wtorek, 4 kwietnia 2017

Part 85.

Następnego dnia rano, humory były trochę lepsze. Logan nie spał prawie całą noc, rano od razu zaczął od kawy. Chciał jak najszybciej zobaczyć tylko Alice. Zdawało mu się, że czas stanął w miejscu. Wskazówki się obraziły, bo nie chciały się ruszać, ale to też może być wina Logana który wpatrywał się z nie bez przerwy.

- Cześć. - na dół zszedł Carlos. - Jest kawa? - zapytał.

- Tak, świeżo zaparzona. - kiwnął głową.

- Jest kawa? - zapytałam siedzących chłopaków.

- U Was to rodzinne? - uśmiechnął się.

- Dlaczego? - zapytałam.

- Przed chwilą to samo pytanie zadał Carlos, a teraz Ty.

- To taka więź. - kąciki ust uniosła do góry.

Przyjaciele zaczęli się powoli schodzić na dół, gdy byli wszyscy włączyli wiadomości i zaczęli oglądać telewizję.

- Dzisiaj rano, dotarło do Nas bardzo ciekawe nagranie.. - mówiła prezenterka porannych wiadomości. - Nie wiemy dokładnie od kogo jest przesłane, ale przedstawiamy je Państwu w całej okazałości. 

Nagranie przedstawiało Camille która o poranku zaczęła śpiewać, albo raczej wyć. Miała kamerę i w każdym możliwym pokoju nagrywała swój wokal. Zaczynając od łazienki w której siedzi na toalecie, w kuchni gdzie kręciła pupą przy lodówce, do wyjścia na basen przy którym wskoczyła ochoczo do wody. I tam nagranie się kończy.

- Pozdrawiamy nową gwiazdę i życzymy wielu sukcesów. - skończyła i przeszła do dalszych wiadomości. 

- To było straszne.. - powiedział Kendall.

- Tacy ludzie nie powinni pokazywać swojego talentu, bo wcale go nie mają.

- Rozgrzebanie tego sekretu, to był naprawdę wielki szok dla tej dziewczyny. - zaśmiał się Dustin.

- Nie tylko tego sekretu. - mruknęłam.

- Co? - zapytał chłopak.

- Nie, nic. - pokiwałam głową. - Znam tą dziewczynę. - powiedziałam. - To asystentka Marcusa.

- Serio? - zapytał Carlos.

- Tak. - pokiwałam głową.

- Przecież Ona nie ma talentu. - skomentowała Scarlett.

- Głos nie jest jej potrzebny, ma tylko robić to co On jej każe, i talent tutaj nie jest potrzebny.

- Jadę do szpitala! - krzyknął Logan zamykając drzwi.

- Kurde.. Powinienem być na planie.. - zerknął na zegarek Colton. - Miłego dnia Wam życzę. Cześć. - uśmiechnął się w stylu ' Wszystko będzie dobrze ' .

- Pojadę do Rodziców, dowiem się czegoś. I jak tylko coś będę wiedział, to dam Ci znać. - powiedział Carlos całując mnie w czoło.

- Jaki troskliwy. - zaśmiał się Dustin.

- Coś Ci nie pasuje? - spiorunowałam go wzrokiem.

- Nie, nie wszystko w porządku. - uniósł ręce do góry.

Henderson nie lubił jeździć po szpitalach, chociaż chciał zostać lekarzem. Ale wolał leczyć niż odwiedzać. Fakt, że jego Żona leży w szpitalu dodawał mu otuchy.

- Jak się czują Państwo Pena?

- Nie wiem, ale nie zajmuj się tym teraz.. Teraz jesteś najważniejsza Ty. - ucałował ją w dłoń.

- Ale chcę wiedzieć. - powiedziała Alice. - Wczoraj naprawdę się przeraziłam jak się dowiedziałam.. - odpowiedziała.

- To może przez to tutaj się znalazłaś.

- Powiedziałam to wczoraj lekarzowi, i powiedział, że to mógł być skutek zdenerwowania. A ja nie powinnam się denerwować, jak też mam tą chorobę.. - dziewczyna zasłoniła usta i zakasłała.

- Spokojnie Kochanie, jak coś będę wiedział to na pewno dam Ci znać. - chłopak uśmiechnął się ciepło do Alice, lecz zaraz się skrzywił, zauważył krew na dłoni Żony. - Idę po lekarza. - szybko wstał.

- Kochanie. - powiedziała na jednym wdechu. - Nie trzeba. - pokiwała głową.

Gdy sali pojawił się lekarz, wyprosił Logana. Chłopak czekał na tą chwilę gdy będzie mógł ponownie wejść i zobaczyć Żonę. Nie chciał już czekać, musiał chociaż zerknąć przez szybę co się dzieję. Widział jak lekarze ponownie podają tlen Alice i robią dużo innych rzeczy. Logan siedział, i czekał aż lekarz powie mu coś konkretnego. Lecz co chwila przyjeżdżali inni ludzie z różnych wypadków i kolizji. A Logan nie mógł doczekać się na lekarza który zajmował się Alice.

- Przepraszam, że Pan tak długo musiał czekać.. - zaczął tłumaczyć.

- Mogę w końcu dowiedzieć, co się dzieję?

- Mam niestety złe wiadomości.

- Słucham?

- Stan Pana Żony pogorszył się. Pojawiły się bóle w klatce piersiowej i krwioplucie, a do tego wysoka gorączka.

- Jak to?! - Logan zacisnął pięści.

- Przykro mi. - powiedział. - Jedyne co możemy w tej chwili zrobić, to tylko doprowadzić ciąże do końca.

- Moja Żona ma być inkubatorem?! - krzyknął. - To jest chore! Nie pozwolę na to.

- Jeżeli Pan chcę, żeby dziecko przeżyło to musi Pan pozwolić na takie coś.

- Nie! - krzyknął. - Nie zgadzam się! Alice ma żyć! I moje dziecko też!

- Nie mamy innego wyjścia. - odwrócił się i zatrzymał na chwilę. - Przepraszam. - powiedział.

Logan ze łzami w oczach, spoglądał na Żonę która miała na Sobie maskę tlenową. Widział jej piękne oczy, który ruszały się we wszystkie świata strony, aby tylko zobaczyć swojego ukochanego. Henderson wziął głęboki oddech i wszedł do sali, starał się ukrywać tego co dowiedział się od Lekarza.

- Jak się czujesz? - zapytał.

Alice tylko kiwnęła głową,nie mogła zdjąć maski bo wtedy dostała by ataku kaszlu, Logan podał jej długopis i kartkę.

- Zgódź się. - napisała na kartce.

- Ale o co Ci chodzi? - zmarszczył brwi.

- Jesteś dobrym aktorem, ale i tak wiem, że lekarz z Tobą rozmawiał. - dodała smutną minę.

- Nie! - powiedział nerwowo. - Kocham Cię, ale nie pozwolę żebyś była inkubatorem.. - do jego oczu napływały łzy. - Nie chcę Cię stracić.

- Logan. - zdjęła maskę.

- Załóż ją z powrotem. - nakazał.

- Posłuchaj. Kocham Cię, i nasze dziecko też. Nie przeżyjemy oboje. - powiedziała. - Nasze maleństwo musi poznać świat, ja już trochę przeżyłam czas dać jemu szansę. - uśmiechnęła się i założyła maskę.

- Ale ja na to nie pozwolę. - odpowiedział ocierając łzy rękawem. - Nie chcę Cię stracić! - chwycił Żonę za dłoń. - Nie mogę pozwolić na to, żebyś ode mnie odeszła. Nie wyobrażam Sobie życia bez Ciebie.

- Mogę Pana prosić na chwilę? - zapytał lekarz.

- Zaraz wracam. - odpowiedział do Żony. - Słucham? - zapytał lekarza.

- Proszę mi powiedzieć jaka jest Pańska decyzja? - zapytał.

- Nie rozmawiałem na ten temat z Żoną.. - odpowiedział. - Nie chcę jej teraz zadręczać takimi rzeczami. - szybko powiedział i wyszedł.

Alice po rozmowie z Loganem i lekarzem postanowiła, że nie będzie się dłużej męczyła w tym stanie. Loggie nie był zadowolony z tego powodu, nie chciał żeby Alice podejmowała taką decyzję. Bardzo się tym zmartwił, ale wiedział, że tak będzie lepiej. Nie chciał aby co jakiś czas musiała przebywać w szpitalu, ten stres był coraz bardziej męczący. Chłopak wieczorem wrócił do domu, był załamany decyzją Żony.

- Jak Alice się czuje? - zapytał Carlos, wchodzącego Logana.

- Pojedziemy jutro do Niej wszyscy. - powiedział i zaczął iść w stronę pokoju. - A jak Rodzice? - zapytał.

- Ich stan jest na razie stabilny, zobaczymy jak to dalej będzie. - westchnął Carlos.

- To dobra wieść. - uśmiechnął się mimowolnie. - Jutro około 10 będziemy jechać do szpitala.

Następnego dnia rano. 

Przyjaciele pojechali do szpitala, personel się zdziwił widząc tyle osób. Logan poinformował lekarza, że u Żony będzie kilkoro przyjaciół.

- Przepraszam, ale wszyscy Państwo nie mogą razem wejść.

- Dobrze. Nie wszyscy wejdą, będziemy wchodzić po 2 osoby. - odpowiedział Logan.

- Dobra, to my pójdziemy pierwsi. - powiedział Kendall i Dustin.

- Pójdę z Coltonem. - powiedział James.

- A ja wejdę ze Scarlett. Bella idziesz z Nami? - zapytał Carlos.

- Nie, pójdę sama. - pokiwała głową.

Wszyscy wchodzili do Alice z uśmiechem, ale ich miny po wyjściu były nie tęgie. Na ich twarzach malował się smutek, gdy Carlos ze Scarlett opuścili pokój, dziewczyny szybko poszła do łazienki. A Carlos miał zaszklone oczy.

- Jak się czujesz? - do łóżka poszła Bella.

- W porządku. - odpowiedziała. - Jak Logan się trzyma? - zapytała zerkając na drzwi.

- Wieczorem od razu ruszył do pokoju, nie rozmawiał z Nami, dzisiaj rano też prawie nic nie mówił. Powiedz mi co się dzieję?

- Wiesz, że kocham Was. Jesteście jak moje rodzeństwo, ale każde z Was jest od innych Rodziców. Takie siostry jak Ty i Scarlett zdarzają się raz na milion lat. A bracia jak chłopaki, to jest naprawdę szczęście.

- Nie odwracaj kota ogonem. - zdenerwowała się. - Mów co się dzieję .

- Wystąpiła u mnie zatorowość płucna, mam problemy z oddychaniem, często mam ból w klatce piersiowej i jeszcze krwioplucie. Naprawdę ten stres jest zbyt duży, nie chcę robić Sobie nadziei.

- Co Ty do mnie mówisz?  - otworzyła szeroko oczy.

- Mówię, że będę inkubatorem dla dziecka.

- Czym? - pokiwała głową z niedowierzaniem.

- To jest..

- Kurwa! Wiem co to jest! - krzyknęła. - Dlaczego to robisz? Chcesz zostawić Logana, nie mogę pozwolić na takie coś. Nie chcę żebyś Nas opuszczała.. - oczy Belli się zaszkliły, a w gardle powstawała wielka gula.

- Nie mam siły już z tym walczyć, mój organizm nie wytrzyma tego dłużej. - powiedziała ze łzami w oczach. - Dzisiaj musimy się pożegnać, Przepraszam.

- Nie, nie możesz mi tego zrobić.. - z oczu zaczęły spływać jej łzy. - Nie zostawiaj Logana! Nie zostawiaj Nas! Alice, proszę.

-Nie mogę nic zrobić..

- Będę tęskniła. - powiedziała. - To od Ciebie nauczyłam się tutaj żyć, to dzięki Tobie poznałam tak dużo wspaniałych osób.

- Jesteś dla mnie jak młodsza siostra. - uśmiechnęła się. - Jeżeli nie znajdziesz miłości, to obiecuję, że tam na górze znajdę Ci jakiegoś przystojniaka!

- Wariatka. - opowiedziała ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach.

- Gotowa? - Lekarz zapytał Alice.

- Tak. Kocham Was, pamiętajcie o tym. - uśmiechnęła się szeroko. - Do zobaczenia! - uśmiechnęła się szeroko, jej uśmiech był najpiękniejszy w całym Los Angeles.

Wszyscy przyszli aby każdy mógł jeszcze powiedzieć coś miłego dla Alice. Logan ciągle trzymał Żonę za dłoń. Wszyscy patrzyli jak odchodzi, jedna z najlepszych aktorek i uwielbiana przyjaciółka. Chłopaki nie wytrzymali, każdy z nich uronił łzę. Logan nie mógł się z tym pogodzić, ale wiedział, że tak będzie najlepiej.

1 komentarz:

  1. I mamy złośliwość rzeczy martwych...
    W sumie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Spory procent społeczeństwa zaczyna dzień właśnie od kawy. I żadna więź nie ma z tym nic wspólnego. Chyba, że to były tylko takie żarty.
    Ta Camille chce z siebie zrobić gwiazdę jakiegoś Reality Show... Matko, to już jest żenujące. Pewnie sama to wysłała. Znaczy, tak myślę.
    Serio, Dusin powinien patrzeć trochę szerzej, niż kpić z troskliwości. Chociaż pewna część mnie nawet go popiera.
    Jak by nie było, nerwy nie są wskazane w ciąży, ale spójrzmy na to z punktu widzenia Alice. Na pewno znacznie bardziej by się denerwowała, gdyby takie coś było przed nią zatajane. Może po prostu trzeba popracować nad sposobem informowania?
    I teraz błagam.. powiedz, że Ci tego nie podsunęłam, proszę!
    Czyli mam rozumieć, że czekamy na respirator i śmierć mózgową? No cudownie! Jeśli już podjęłaś taką decyzję, błagam... Daj mi perełkę i opisz scenę intubowania. Proszę...
    Czyli wchodzą parami? No, też jakiś sposób na żegnanie.
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń