niedziela, 9 kwietnia 2017

Part 86.

Pogrzeb Alice odbył się w jej Rodzinnym mieście. Rodzice Alice byli zdruzgotani, nit nie mógł uwierzyć, że tak młoda dziewczyna przegrała walkę z życiem.

- Spotkaliśmy się tutaj, aby pożegnać Alice Henderson, jej śmierć jest dla Nas wszystkich wielkim bólem. Chciałoby się powiedzieć bardzo wiele lecz brakuję Nam odpowiednich słów..

Mowa księdza nie trwała długo, zaraz po chwili swoje przemówienie chcieli powiedzieć jej Rodzice. Mówili z bólem który rysował im się na twarzy. Po ceremonii na cmentarzu zostali Przyjaciele i część Rodziny. Logan postanowił przekazać wszystkie rzeczy Rodzicom Żony.

- Jeżeli będziesz miał jakiś problem, to pamiętaj zawsze możesz na Nas liczyć. - powiedziała Mama Alice.

- Nie zostawimy Cię, przyjeżdżaj do Nas kiedy tylko chcesz. - Ojciec poklepał Logana po ramieniu. - Bez względu na wszystko będziesz naszym Synem.

- Dziękuję. - kiwnął głową.

- Skarbie musimy już jechać, w domu czeka na Nas cała Rodzina. Przyjedźcie do Nas.

- Zastanowimy się. - uśmiechnął się delikatnie.

- Dobrze, zastanówcie się. Do widzenia. - powiedzieli i poszli.

- Do widzenia. - kiwnął głową. - Możecie zostawić mnie jeszcze na chwilę samego? - zapytał Logan.

- Oczywiście, nie ma sprawy.

Wszyscy opuścili cmentarz, Logan stał jeszcze przy grobie Alice. Pomnik można było widzieć z daleka, przedstawiał Anioła z wielkimi skrzydłami i złotą świecą.

- Co teraz z Nami będzie? - odezwał się. - Ja nie chcę Cię tracić, kocham Cię nad życie. I nie wyobrażam Sobie mojego dalszego życia bez Ciebie. Moje życie nie ma sensu.. Ale nie martw się. Spotkamy się już niedługo. Kocham Cię Alice.. - powiedział i wrócił do Przyjaciół. - Możemy jechać do domu.

- Nie idziemy do Rodziców? - zapytał James.

- Pożegnam się tylko z Nimi i będziemy jechać.

Wszyscy pojechali do Rodzinnego domu Alice, Logan chciał iść sam. Chciał się pożegnać z Rodzicami, i zaraz wracać z powrotem do Los Angeles. Do domu wracaliśmy w zupełnej ciszy, nikt się nie odzywał, po powrocie też była cisza. Jakby nie było w domu żywej duszy. Logan od razu poszedł do pokoju. Słychać było tylko jakiś hałas. Chłopaki zajrzeli do pokoju kumpla a ten pakował wszystkie rzeczy Alice do pudeł.

- Logan. - odezwał się niepewnie James.

- Może możemy Ci jakoś pomóc? - zapytał Carlos.

- Zaklejcie te pudła taśmą, ja jutro to zawiozę i na kilka dni wyjadę.. - westchnął.

- Gdzie? - zdziwili się.

- Jadę do Rodziców Alice, tam będę mógł poczuć się jakbym chociaż spędzał z Nią trochę czasu. To taka moja terapia.

- Ale nie będzie Ci to bardziej przypominać Alice? - zapytał Dustin.

- Będzie, ale chcę chociaż jeszcze trochę poczuć jej obecność. - spojrzał w okno. - Czuje się, jakby ktoś wyrwał mi serce i zakopał pod ziemią.

- Na długo wyjeżdżasz? - zapytał Colton.

- Nie myślę, że nie. Może tydzień, albo dwa. Jeszcze nie wiem.

- Pudła są już sklejone. Pomożemy zabrać Ci je do samochodu.

- Dzięki, prawdziwi z Was przyjaciele.

- Zawsze możesz na Nas liczyć! - Kendall poklepał go po ramieniu.

Scarlett i Bella siedziały na dole, przeglądając wspólne zdjęcia. Bella zadumała się nad ich wspólnym zdjęciem z miesiąca miodowego które zrobił im przypadkowy wczasowicz. Wszyscy byli uśmiechnięci i weseli. Dziewczyna wstała z kanapy i poszła na górę do Logana.

- Mogę ? - zajrzała przez uchylone drzwi.

- Proszę, wejdź.

- Słuchaj. - usiadła na krześle obok biurka. - Chciałam się zapytać, czy będę mogła skończyć ten film.

- Ale dlaczego się mnie o to pytasz? - uniósł lekko usta.

- Przed chwilą był pogrzeb Alice, a teraz po jej śmierci będzie premiera nowego filmu.. Wszyscy będą uśmiechnięci i zaraz premiera..

- Zrobimy to razem! Wiem, że wcale się do tego nie przyłożyłem..

- Nic nie szkodzi, oczywiście to może być nasza zasługa. - uśmiechnęła się Blondynka. - A może Martin by Nam pomógł? - zapytała.

- A Marcus, nie będzie zły? - zapytał podejrzliwie.

- Nie, nie będzie. - Bella uśmiechnęła się mimowolnie.

- Coś się stało? - chłopak usiadł obok Przyjaciółki.

- Zostałam zwolniona, bo Marcus przyjął nową gwiazdę. Ta która ostatnio była pokazywana w telewizji, kompletne beztalencie.. Ale Szefowi się spodobała, a ja zostałam odsunięta na dalszy plan więc teraz zostałam bez pracy. - posmutniała.

- Bardzo mi przykro. - westchnął głośno. - Ale na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, że Martin na pewno się będzie chciał z Tobą spotkać. I o ile dobrze wiem, to ma jutro wolne. Więc będziemy mogli podjechać i porozmawiać.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się.

- Nie ma sprawy.

- Bella, Bella! - krzyczał z dołu Carlos.

- Chyba coś się stało.. - Blondynka spojrzała na Logana, i oboje zeszli na dół.

- Jadę do szpitala. - powiedział.

- Jadę z Tobą.

- Szybko.

Bella i Carlos pojechali do szpitala, chłopak nie wiedział co dokładnie się stało. Chłopak zaparkował i rodzeństwo szybkim krokiem poszli do szpitala. Długo rozglądali się za lekarzem, aż w końcu go znaleźli.

- Co się stało Doktorze? - zapytał Carlos z lekką zadyszką.

- Rodzice się obudzili, i chcieli z Wami porozmawiać. - odpowiedział spokojnie. - Są w sali numer 16. Zapraszam. - Dobry wieczór. - przywitał się lekarz. - Ktoś do Państwa przyjechać. - uśmiechnął się w stronę Rodzeństwa i wyszedł.

- Mamo, Tato.. - ucieszyła się Bella. - Jak się czujecie? - zapytała.

- Dobrze, ale się czuję jakbym ostro balował. - zaśmiał się Ojciec.

- Tato. - skarciła go dziewczyna. - Ja pytam poważnie.

- Głowa mnie boli, i wszystkie kości. Nie pamiętam tego co się nawet stało.

- A Ty Mamo, coś kojarzysz? - Carlos zwrócił się do Mamy.

- Pamiętam, że jakoś jak Ojciec wyciągał walizki z samochodu.. Ale reszty nie. - odpowiedziała. - Ale to nie ważne, co tam u Was? - uśmiechnęła się jak tylko mogła, ale widać było na jej twarzy ból.

- Mamy dwie wiadomości. - Carlos spojrzał na Bellę. - Jedną dobrą a drugą nie przyjemną. - posmutniał.

- Co się stało? - zaciekawił się Ojciec.

- Dzisiaj odbył się pogrzeb Alice.

- Co takiego?! - zdziwili się Rodzice. - Jak to? Co się stało? - zapytała Mama.

- Była w ciąży, ale później zdiagnozowano u Niej zatorowość płucną. Niestety nie dało się tego zatrzymać.

- A co z dzieckiem?

- Ona mogła być podłączona do tego całego sprzętu, ale wtedy byłaby tylko inkubatorem, a na to nikt się nie zgodził.

- Naprawdę Nam przykro, to była taka radosna dziewczyna. - wspominał Ojciec. - Jak się Logan czuję?

- Jest załamany, ale teraz wyjeżdża na kilka dni do Rodziców Alice, chcę tam spędzić trochę czasu. Jego Rodzice też podobno mają tam przyjechać. - opowiadał Carlos.

- A słyszałam, że macie dobrą wiadomość.

- Tak. - uśmiechnął się Carlos. - Zaręczyłem się ze Scarlett.

- Gratulacje Kochanie! - ucieszyła się Mama. - Tak się cieszę.

- No, Synu! Jestem z Ciebie dumny. - Ojciec uśmiechnął się. - A jak tam wymiary?

- Tato.. - Bella skarciła Ojca. - No przestań. Scarlett jest naprawdę, miłą dziewczyną i modelką plus size.

- Tak się cieszymy, że Ci się układa. Bella a jak u Ciebie?

- Wszystko w porządku! Ale po śmierci Alice trochę się zagubiłam, straciłam najlepszą przyjaciółkę. Mogłam powiedzieć jej wszystko, a teraz. Oczywiście Scarlett też jest świetna, ale Alice znałam dłużej.

- Wszystko będzie dobrze.

- Przepraszam, ale musicie już iść. - powiedział lekarz. - Rodzice muszą odpocząć.

- Nie jesteśmy na Ty.. - Bella zmarszczyła brwi. - Dobranoc. Kochamy Was! - uśmiechnęła się Bella.

- Wracajcie do zdrowia. - Carlos uśmiechnął się.

- Jedźcie ostrożnie.. - powiedziała Mama.

- Pozdrówcie wszystkich. - pokiwał głową Tata.

- Jeżeli stan Rodziców się zmieni, to damy Wam znać. - uśmiechnął się lekarz.

- Do widzenia! Proszę Pana!

- Dobranoc, Do widzenia.

1 komentarz:

  1. Brak mi słów. Po prostu brak mi słów. Wyszło klasycznie i smutno. Mam wrażenie, że się przygotowałaś. Wiem, może nie brzmi to zbyt... jasno, ale tak właśnie myślę.
    Współczuję Loganowi. Teraz został samotnym ojcem. Już nie mówię, że wdowcem, bo to by jeszcze uszło. Ale po prostu... po prostu widzę, że jest mu ciężko się temu nie dziwić. Ale ma przyjaciół. I dzięki nim może się jakoś podnieść.
    Teraz tylko pozostaje mi tylko życzyć powrotu do zdrowia państwu Pena. Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam i lecę dalej oglądać Harry'ego Pottera.
    Komentarz skromny, ale mam nadzieję, że Ci wystarczy.

    OdpowiedzUsuń