wtorek, 18 kwietnia 2017

Part 90.

Colton się nie odzywał Bella również nie kontaktowała się z chłopakiem, zaczynała pracę nad swoim albumem. Carlos nie chciał zawracać głowy siostrze, sam miał dużo problemów. Musiał rano jechać do szpitala, dostał nagły telefon.

- Dziękuję, że tak szybko przyjechałeś. - powiedział Lekarz prowadzący. 

- Przyjechałem tak szybko jak było to możliwe, co się stało? - zapytał. 

- Musimy przeprowadzić operację u Rodziców, dlatego wezwaliśmy najlepszych chirurgów. Operacja odbędzie się po południu. Dlatego wezwałem Ciebie tutaj żeby o tym powiedzieć. 

- Rozumiem. Tak wiem, że teraz powinienem zostać tutaj, ale nie mogę. Mam kilka spraw do załatwienia. 

- Rozumiem, jeżeli będziesz chciał zobaczyć Rodziców przed operacją to zapraszam, godzinę przed zabiegiem. 

Carlos porozmawiał jeszcze chwilę z lekarzem i zaraz szybko wsiadł do samochodu, żeby pojechać do Belli i zabrać ją ze studia aby pojechać z powrotem do szpitala.

- Idzie Ci naprawdę dobrze, masz już jakieś pomysły na teledyski?

- Mam coś. Zapisałam Sobie w zeszycie. Przejrzyj. - Blondynka podała mu zeszyt.

- Cześć! - do studia wbiegł Carlos. - Siostra, muszę Cię porwać! - powiedział.

- Hola, hola! - Martin wstał z wygodnego fotela. - Co się dzieje, dlaczego tak nagle wpadasz?

- Rodzice mają dzisiaj operację, i Bella musi jechać ze mną. Postaram się ją odwieźć jak najszybciej.. - odpowiedział.

- Dobra, w takim wypadku jedźcie. Życzę powodzenia. Cześć.

- Operacja dzisiaj?! - zdenerwowała się Bella. - Jak to?

- Powstały jakieś komplikacje, i teraz trzeba operować. Przyjeżdżają jacyś inni lekarze, jeżeli chcesz zobaczyć Rodziców przed operacją to musimy teraz jechać.

- Dobra, jedźmy.

Bella wraz z Carlosem szybko pojechali do szpitala. Przed zabiegiem porozmawiali jeszcze z Rodzicami, a potem czekali zniecierpliwienie na przebieg zdarzeń. Rozmowę rodzeństwa przerwał dzwonek telefonu Belli, zadzwonił do Niej jakiś nieznajomy numer..

- Słucham. - odebrała niepewnie.

- Dodzwoniłem się do Isabelli Pena? - zapytał mężczyzna w słuchawce.

- Tak, z a kim mam przyjemność? - zapytała.

- Mam na imię Lucas, ale nie wiem czy to takie istotne ponieważ dzwonię z sprawie Coltona Warrena.

- Dobrze. Ale o tutaj nie ma, wyjechał dzisiaj rano. - uśmiechnęła się do Carlosa.

- Tak, wiem. Dzwonie ze szpitala, Colton miał poważny wypadek.

- Co się stało?! - Bella podniosła głos.

- Coś się stało?  - zapytał stojący obok Carlos.

- Colton miał wypadek. - odsunęła telefon od twarzy.

- Chłopak został potrącony przez samochód, jest w poważnym stanie.. - opowiadał.

- Gdzie jesteście?! - zapytała.

- Aktualnie przebywa w San Francisco, podeślę zaraz adres.

- Dziękuję. - rozłączyła się. - Muszę jechać do Coltona. - dziewczyna miała łzy w oczach. - Wiem, tutaj są Rodzice ale na nie mogę zostawić go samego.. - głos zaczął jej drżeć, a po policzkach spływały łzy. - Nie mogę go zostawić! Muszę tam pojechać.

- Wiem, rozumiem nie będę Cię zatrzymywał.

- Pożycz mi kilka dolarów, muszę pojechać po samochód i do domu żeby się przebrać.

- Ok, proszę.

Bella wzięła pieniądze od brata. Pojechała do studia zabrała samochód i zaraz była w domu, przebrała się w nieco luźniejsze ciuchy zabrała dokumenty i pieniądze aby zaraz jechać do Coltona, bardzo zmartwiła się wypadkiem Coltona.

- Śpieszysz się gdzieś? - zapytała Scarlett siedząc i oglądając telewizję.

- Muszę jechać do San Francisco. - powiedziała w biegu.

- A coś się stało? - zapytała przejęta i wstała z kanapy.

- Colton miał poważny wypadek, jest w szpitalu muszę do Niego jechać. Nie mogę go tak zostawić.. - mówiła łamanym głosem.

- Ale, przecież wy ostatnio, rozmowa, wyjście z domu. Ej.. Nie rozumiem. - opadła na kanapę.

- Jak tylko wrócę, to od razu opowiem Ci wszystko. Teraz się śpieszę.. - rzekła.

- Ale jak tam pojedziesz, to zastanie Cie wieczór. - powiedziała.

- Masz rację. - spojrzała na koleżankę, i pobiegła jeszcze raz na górę. - To mi się przyda. - wyciągnęła z pod łóżka kopertę i wyciągnęła kilkaset dolarów. - Mogę jechać.

Bella wsiadła do samochodu, pojechała na najbliższą stację aby się zatankować i móc jechać dalej. Była bardzo zestresowana, jechała przed Siebie, ale w końcu uświadomiła Sobie, że musi wprowadzić dane do GPS a, żeby wiedzieć gdzie dokładnie ma pojechać.  Zatrzymała się na uboczu, i wstukała adres. Po kilkugodzinnej jeździe dojechała na miejsce. Wysiadając z samochodu, ogarnęły ją obawy, nie wiedziała czy na pewno dobrze robi, w końcu weszła do środka.

- Cześć. Jestem Lucas. - podszedł do Niej wysoki, chłopak z uśmiechem na ustach. - To ja zadzwoniłem na pogotowie, Colton jest moim kumplem, gramy w jednym filmie.

- Tak, cześć. Bella. Super, fajnie ale gdzie jest Colton?! - była lekko zdenerwowana.

- Leży na sali operacyjnej. Powiem, że jego stan jest ciężki, nikt nie został wpuszczony.

- Co się dzieję? Mów mi szybko! - znajomy głos rozległ się po korytarzu w szpitalu

- Pablo?! - Bella odwróciła się. - Co Ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.

- Bella! Moje Słońce kochane. Zaraz będzie tutaj Artur. Został reżyserem i Colton gra w jego filmie, a ja jestem wciąż asystentem.. I się zaręczyłem! - podskoczył z radości.

- Gratuluję! Strasznie się cieszę! - uściskała chłopaka.

- Pablo? - w korytarzu roznosił się głos Artura. - Pablo! - głos coraz bardziej się zbliżał. - No, w końcu Cię znalazłem. Co z Coltonem? - zapytał.

- Nie wiem, nie mam żadnych informacji.. - pokiwał głową. - Ale patrz kogo tutaj mamy!

- Nie wierze, Bella. Nie poznałem Cie, zmieniłaś się! - Artur przytulił Bellę. - Co tam u Was słychać? Jak twoja kariera? - zapytał.

- Nagrywam drugą płytę, bo miałam długi przestój. Mam na swoim koncie 2 filmy myślę, że to nie będzie koniec. Oprócz płyty chcę zacząć grę aktorską, i będę robiła też filmy. Kariera idzie do przodu. A skąd w ogóle się znacie z Coltonem? - zapytała.

- Ma się dużo znajomości. - uśmiechnął się.

- Przepraszam. - z sali wyszedł lekarz. - Pan przywiózł Pana Worrena? - zwrócił się do Lucasa.

- Tak. Co się dzieję z Coltonem? - zapytał.

- Powiem, że nie było łatwo. Jego stan jest ciężki, jest jeszcze w śpiączce ale myślę, że za około kilka godzin wybudzi się. Może rano, więc poproszę Państwa żebyście przyjechali jutro. Teraz Pacjent musi odpocząć. - powiedział i poszedł.

- Dziękujemy bardzo.

- No jeżeli nie możemy zostać, to musimy się zwijać.

- Bella masz gdzie nocować? - zapytał Artur.

- Znajdę jakiś hotel. - uśmiechnęła się pod nosem.

- Zapraszam do mnie! - powiedział Pablo. - I nie chcę słyszeć odmowy. - pogroził palcem dziewczynie.

- Dziękuję. - uśmiechnęła się.

- Dobra. Pablo, jutro podjadę do Ciebie. I przyjedziemy do szpitala.

- Przyjedziemy razem. - powiedziała Bella. - Nie rób Sobie kłopotu, ja się z Nim zabiorę.

- No jasne, ok. To do jutra! Cześć! - pożegnał się z przyjaciółmi.

Artur pojechał do domu, Bella i Pablo również wyszli i odwieźli Lucasa do domu. Potem pojechali zrobić małe zakupy. Gdy wrócili do domu, Pablo poznał Bellę ze swoim narzeczonym. Chłopak był bardzo miły, dużo ze Sobą rozmawiali. Dziewczyna opowiedziała historię związaną z Coltonem.

- Nie chcę wtrącać się w nie swoje sprawy, ale powinnaś dać mu szansę. - powiedział chłopak.

- A czy mówiłam, że podobny problem mam z Jamesem, On też mi się podoba, a sama nie wiem co już mam robić.

- Zrób to co podpowiada Ci serce. Porozmawiaj jeszcze jutro z Coltonem, musicie Sobie wszystko wyjaśnić.

- Też tak myślę. - pokiwała głową. - Pozwolicie, że położę się spać, jestem zmęczona i tyle wrażeń jak na jeden dzień.

- Oczywiście. - chłopaki się uśmiechnęli.

- Dobranoc. - powiedziała i poszła do pokoju.

Bella weszła usiadła na łóżku i zadzwoniła do Carlosa.

- Słucham. - powiedział odbierając telefon.

- Jak tam sytuacja z Rodzicami? - zapytała. - Już coś wiadomo.

-Właśnie miałem do Ciebie dzwonić, operacja się udała ale będzie potrzebna rehabilitacja dla Ojca.

- Dlaczego? - zdziwiła się.

- U Mamy jest wszystko w porządku, ale Ojciec będzie musiał popracować nad nogami.

- A jaki jest koszt całej rehabilitacji? - zapytała.

- Był rehabilitant i powiedział, że to będzie około 2-5 tysięcy. Uprzedzam Ciebie od razu, tak to dużo ale jakoś damy radę. Zbierzemy te pieniądze.

- Na razie nic nie rób beze mnie. - powiedziała. - Postaram się przyjechać jak najszybciej, jutro jeszcze zadzwonię.

- Ok, a jak się czuje Colton?

- Jego stan jest ciężki, ale więcej się dowiem jutro, będę do Was dzwoniła. Cześć.

Bella skończyła rozmowę i od razu położyła się spać, nie mogła zasnąć, bała się o zdrowie Coltona. Jego słowa ciągle krążyły jej po głowie. Nie umiała Sobie tego wszystkiego poukładać. Rano, również nie mogła spać, obudziła się o 7 pozwoliła zrobić Sobie kawę. Później przyszedł Pablo z Mattem. Zjedli śniadanie i zadzwonił Artur, żebyśmy przyjechali do szpitala.

- Możemy wejść do Coltona, ale nie wszyscy. Bella? - Artur zwrócił się do dziewczyny.

-Tak? - odpowiedziała.

- Chcesz wejść? - zapytał.

- Idźcie jako pierwsi ja wejdę na końcu, nie wiem co chcę przekazać jeszcze Coltonowi.

- Ok.

Bella układała Sobie w głowie to co chcę powiedzieć Coltonowi, była lekko zestresowana wizją tego co może zobaczyć na sali. Nie chciała powiedzieć czegoś czego by mogła potem żałować.

- Proszę możesz wejść. - powiedział lekarz, który przebywał w sali. - Ale ostrzegam, pacjent nie jest w pełni sił więc proszę uważać.

- Dziękuję.

Dziewczyna weszła do środka, z daleka widziała Coltona, od razu chciała wyjść, oddech zwolnił i sama poczuła ból jaki czuje chłopak. Ostrożnie podeszła do łóżka, gdy Colton ją zobaczył uśmiechnął się.

- Jak się czujesz? - zapytała, stojąc obok łóżka.

- O ile dobrze wyglądam, to tak się czuję. - zaśmiał się lekko, ale ból w klatce mu na to nie pozwalał.

- Wyglądasz jak zwykle świetnie. - uśmiechnęła się.

- Przyjechałaś aż z LA?

- Tak, jak tylko zadzwonił do mnie Twój znajomy to wiedziałam, że muszę przyjechać. - spojrzała na bezbronne ciało chłopaka. - Martwiłam się. I muszę coś Ci powiedzieć, czego nie powiedziałam Ci wtedy w tym miasteczku.. - wzięła głęboki oddech.

- Co takiego? - spojrzał swoimi niebieskimi oczami na Bellę. - Co takiego chcesz mi powiedzieć? - zapytał.

- Nie wiem, nie umiem. To jest trudne. - odwróciła wzrok.

Colton położył swoją dłoń na dłoni Belli, i znowu spojrzał na dziewczynę. Poczuła jak ciepło rozchodzi jej się po całym ciele. Uśmiechnęła się do chłopaka i westchnęła głośno.

- Kocham Cię. - powiedziała.

- Bardzo Cię lubię, ale ja nie mogę powiedzieć tego samego. Kocham Cię jak młodszą siostrę, ale na dłuższą metę nic by z tego nie było. W tedy w wesołym miasteczku to miał być wypad przyjaciół, nie sądziłem, że będziesz chciała coś więcej. Przepraszam, ale spotykam się z kimś. Znasz zapewne Emily Bett Rickards. To moja koleżanka z planu. Przepraszam.

- Rozumiem. - szybko zabrała swoją dłoń. - Bardzo chętnie poznam ją osobiście, uwielbiam Arrow`a. I jestem fanką tego serialu, więc mam nadzieję, że jeszcze będę mogła Cię w Nim zobaczyć.

- Mogłem Ci powiedzieć od razu.

- Nie, rozumiem. - odwróciła wzrok i otarła łzę. - Zawsze będziesz miał zaszczytne miejsce w moim sercu. - pochyliła się nad chłopakiem i pocałowała go w czoło.

- Jak tylko wyjdę ze szpitala, to na pewno się spotkamy. - powiedział.

- Jasne, cześć. - wstała, pomachała do chłopaka i wyszła.

- Coś się stało? - zapytał Artur.

- Nic, nic się nie stało. - powiedziała obojętnie.

Wszyscy zaczęli powoli kierować się w stronę wyjścia, i gdy już mieli wychodzić nagle do pokoju Coltona zaczęli wchodzić a raczej wbiegać lekarze. Zrobiło się głośno, Artur i Bella odwrócili się i szybko pobiegli w stronę sali.

- Co się dzieję?! - zapytał przerażony Artur.

- Pan Colton zaczął się dusić, i złapały go drgawki.

- Ale wyjdzie z tego? - pytała Bella. - Proszę powiedzieć, że tak.

- Nie wiemy. - kolejny lekarz zniknął za drzwiami, i szybko zasłonił żaluzje.

Po krótkotrwałym alarmie z pokoju, lekarze szybko zaczęli wychodzić. Colton był szybko przewożony na salę operacyjną. W głośnikach po kolei byli wzywani lekarze i pielęgniarki. Po dwugodzinnej operacji z sali zaczęli wychodzić lekarze.

- Możemy wejść? Co się stało? Jak się czuję Colton? - wszyscy naraz pytali o stan zdrowia chłopaka, w końcu wyszedł lekarz prowadzący.

- Co się stało?! - zapytali równocześnie Bella i Artur.

- Pacjent zaczął się dusić, nie mógł złapać oddechu a połamane żebra nie pomagały mu, na dodatek ciężki uraz głowy i kilka połamanych kości. Niestety, ale bardzo Nam przykro robiliśmy wszystko co w naszej mocy. - powiedział lekarz i odszedł.

- Co?! - Bella krzyknęła. - To niemożliwe, On nie może nie żyć. - szła za lekarzem. - Jest zbyt młody na śmierć, straciłam już Przyjaciółkę i nie mam zamiaru stracić Przyjaciela! Ma Pan tam wrócić!

- Przykro mi, ale zrobiłem wszystko co w mojej mocy.

- Ja chcę tam wejść.. - powiedziała stanowczo. - Chcę się z Nim pożegnać.

- Chłopak zaraz zostanie przewieziony do sali pożegnań, proszę o cierpliwość.

- Skurwiel.. - szepnęła i zatrzymała się.

Po kilku minutach mogli spokojnie pożegnać się z chłopakiem. Pablo miał wątpliwości, ale w końcu się przekonał i poszedł razem z Arturem. Bella ponownie chciała pożegnać się w samotności.

- Widzisz jaki ten świat jest przewrotny, jeszcze przed chwilą mogliśmy porozmawiać a teraz ja sama mówię. Już mi Ciebie brakuję, ale wiem, że tam na górze będziesz miał doborowe towarzystwo, zapewniam Cie. Trudno mi to przyjąć do wiadomości, że nie będę mogła poznać Emily. Pamiętaj, że zawsze będziesz kimś ważnym dla mnie. Kocham Cię. - Bella złożyła pocałunek na ustach Coltona, to był ostatni pocałunek.

Dziewczyna wyszła i wróciła do chłopaków. Pożegnała się z Arturem i Pablo, a potem postanowiła wrócić do Los Angeles. Po długiej jeździe do domu, od razu zaszyła się w swoim pokoju, ale nie było jej to dane ponieważ zaraz przyjaciele od razu ją odwiedzili.

- Dlaczego się nie przywitałaś? - zapytała Scarlett.

- Przepraszam, ale zapomniałam.

- Co się stało? - zapytał Schmidt.

- Spotkałam Artura i Pablo, teraz tam kręcą filmy.. - powiedziała, zmieniając temat.

- Jak im się powodzi? - zapytał Logan.

- Bardzo dobrze, naprawdę świetnie. - uśmiechnęła się sztucznie.

- Musimy wybrać się kiedyś, na ich jakiś film. - zastanowił się Carlos.

- No raczej, to musi być coś fajnego. - zachęcił się James.

- Z pomysłami Artura i zapałem Pablo, filmy będą świetne! - włączył się Schmidt i dyskusja się rozpoczęła.

- Colton.. Nie żyje. - przerwała Bella.

- Co?! - chłopaki nagle zamilkli.

- Tak, jego stan był ciężki, nie dało się nic zrobić.. - powiedziała. - Jeżeli będzie pogrzeb, to ja lecę. - postanowiła. - Nie zatrzymacie mnie, ja tam muszę być. - powiedziała.

- Polecimy z Tobą. - powiedział Carlos a reszta przytaknęła.

Tak w prezencie, rozdział ekstra :) . Dziękuję tym co ze mną jeszcze są.. Nowy blog, powoli powstaje. Mam nadzieję, że zyskam nowych czytelników. Postanawiam również pisać bloga na http://samequizy.pl/ . Takie fantastyczne opowiadanie ;) . Do końca zostało kilka rozdziałów..

1 komentarz:

  1. Coś za łatwo poszło z Martinem... Nie wiem, co mi tam właściwie nie gra, ale... no za szybko. Żadnych pytań, nic? Z drugiej strony, ciekawe, co to za lekarze. Jacyś specjaliści? I dlaczego tak nagle? Zwykle takie coś wymaga czekania, a grafiki dobrych chirurgów nie są elastyczne.
    Więc Coltona potrącił samochód? Nawet nie pamiętałam, że on ma na nazwisko „Warren”, no dobra, nie istotne. No ale jak? Nie za dużo tych wypadków naraz? Nagle każdy anioł stróż zaczął się opierdzielać? Rety, do roboty, a nie się ślajacie gdzieś po zaświatach.
    Do Coltona jedzie, ale rodziców oleje? Kurde, nie lubię typa, ale rodzice jednak powinni być trochę wyżej w tej hierarchii.
    Zgodzę się ze Scarlett. Ja też nic z tego nie rozumiem, ale dobra, brniemy dalej. Po cichu trzymałam kciuki, żeby z nią pojechała i trochę jej przypilnowała, ale widzę, że marne nadzieje.
    O płycie im gada? Matko, myślałam, że ich zbyje i nie da im spokoju, dopóki nie dowie się czegoś konkretnego. Jest w śpiączce, czy nie przytomny? Wiem, czepiam się. Za dużo ER.
    Gdybyś wiedziała, jakiej piosenki teraz słucham...
    I co, da mu tę szansę? Bo domyślałam, że bez powodu tego dialogu sobie nie napisałaś.
    Kurde, właśnie odkryłam sobie strupa we włosach. Kiedy to sobie rozcięłam?
    To z Rodzicami będzie wszystko w porządku. No wspaniale! Jedno dobre, że po kolejnym problemie. Jeszcze tylko problem z Coltonem i do przodu. O ile on nadal będzie Bellę chciał. Bo jeżeli nie, to technicznie rzecz ujmując, problem praktycznie sam się rozwiąże.
    Wiem, że to przez tę piosenkę, ale chyba zacznę mówić na Carlosa „Strażnik Teksasu”.
    Gramy na czas, co? Ta, ja już znam te numery z układanie kwestii.
    Ciśnie mi się na klawiaturę: A nie mówiłam! To teraz leżymy lodami złamane serduszko i hakuna matata! „Co ma być, to będzie, a jak już będzie, to jakoś sobie damy z tym radę.” Jak ja uwielbiam Hagrida! A po tym zdaniu uwielbiam go jeszcze bardziej.
    To on teraz umiera? „Sala pożegnań” brzmi tak... pogrzebowo.
    Ta... Ty to potrafisz rozwiązać problem raz na zawsze.
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń