa! Wiem co to jest! - krzyknęła. - Dlaczego to robisz? Chcesz zostawić Logana, nie mogę pozwolić na takie coś. Nie chcę żebyś Nas opuszczała.. - oczy Belli się zaszkliły, a w gardle powstawała wielka gula.

- Nie mam siły już z tym walczyć, mój organizm nie wytrzyma tego dłużej. - powiedziała ze łzami w oczach. - Dzisiaj musimy się pożegnać, Przepraszam.

- Nie, nie możesz mi tego zrobić.. - z oczu zaczęły spływać jej łzy. - Nie zostawiaj Logana! Nie zostawiaj Nas! Alice, proszę.

-Nie mogę nic zrobić..

- Będę tęskniła. - powiedziała. - To od Ciebie nauczyłam się tutaj żyć, to dzięki Tobie poznałam tak dużo wspaniałych osób.

- Jesteś dla mnie jak młodsza siostra. - uśmiechnęła się. - Jeżeli nie znajdziesz miłości, to obiecuję, że tam na górze znajdę Ci jakiegoś przystojniaka!

- Wariatka. - opowiedziała ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach.

- Gotowa? - Lekarz zapytał Alice.

- Tak. Kocham Was, pamiętajcie o tym. - uśmiechnęła się szeroko. - Do zobaczenia! - uśmiechnęła się szeroko, jej uśmiech był najpiękniejszy w całym Los Angeles.

Wszyscy przyszli aby każdy mógł jeszcze powiedzieć coś miłego dla Alice. Logan ciągle trzymał Żonę za dłoń. Wszyscy patrzyli jak odchodzi, jedna z najlepszych aktorek i uwielbiana przyjaciółka. Chłopaki nie wytrzymali, każdy z nich uronił łzę. Logan nie mógł się z tym pogodzić, ale wiedział, że tak będzie najlepiej.