piątek, 14 kwietnia 2017

Part 88.

Rodzice Alice codziennie wstając rano nakładali maskę, z uśmiechem na twarzy tak by Logan się nie martwił. Nie chcieli pokazać, że strata córki ich boli.

- Dzień dobry. - do kuchni weszła Bella. - Może pomogę? - zapytała widząc krzątającą się Mamę Alice po kuchni.

- Dziękuję Kochanie. - uśmiechnęła się ciepło. - Możesz nakryć do stołu.

- Dobrze.

Gdy Bella nakryła do stołu pomogła jeszcze w przygotowaniu śniadania. Po chwili na dół zszedł Logan i Ojciec Alice.

- Dzień dobry. Jak się spało drogie Panie? - zapytał Pan Brown.

- Witam. - uśmiechnął się Logan.

- Dziękuję było bardzo miło. - odpowiedziała na pytanie Browna, i uśmiechnęła się do Logana, po czym wszyscy usiedli do stołu. - Mogłabym się przyzwyczaić mieszkać w takim miejscu, z daleka od miasta i tego całego zgiełku.

- Tak, tutaj jest dosyć miło. Ale nie myślałaś o przeprowadzce? - zapytała Mama Alice.

- Może kiedyś, jak będę miała Męża. Ale póki co to nic na to nie wskazuje.

- Przecież jesteś młoda, całe życie przed Tobą. - powiedział Pan Brown.

- Niby tak, ale nie widzę na razie mężczyzny który może zawrócić mi w głowie. - uśmiechnęła się.

- A jakbyś opisała Faceta który by był tym który zawróci Ci w głowie. - zapytał Logan.

 Bella lekko się zarumieniła. - Moim zdaniem.. No nie wiem co mam powiedzieć.

- Prawdę.. - powiedział.

- Śniadanie było naprawdę pyszne, ale zaraz będziemy musieli jechać.. - Bella zmieniła szybko temat i poszła na górę.

- Chyba troszkę się zawstydziła.. - uśmiechnęła się nie pewnie Pani Brown.

- Śniadanie było naprawdę pyszne, ale też już pójdę się spakować i będziemy się zbierać. - Logan podziękował za śniadanie i poszedł na górę. - Mogę wejść? - zapukał do Belli.

- Jasne, wchodź. Coś się stało? - zapytała, siedząc na łóżku.

- Czego tak szybko wyszłaś z kuchni?

- Bo te pytania padły tak nagle, nie wiesz jak to jest gdy ktoś zadaje Ci mnóstwo pytań na temat Twojego życia osobistego.. A Ty nie wiesz co masz odpowiedzieć, bo masz kogoś kto Ci się może podoba ale boisz się reakcji i dalszego angażowania się.

- Nie martw się. - Logan, chwycił Bellę za dłoń. - Wiem, rozumiem Cię.

- Naprawdę? - dziewczyna spojrzała chłopakowi w oczy.

- Pamiętaj, może Alice nie ma już z Nami ale ja zawsze Ci pomogę.

- Dziękuję.

Bella i Logan oddali się chwili, patrzyli Sobie w oczy i nie wiadomo skąd zaczęli się całować. Nie myśleli, że ktoś może ich nakryć i nie przejmowali się niczym, lecz w jednej chwili odskoczyli od Siebie jak poparzeni gdy tylko mały ptaszek usiadł na oknie i wesoło zaćwierkał.

- Przepraszam, to nie powinno się zdarzyć. - Bella odskoczyła od Logana.

- A może nie? - zastanowił się chłopak.

- Jak to, nie rozumiem. - pokiwała głową.

- Może ten sen, i ten ptaszek to jakiś znak.

- Wierzysz w takie coś? - uśmiechnęła się nie pewnie.

- Nie wiem, sam nie wiem. Może chodźmy do Rodziców. - Logan wstał z łóżka. - Bardzo miło mi było spędzić tutaj trochę czasu, ale musimy jechać bo praca Nas wzywa. Obiecuję, że jeszcze przyjadę, albo Wy Nas odwiedzicie.

- Bardzo byśmy chcieli, ale nie mamy niestety jak przyjechać. - westchnęła Mama.

- I tutaj mam niespodziankę, ponieważ samochód którym przyjechałem należał do Alice, więc zostawiam Wam go tutaj. Będziecie mogli Nas odwiedzać.

- Nie musisz tego robić. - powiedział Ojciec.

- Nie muszę, ale chcę. - dodał i wręczył kluczyki Ojcu.

- Logan. - powiedziała Mama.

- Tak będzie najlepiej. - uśmiechnął się. - Teraz będziecie mogli przyjechać do Nas.

- Jesteś niesamowity! - powiedział Ojciec. - Cieszę się, że Alice miała takiego wspaniałego mężczyznę. - przytulił Logana.

- Dziękuję, ale my będziemy się już zbierać.

- Było Nam bardzo miło! Z pewnością jeszcze Państwa odwiedzimy. - uśmiechnęła się Bella.

- Będziemy czekać.

Państwo Brown, pożegnali się z Bellą i Loganem. Przyjaciele odjechali samochodem dziewczyny, w drodze nie rozmawiali wcale, w tle grało tylko radio. Gdy dojeżdżali do domu, spojrzeli na Siebie i lekko się uśmiechnęli.

- O tym pocałunku nikt nie może się dowiedzieć.. - speszyła się Bella.

- Wiem nie powinniśmy tego robić. Ale oboje tego chcieliśmy. - spojrzał dziewczynie w oczy.

- Stop! - uniosła ręce do góry. - Lubię Cię, ale nie mogę zrobić tego Alice. Ty ją nadal kochasz, więc nie możemy. Przepraszam. - musnęła jego dłoń swoją.

- Rozumiem. Ale pamiętaj, że nie jesteś mi obojętna.

- Dziękuję.

Bella poczuła ciepło w środku, zaczerpnęła powietrza i zaraz poszła do domu. Wiedziała, że musi w końcu powiedzieć Carlosowi o zwolnieniu.

- Logan, wczoraj dostałem telefon od Martina, mówił o koncercie u Golda. Nie byłem pewny czy będziesz chciał się zgodzić, i powiedziałem, że poczekamy z decyzją na Ciebie. - powiedział Kendall.

- Mogę zagrać. - pokiwał głową.

- Serio? - zdziwił się Carlos.

- No tak. Wiem, że muszę zacząć żyć swoim życiem tak mi powiedzieli Rodzice i przemyślałem Sobie kilka spraw.. Nadal czuję smutek po stracie Alice, ale wiem, że Ona by chciała abym zagrał ten koncert. - uśmiechnął się do Belli.

- Musimy poważnie porozmawiać! - z góry zszedł zdenerwowany Carlos.

- Przepraszam, że Ci nie powiedziałam ale zapomniałam.

- Wystarczyło napisać SMSa, że się wybierasz do Nevady.

- Do, co? - zapytała z przymrużeniem oka.

- Wiem, że masz dużo spraw na głowie ale to był mały wyjazd, mogłaś mnie uprzedzić dzień wcześniej.

- To był taki spontaniczny wyjazd, nie wiedziałam, że pojadę.

- Spontaniczny?

- Tak, chodziło o zgodę Rodziców Alice na film. Zaprosili mnie.

- Ale czy coś zaszło między Tobą a Loganem?

- Co? - odpowiedziała cienkim głosem. - Nie, no coś Ty. - machnęła ręką.

Bella chciała uniknąć tego co się stało w Nevadzie, nie chciała mówić tego nikomu, a w środku wszystko w Niej krzyczało, żeby powiedzieć. Idąc na górę wpadła na Coltona.

- Hej. - uśmiechnęła się.

- No cześć, co tam?

- Jest ok. - podniosła dwa kciuki w górę.

- Coś mi się nie wydaje.. - pokiwał głową. - Co się dzieje Mała? - zapytał.

- Zostałam zwolniona. - usiadła na schodach.

- Jak?

- No normalnie, pojechałam do studia po rozmowie z Marcusem oznajmił mi, że mnie zwalnia. Od razu pojechałam do Golda zapytałam się dlaczego. A On z uśmiechem na ustach, że ma już nową gwiazdę. - posmutniała.

- Nie chcę głośno mówić, co o Nim myślę.

- Ale mam już nową ofertę.. Martin zaoferował mi pracę u Siebie, pomoże w nagraniu filmu a potem wspólnie wydamy pierwszą płytę której nie mogłam wydać z Marcusem.

- Bardzo się cieszę! Życzę powodzenia! - uśmiechnął się.

- Zapraszam Cię dzisiaj na dobre wino.

- Gdzie?

- Na tarasie. Mam chęć się odmóżdżyć, i pogadać.

- Z przyjemnością. Zapraszasz kogoś jeszcze? - zapytał.

- Myślę, że wszyscy potrzebują odmóżdżenia! Zgadzasz się?

- Oczywiście.

Bella poszła do swojego pokoju, wyciągnęła ulubiony zeszyt i wylała wszystko na papier, przeczytała to kilka razy po czym ponownie wzięła długopis i napisała piosenkę o zdarzeniach z Loganem. Wiedziała, że musi to nagrać. Ale myślała już o następnej płycie. Nie chciała bawić się w ośmieszanie chłopaków przez piosenki, po napisaniu jednego tekstu pomyślała o związku Kendalla i Dustina, miała wielką wenę napisała kolejną piosenkę później pomyślała o randkach z Coltonem i Jamesem, to także musiała wylać na papier. Czuła się spełniona, i odetchnęła ciężko.

- O.. Fajnie, że jesteście. - powiedziała do Przyjaciół na dole. - Mam ochotę się dzisiaj odmóżdżyć. - powiedziała siadając na rogu kanapy.

 - Nie rozumiem. - powiedziała Scarlett.

- Skoczę do sklepu po jakieś wino, posiedzimy na tarasie, odprężymy się. - uśmiechnęła się.

- Ok, ja się piszę! - James podniósł rękę do góry.

- No fajny pomysł.. - pokiwał głową Dustin.

- Zgadzam się, przyda Nam się chwila relaksu.

- Nie wiem. - pomyślał Carlos.

- Oj, no zgódź się. - nalegała Scarlett.

- Dobra. - pokręcił głową.

- Super, to ja skoczę do sklepu. Scarlett jedziesz ze mną? - zapytała.

- Ok!

Bella i Scarlett pojechały do sklepu aby kupić wino i inne rzeczy. Po drodze jeszcze chwilę rozmawiały, w pewnym momencie do Belli zadzwonił telefon.

- Musimy się zatrzymać tutaj obok kawiarenki, bo muszę coś załatwić.

- Co takiego? - dziewczyna uniosła brew do góry.

- Nic ważnego. - uśmiechnęła się.

Bella poszła do kawiarni, ujrzała tam siedzącego w rogu Lesnara.. Mężczyzna uśmiechnął się do Niej i dał znać aby usiadła.

- Nie mam czasu, jadę z przyjaciółką.. Nie może czekać.

- Jasne, to szybka sprawa. - wręczył jej kopertę.

- Co to jest? - zapytała.

- Wypłata. - powiedział i wyszedł. - Radzę Ci też iść, bo przyjaciółka się niecierpliwi. - szepnął.

Bella również wyszła i szybko schowała kopertę pod bluzkę, tak żeby Scarlett nic nie zauważyła. Czym prędzej wsiadła do samochodu i zaraz pojechały do sklepu, aby zrobić zakupy. W domu gdy wieczorem wszyscy już byli na tarasie zostały zapalone lampiony co dawały mnóstwo światła.

- Zróbmy Sobie zdjęcie. - zaproponowała Scarlett.

- No, super. Ale mam jeszcze coś. - Bella szybko pobiegła do pokoju.

- Gdzie Ona zniknęła? - zapytał Dustin.

- Ta dziewczyna skrywa w Sobie naprawdę dużo.. - zaśmiał się Kendall.

- Mam! - uśmiechnęła się szeroko.

- Co to jest? - zmarszczył brwi Carlos.

- Jak Scarlett powiedziała o zdjęciach, to pomyślałam, ze możemy nagrać krótki film, a potem puścić te lampiony do nieba. - uśmiechnęła się i w oczach zaświeciły jej gwiazdki.

- Mi się ten pomysł podoba! - Scarlett podniosła ręce do góry.

Po wspólnym zdjęciu, wszyscy zabrali się za lampiony, każdy dołączył małą karteczkę potem Bella włączyła kamerę i wszyscy powiedzieli jeszcze kilka słów a potem lampiony poleciały w górę.

2 komentarze:

  1. Melduje się!
    O ja cię.... dzieje się..muszę to przerazić
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem pewna, czy takie udawanie jest dobre. Na razie rodzice Alice sobie z tym radzą, ale prędzej, czy później uczucia będą musiały wypłynąć na powierzchnię. Na pewno potrzebują czasu. Pamiętam taką kwestię z „Ostrego Dyżuru”: „Kiedy tracisz rodzica, jesteś sierotą. Współmałżonka, wdowcem, ale nie ma określenia na rodzica, który stracił dziecko”. Dawno tego nie słyszałam, więc mogłam pomylić. A ponieważ zapomniałam, który to odcinek, a na dodatek straciłam wszystkie nagrania, więc sprawdzić nie mogę.
    Mówiłam, że trzeba jeszcze poczekać. I powtarzać będę. Logan i Bella... jasne, fajnie by było, ale oboje nie są jeszcze na to gotowi. Jeśli teraz to się potoczy za szybko, mogą to łatwo popsuć.
    Spontaniczny wyjazd. Jasne. I to wszystko tłumaczy.
    Odmóżdżyć? Będą oglądali „Ed, Edd i Eddy”?
    Znowu ten Lesnar? Jeju, to normalnie jakaś Nemesis. Niech go ktoś po prostu powiesi na jajach i będzie spokój. I bez niego mają wystarczająco dużo problemów.
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam! Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń