niedziela, 23 kwietnia 2017

Part 91.

Bella czuła pustkę ale nie aż tak wielką jak w przypadku Belli, wiedziała, że kogoś straciła ale mimo to żyła dalej. Chłopak nadal będzie zajmował jakąś część w jej życiu. Z rozmyśleń, wyrwał Bellę dźwięk e-maila, była to wiadomość o pogrzebie Coltona. Miał odbyć się za 2 dni, od razu zabukowałaś bilety na lot. Wiedziałaś, że przyjaciele pojadą z Tobą, nie musiałaś się o to nawet pytać.

- Bells. - do pokoju wszedł Carlos. - Chciałaś żebym pojechał z Tobą, do rehabilitanta. Masz chwilę? - zapytał.

- Tak, jasne. Daj mi się tylko ogarnąć i za 5 minut spotkamy się na dole.

- Ok.

Bella szybko się przebrała w inne ciuchy, poszperała trochę w pudełku wyciągnęła dużą brązową kopertę, schowała ją do torebki i zeszła na dół.

- Jestem już gotowa, możemy jechać.

- Ok.

- Znasz adres?

- Tak. - Carlos pokiwał głową. - Możemy ruszać.

Niczym się obejrzeli a już zaraz byli prawie na miejscu, wyglądało to jak duży szpital, lecz w środku był znacznie przytulniejszy. Większość osób tam zgromadzonych mogła opisać to jako sanatorium albo wyjątkowo dobre spa. Carlos podszedł do recepcji i od razu zapytał się o znajomego rehabilitanta. Recepcjonistka, wskazała drogę rodzeństwo od razu poszło do wskazanego miejsca. Chłopak rozpoznał danego mężczyznę, po krótkiej rozmowie doszli do porozumienia.

- Rehabilitacja dla Ojca i potem krótki pobyt w sanatorium. A co z Matką? - zapytał.

- Dla Mamy? - zadumał Carlos.

- Dla Mamy pobyt w sanatorium, na czas leczenia Ojca. - powiedziała Bella.

- Dobrze. - odpowiedział niepewnie Mężczyzna. - Proszę bardzo udać się za mną do gabinetu, ustalę ile to będzie kosztowało.

- Dobrze. - rodzeństwo odpowiedziało jednogłośnie.

Po krótkiej chwili z pokoju wyszedł Rehabilitant.

- Rehabilitacja Ojca wyniesie oczywiście z pobytem w sanatorium 5 tysięcy. Jeżeli Państwo chcą aby Mama także przebywała podczas rehabilitacji tutaj to ten koszt będzie taki sam. - powiedział.

- Dobrze. Ale proszę zagwarantować Rodzicom jak najlepsze warunki. - powiedziała Bella.

- Oczywiście. - pokiwał głową.

- Wszystko płacę z góry, i nie chcę słuchać jakichkolwiek narzekań ze strony Rodziców. - pogroziła. - Więc proszę aby ta opieka była najlepsza. - wstała i podziękowała. - Rozumiemy się? - zapytała ponownie.

- Tak. - kiwnął głową mężczyzna. - Jeżeli chcę Pani uiścić wpłatę, to zapraszam do pokoju numer 20 tam obsłuży Panią nasza księgowa.

- Dziękuję. - odpowiedzieli i wyszli.

- Skąd masz pieniądze? - zapytał Carlos.

- Myślisz, że te seriale, płyty i cała reszta została wydana? - zaśmiała się. - Słońce, Ty nie wiesz jeszcze wielu rzeczy o mnie. - mrugnęła do brata. - Za dwa dni lecimy na pogrzeb.

- Jasne.

Na pogrzebie chłopaka zjawiło się dużo osób, można było zauważyć sporą część aktorów a także obsadę Arrowa. Bella wiedziała, że nie pozna już nikogo z obsady, a zdjęcie na pamiątkę w takiej chwili może być oznaką braku szacunku. Czułaś, że chcesz poznać ich wszystkich osobiście. Rodziców Coltona poznałaś od razu, więc dobrze by było się z Nimi przywitać. Bella opuściła Przyjaciół i poszła porozmawiać z Rodzicami chłopaka. Rozmowa polegała na wspominaniu Coltona, gdy tak z Nimi stała czuła się obserwowana.. Więc postanowiła pożegnać się za wczas i wrócić do Przyjaciół.

- Czy coś ze mną jest nie tak? - zapytała.

- Nie, dlaczego?

- No nie wiem, czułam na Sobie wzrok żałobników. - szepnęła. - Może coś ze mną nie tak?

- Nie, wszystko jest w porządku.

Po krótkiej rozmowie, cała ceremonia się zaczęła. Bella miała wielką ochotę powiedzieć kilka słów, ale nie mogła się powstrzymała się. Chwyciła za ramię Jamesa, który stał najbliżej Niej. Poczuła się bezpiecznie. Chłopak spojrzał na dziewczynę, a w jego oczach można było ujrzeć uśmiech.

- Isabella. - Mama Coltona, zwróciła się do dziewczyny. - Zapraszamy do Siebie. - powiedziała.

- Nie dziękuję, nie będziemy robić kłopotów. Mamy już zarezerwowany hotelik, ale bardzo dziękujmy za nocleg. - uścisnęła dłoń kobiety. - Proszę się trzymać. Jeżeli będą czegoś Państwo potrzebowali, proszę dzwonić. Jak tylko będę mogła pomóc, to oczywiście to zrobię.

- Nawet nie wiesz, jak Nam jest przykro, że Ty i Colton nie związaliście się. - powiedział Ojciec chłopaka.

- Mi też, proszę mi uwierzyć, że mi też. - westchnęła. - Mój numer Państwo mają, więc proszę. - pożegnała się i odeszła.

Atmosfera w domu nie była taka jak po śmierci Alice, ale o Coltonie także wszyscy pamiętali. W pracy Bella dawała z Siebie wszystko. W końcu nadszedł upragniony weekend. Tego dnia Kendall i Dustin byli bardzo przejęci, już od rana chcieli powiadomić wszystkich o ich związku. Rozmawiali o tym w pokoju, gdy słyszeli, jak ktoś przechodzi natychmiast zmieniali temat, ale tym razem się nie udało. Pena usłyszała już wcześniej jak chłopaki o czymś dyskutują, oraz słyszała ich namiętne wyznania o późnych porach..

- No co tam, wyjawiacie dzisiaj swoją tajemnicę? - uniosła brew do góry.

- Jaką tajemnicę? - zdziwił się Dustin.

- Wiem, że jesteście razem. I życzę Wam szczęścia! - dziewczyna mrugnęła do chłopaków i zeszła na dół. - Może zrobimy Sobie dzisiaj taki wymarzony weekend, wiecie. Kominek, ciepły koc i wino? - uśmiechnęła się i usiadła na rogu łóżka.

- Ja jestem za! - podniosła rękę Scarlett.

- Może takie lekkie odmóżdżenie byłoby dobre. - zastanowił się Logan.

- No zgódźcie się, pojadę do sklepu kupię jakieś dobre wino, posiedzimy i porozmawiamy. - James, pojedziesz ze mną? - zapytała chłopaka.

- Ja? - zdziwił się.

- A jest tutaj jakiś inny James? - zachichotała. - A poza tym, to ktoś będzie musiał nosić te siatki z zakupami. Skoczę tylko po torebkę i możemy jechać.

- Ok.

Bella z Jamesem pojechali do sklepu a w domu. Kendall i Dustin przygotowywali się do jakże ważnej rozmowy w ich życiu. Chłopaki zeszli na dół, usiedli na kanapie i wszyscy rozmawiali. Carlos rozpalił w kominku żeby było naprawdę miło fakt, faktem na dworze było jeszcze ciepło ale żeby było miło potrzebna była odpowiednia atmosfera. James chciał zacząć rozmowę, aby przypomnieć Belli jak zbliżyła się do Niego podczas pogrzebu, lecz dziewczyna nie dawała mu żadnej szansy.

- Wróciliśmy. - Bella weszła do domu z Jamesem.

- Dobra, to weźcie kieliszki i możemy siadać. - powiedział Maslow.

- Ok, już się robi. - powiedział Kendall.

Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca i każdy miał lampkę z winem, nikt nie zaczynał rozmowy.

- Nie mogłam Sobie odmówić i musiałam kupić ptasie mleczko, naszła mnie wielka ochota na coś słodkiego. - zaśmiała się Bella.

- Może jesteś w ciąży? - zaśmiał się Dustin.

- Słodki jesteś, ale nie. Nie mogę mieć dzieci.. - powiedziała i jednym łykiem opróżniła kieliszek.

- Przepraszam. - posmutniał.

- Nic się nie stało. - powiedziała.

- Ale jak to się stało? - zapytała Scarlett.

- Robiłam kiedyś badania, od dłuższego czasu nie miałam okresu.. Trwało to jakoś 3 miesiące, zrobiłam odpowiednie badania a potem się okazało, że okres u mnie nie występuje Także, dzieci nie mogę mieć. - odpowiedziała krótko.

- To przykre. - posmutniała Scarlett.

- Da się z tym żyć, chociaż czasami mam takie wrażenie, że okres mogę mieć ale to tylko wrażenie. Jak masz objawy przed miesiączką to ja też takie posiadam, ale wtedy czuję jakbym miała zaraz zejść.. Ale nie mówmy teraz o tym. - roześmiała się. - Porozmawiajmy o czymś innym. - spojrzała w stronę Kendalla.

- Chciałem Wam coś powiedzieć. - Blondyn głośno westchnął.

- Co takiego? - wszyscy spojrzeli na chłopaka.

- Dustin i Ja.. - zatrzymał się na moment. - Dustin i Ja, napisaliśmy wspólnie piosenkę, i jest dobra. Może wiecie nagramy z Nim jakąś piosenkę?

- To świetny pomysł, naprawdę dobry. Martin musi ją poznać.

- Ok.

Godzina po godzinie i większość powoli się wykruszała, Carlos uważnie przyglądał się Belli, wiedział dobrze, że jak wypije jeszcze więcej to nie będzie to nic miłego.

- Może już powinnaś iść spać? - zapytał Carlos.

- Może idź, masz rację. Idź spać. - odpowiedziała.

- Ale mi chodziło, żebyś Ty się położyła.

- Nie chcę jeszcze iść spać. Proszę, pozwól mi zostać i posiedzieć.

- Jasne.

Bella wzięła butelkę wina, koc i wyszła posiedzieć na tarasie. Napełniła lampkę i oglądała gwiazdy. Wiedziała, że jest sama.

- Alice. Teraz będziesz miała doborowe towarzystwo, Colton był świetnym chłopakiem, na pewno Ci opowie jak wszyscy za Tobą tęsknimy a Logan najbardziej. Chłopak nie widział świata poza Tobą, a Twój pierścionek zaręczynowy oddał Mamie.. Lecz Ona dała go mi, nie chciałam go ale jej oczy, gdybyś widziała oczy Twojej Matki. Były przepełnione smutkiem, żalem i wielkim bólem. Ona chciała Ci pomóc, teraz tak tęskni. Colton. Wiesz, że ja traktowałam Ciebie jak prawdziwego przyjaciela, ale czasami czułam coś więcej. Po naszym pobycie w wesołym miasteczku myślałam, że między Nami wyjdzie coś więcej.. Ale się przeliczyłam. No cóż, lecz to co chciałam ważnego Ci powiedzieć już wiedziałeś. Zawsze będziecie zajmowali ważne miejsce w moim sercu, Kocham Was i to się nie zmieni. Alice, miej w opiece Logana i od czasu podeślij do mnie jakiegoś fajnego faceta. Colton, nie pozwól aby Emily o Tobie zapomniała. Ona jest jeszcze wciąż w Tobie zakochana. Liczę na to, że będziecie mnie wspierać.

- Kto ma Cię wspierać? - na dwór wyszedł James.

- Mnie? - zapytała. - Mnie nikt nie musi wspierać, sama daję Sobie radę. Jestem silna!

- Wypiłaś za dużo. - Maslow próbował zabrać dziewczynie butelkę.

- Zostaw! - warknęła w stronę chłopaka, przechyliła butelkę i wpiła całość. - Ja nie chcę żebyś zabierał mi to co kocham!

- Uspokój się, nie jesteś Sobą.

- Jestem Sobą! Nie wmawiaj mi innych rzeczy, ja chcę tylko poprawić Sobie humor. Ja chcę żeby Alice wróciła, i Colton. Nie umiem Sobie bez Nich poradzić. Nie umiem poradzić Sobie bez Brown! Ona zawsze potrafiła mi pomóc, doradzić. A Worren? Worren.. Był świetnym Przyjacielem, potrafił mnie rozśmieszyć i mogłam na Niego liczyć w każdej sprawie. A teraz ich zabrakło, nie umiem Sobie poradzić. Kocham ich, i chcę żeby do mnie wrócili. Oni odeszli za wcześnie. - Bella skończyła.

- Wiem, że bardzo Ci ich brakuje, ale nie możemy nic zrobić. Przykro mi.

- Zrób coś dla mnie. - powiedziała ze łzami w oczach.

- Zrobię wszystko co w mojej mocy. - powiedział.

- Prześpij się ze mną, proszę. Zrób to ze mną. - położyła swoje dłonie na jego klatce piersiowej.

- Nie, nie mogę. - pokiwał głową. - Nie zrobię tego, jeżeli jesteś w takim stanie i tylko dlatego, że masz doła. Przepraszam. - odsunął się od dziewczyny i wyszedł.

- James.. - szepnęła. - Ja nie chciałam. - usiadła na fotelu i wyciągnęła butelkę wódki. - Alice, Colton wasze zdrowie! - podniosła do góry i wypiła część. - Dustin, Kendall oby Wam się dobrze razem żyło! - każdy toast był zaplanowany dla kogoś innego.

Gdy wódka się skończyła Bella chwiejnym krokiem weszła powoli do domu, schody wydawały się niebezpiecznie strome, lecz to nie przeszkadzało w dalszej drodze. Powolnym lecz chwiejnym krokiem Pena weszła do pokoju, położyła się na łóżku i zasnęła.. Dziewczyna wstała z łóżka, zeszła na dół, lecz nikogo tam nie zastała w kuchni było słychać kilka głosów.

- No cześć, jak się spało? - zapytał uśmiechnięty James.

- Dobrze. - odpowiedziała, kiwając głową.

- Może kawy? - zapytał Dustin stojąc z dzbankiem w ręku.

- Dziękuję.

- Cześć Kochanie. - do kuchni wszedł Kendall, który przywitał się z Dustinem buziakiem w policzek.

- Musimy dzisiaj, koniecznie pojechać do tamtej kobiety, żeby móc ustalić cenę i całe menu naszego wesela. - powiedział wchodzący do kuchni Carlos.

- Tak wiem, możemy jechać zaraz po śniadaniu. - uśmiechnęła się Carlos.

- Co Wy wszyscy tacy uśmiechnięci? - zapytała zdziwiona Bella.

- Przecież jest piękny dzień. - odpowiedział Dustin, przytulając Kendalla.

- A Wy już wszystkim powiedzieliście, że jesteście razem?

- Jak wszystkim? - zdziwił się Kendall.

- No wczoraj, miałeś powiedzieć, ale w końcu nic z Siebie nie wydusiłeś.

- Przecież wszyscy wiedzą, że są razem.

- Niemożliwe.. - pokiwała głową Bella.

- Skarbie Ty zawsze masz rację, ale nie tym razem. - w oddali było słychać głos Logana.

- No dobrze. - odpowiedział znajomy głos.

- Co Ty tutaj robisz?! - Bella wytrzeszczyła oczy, widząc znajomą sylwetkę.

- Mam zamiar zjeść śniadanie.. - powiedziała Brown, siadając do stołu.

- Ale jak? - zdziwiła się. - Przecież Ty nie żyjesz. - odpowiedziała.

- Kochana, coś Ci się musiało przyśnić, ja żyję i na razie nie mam zamiaru umierać. Ale przecież byłaś chora, no i Twoja ciążą.. - odwróciła głowę, słysząc jak ktoś wchodzi do domu.

- Julia, właśnie śpi. - odpowiedział znajomy głos. - Grzeczny Aniołek. - do domu z wózkiem wszedł Colton w towarzystwie Emily.

- Ty żyjesz! - podbiegła do przyjaciela, przytulając go.

- Odsuń się ode mnie! - chłopak odsunął od Siebie dziewczynę.

- Co Ty robisz? - zapytała.

- Nie zbliżaj się do mnie. - posłał jej złowrogie spojrzenie.

- Colton.. - broda zaczęła jej drżeć. - Co się z Tobą stało? - oczy jej się zaszkliły.

- No chodź wariatko! - uśmiechnął się, i uściskał Przyjaciółkę. - Przecież żartowałem, chciałem przećwiczyć swoją rolę.

- Sama obiecałaś Coltonowi, że mu pomożesz. - uśmiechnęła się Emily.

- Serio? - zdziwiła się.

- Chyba za dużo wypiłaś.. - zaśmiał się Carlos.

- Wypiłam trochę, ale przecież wczoraj rozmawiałam z Jamesem i Was nie było, byłam na tarasie. A Colton miał wypadek, i nie przeżył przecież byłam na Twoim pogrzebie, Alice a Ty byłaś chora i zmarłaś.. Nie miałaś dziecka. - mówiła ciągiem Bella. - Co się tutaj dzieję? - zdziwiła się.

- To Twój sen, sama chciałaś, sama mówiłaś, że Ci Nas brakuje, a teraz nie możemy porozmawiać. To tylko Twoja wyobraźnia, tutaj możemy spotykać się codziennie, codziennie, codziennie...

Dziewczyna obudziła się w nocy, spojrzała na zegarek wskazywał chwilę minut po drugiej jako, że już wstała zeszła na dół aby napić się wody. Poczuła zimny wiatr, zauważyła otwarte drzwi na taras zamknęła je.

- Cześć. - zza mroku powoli wyłonił się James.

- Boże! - dziewczyna podskoczyła i upuściła szklankę, która się rozbiła.

- Przepraszam, nie chciałem. - powiedział i szybko zapalił światło aby pomóc posprzątać dziewczynie.

- Nic nie szkodzi, to ja jestem niezdarą. - zaśmiała się i spojrzała na umięśniony brzuch chłopaka, przy czym chwyciła całą dłonią większą część szklanki i mocno ją ścisnęła.

- Uważaj.. - powiedział James. - Poczekaj, zaraz to posprzątam, i usuniemy to szkło.

James pozamiatał szkło, potem obejrzał dłoń Belli, a później odprowadził ją jeszcze do pokoju. Dziewczyna chciała jeszcze spędzić trochę czasu z Jamesem, ale nie było jej to dane ponieważ chłopak był zmęczony i szybko poszedł do pokoju.

1 komentarz:

  1. Bella jest... dziwna. Wydawała mi się taka oschła i stanowcza, kiedy ogarniała z Carlosem ten ośrodek dla rodziców. Może śmierć Coltona dotknęła ją bardziej, niż myślałam... Nie wiem. Po prostu zastanawiam się, czy naprawdę mam powody, żeby jej nie poznawać. Już, kiedy piła, wydawała się bardziej znośna.
    Ja się zgadzam. Coś z nią jest nie tak.
    Kendall i Dustin chcą się ujawnić? Super!
    Jeśli rozumieją termin „odmóżdżenie”, tak samo jak ja, to chyba nie pora.
    No, może trochę inaczej, ale cel jest właściwie ten sam.
    Kiedy wydawało się, że jest tak blisko... Stchórzyli! Tak właściwie to Kendall stchórzył, ale wiadomo o co chodzi. No wiesz? Myślałam, że już to załatwisz, ale nie! Trzeba grać na czas!
    Bella znowu za dużo pije? Gdyby nie jej wcześniejsze problemy, pewnie reszta by się tym tak nie przejęła. Fakt pozostaje faktem, że Colton był dla niej ważny i jakoś musi odreagować, co rodzi kolejne pytanie, czy to nie poprowadzi do powrotu do uzależnienia.
    Dobra, gdyby nie była pijana, powiedziałabym, że ten monolog do gwiazd byłby nawet słodki. Pewnie sobie teraz pomyślisz: „A co to zmienia?”. Ale wierz mi. Zmienia i to wiele.
    Dwóch facetów mówi jej, że wypiła za dużo. To już o czymś świadczy.
    Okey... Dlaczego to mi brzmi jak mowa przyszłego samobójcy?
    No dobra, to było przegięcie. Jedno jest pewne. Ona jest pijana, może tego nie zapamiętać. Z kolei James jest trzeźwy i na pewno będzie o tym pamiętał. Tak, Bella oficjalnie ma przechlapane po całości. Ta jedna propozycja może zmienić wszystko.
    Może wiedzą, ale nie oficjalnie.
    Dobra... To było dziwne.
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń