piątek, 28 kwietnia 2017

Part 92.

- Carlos, może to w końcu pora abym poznała Twoich Rodziców? - zapytała Scarlett.

- Jasne, możemy jechać nawet dzisiaj.

- Naprawdę? - uśmiechnęła się. - Super, tylko muszę wybrać coś odpowiedniego, żeby dobrze wyglądać.

- Jedziemy tylko do szpitala, ale wiedz, że zawsze i we wszystkim dobrze wyglądasz. - pocieszył ją chłopak. - Chociaż możemy pojechać też jutro, gdy będą już w sanatorium.

- Wolałabym dzisiaj, bo na jutro zaplanowałam wizytę u moich Rodziców.

- Co?! - Latynos otworzył usta ze zdziwienia.

- No a myślałeś, że poznamy ich na ślubie? - zachichotała.

- No nie, ale nie myślałem, że to tak szybko nadejdzie.

- Ja poznaję Twoich Rodziców a Ty moich. - pocałowała go w usta.

- Ok.

Carlos, bał się wizyty u przyszłych Teściów, nie widział takiego stresu u Scarlett, lecz czuł, że i Ona odczuwa trochę strachu. Carlos wyszedł z pokoju i poszedł do Jamesa, wiedział, że u Przyjaciela może zawsze zaczerpnąć rady.

- Przeszkadzam? - zapytał wchodząc do Maslowa.

- Nie, siadaj. - wskazał Carlosowi miejsce. - Co jest? - zapytał.

- Jadę jutro poznać Rodziców Scarlett.. Jakoś nie wiem jak mam się przygotować, do tego zdarzenia. Lekko się stresuję. - odpowiedział.

- Wiem co czujesz, chociaż może nie. W sumie mógłbym powiedzieć, że wiem ale nie wiem.

- O co Ci chodzi? - Carlos zmarszczył brwi.

- Chciałem Ci powiedzieć, że sam się stresowałem jak poznałem Twoich Rodziców, ale przecież to było w szkole więc nie było żadnego stresu.

- No tak, więc co mam zrobić?

- Idź do Logana, On przecież musiał poznać Rodziców Alice, więc powinien Ci pomóc.

- Może masz rację, odwiedzę Logana.. - Carlos wstał i poszedł do Przyjaciela. - Cześć, mogę wejść? - zapukał.

- Cóż Cię sprowadza, w moje skromne progi. - zaśmiał się i obrócił w fotelu.

- Możesz mi pomóc? - zapytał.

- No dobra, zrobię co w mojej mocy. Co tam?

- Możesz mi powiedzieć, jak to było z Tobą, jak poznałeś Rodziców Alice?

- Poznajesz Rodziców Scarlett?

- Tak. - westchnął i usiadł.

- Jeżeli to będzie jakiś uroczysty obiad to możesz kupić dobre wino dla przyszłego Teścia a dla Teściowej bukiet kwiatów albo jakąś dobrą czekoladę. - uśmiechnął się.

- To taka podstawa.. - skrzywił się.

- Bądź Sobą, i powitaj ich szerokim uśmiechem.

- oo.. Kochanie tutaj jesteś. - do środka weszła Scarlett. - Przepraszam, że tak bez pukania Loggie, ale chciałam przekazać Carlosowi, że Rodzice przyjadą do Nas jutro na obiad.

- Co?! - Carlos podniósł się z łóżka. - Jak jutro? - przełknął ślinę.

- No jutro. Wiem, że późno o tym mówię.. - podrapała się w głowę. - Ale już ustaliłam z resztą, że nie będzie ich w domu. I chciałam Cię Logan poprosić o to samo. - uśmiechnęła się szeroko.

- Jasne, nie ma sprawy. Jakoś Sobie poradzę. - pokiwał głową.

- To świetnie, dziękuję. Kochanie, może po powrocie od Twoich Rodziców skoczymy do sklepu po jakieś zakupy na obiad? - zapytała.

- Jasne, ok. Możemy jechać. - pokiwał głową.

Scarlett i Carlos pojechali na zakupy aby zawieźć coś Rodzicom. Dziewczyna nie wiedziała czego może się spodziewać, codziennie można było zobaczyć ją z uśmiechem na twarzy, ale gdy zbliżali się do Rodziców lekko się zestresowała.

- Carlos. - chwyciła chłopaka za ramię. - Myślisz, że Twoi Rodzice mnie polubią?

- Jeżeli moja siostra Cię polubiła.. To uwierz mi, że Rodzice Cię pokochają.

- Dlaczego Bella miałaby mnie nie polubić? - zmarszczyła brwi.

- Moje niektóre związki, nie były idealne..

- Dlaczego?

- Możemy o tym porozmawiać w domu? - zapytał, zamykając samochód. - Chodźmy do Rodziców.

- Jasne! - wzięła głęboki oddech, i weszli do środka.

Carlos przedstawił Scarlett Rodzicom, dziewczyna nie była przygotowana na taki wodospad pytań, już sama powoli gubiła się w odpowiedziach. Ale Carlos wielki Rycerz zahamował Rodziców, i w końcu mogli opowiedzieć o swoich planach. Chcieli pobrać się jeszcze w tym roku, planowali ślub za jakieś 2-3 miesiące. Wiedzieli, że Rodzice będą też mogli już być w tej ważnej dla Nich uroczystości, wszystkim rozmawiało się dobrze, ale młodzież musiała jechać do domu i zrobić zakupy na następny dzień. Pożegnali się z Rodzicami i wyszli.

- Twoi Rodzice są bardzo mili, strasznie fajni. Twoja Mama, jest naprawdę ładną kobietą, a Twój Tata to świetny facet! - zachwycała się Scarlett.

- Tak, wiem. Cieszę się, że Oni są moimi Rodzicami. Chociaż wiem, że Rodziców się nie wybiera ale mi trafili się naprawdę świetni.

- Może poza tematem Rodziców, powiesz mi coś więcej na temat Twoich związków?

- Jakich związków?

- Miałeś mi opowiedzieć coś o Twoich związkach..

- Tak, przepraszam. Zapomniałem. - wsiedli do samochodu. - Byłem z taką jedną, miała na imię Jade i Bella totalnie jej nie znosiła.. Była również Kate jej przyjaciółka i One razem próbowały, wmieszać mnie i Kendalla w narkotyki.

- W narkotyki? - zdziwiła się. - Jedź, zielone. - spojrzała na sygnalizator.

- Tak, trudno w to uwierzyć ale po prostu byliśmy naiwni. One chciały się wybić, pokazać i w ogóle. A my byliśmy zaślepieni, sam myślałem, że może coś z tego wyjdzie ale od tamtego czasu jestem sam.

- Teraz na pewno nic już do Niej nie czujesz?

- Kochanie, mam teraz Ciebie jesteś najważniejszą osobą w moim życiu! Jesteśmy zaręczeni, niedługo planujemy ślub. Czego chcieć więcej? - zaparkował obok marketu.

- Kocham Cię! - pocałowała Carlosa. - Może kupimy coś dobrego na wieczór?

- Ok! Ja zawsze chętnie! - uśmiechnął się i poszli na zakupy.

Zaraz po zakupach wrócili do domu, Scarlett została przepytana jak się czuję po spotkaniu z Teściami.

- Wasi Rodzice są genialni! Ale osobno są również świetni, naprawdę. - dziewczyna wychwalała ich do samego nieba.

- No było świetnie. - odpowiedział Carlos. - Poznałaś moich Rodziców, więc teraz ja muszę poznać Twoich, ale lekko się obawiam.

- Dlaczego? - zapytała.

- No nie wiem, boje się, że mogą mnie nie polubić. Bo wiesz tutaj zespół, tu gwiazda muzyki a wiesz..

- Nie, nie wiem. Dlaczego się boisz?

- No kurczę, mogłabyś mieć każdego Faceta, a wybrałaś mnie? - zapytał.

- Tak, wybrałam Ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem. - Nie marudź więcej, chodź lepiej na górę.. - puściła mu oczko.

Carlos posłusznie poszedł za Scarlett, gdy byli już w pokoju od razu zaczęli się zachłannie całować, lecz nie było im to dane długo gdyż Scarlett, poczuła się źle i wybiegła do łazienki.

- Mam nie świeży oddech?! - zapytał sam Siebie. - Scarlett. - zapukał do drzwi łazienki. - Co się dzieję? - zapytał.

- Nic, takiego. - odpowiedziała. - To tylko stres. - odpowiedziała. - Umyję zęby i wracam do Ciebie.

Scarlett umyła zęby, tak jak mówiła lecz gdy miała wychodzić z łazienki poczuła, że znowu musi do Niej wrócić.. Nie czuła się tego dnia dobrze.

- Carlos, przepraszam. - wyszła z łazienki totalnie zmarnowana.

- Co się dzieję? - zapytał z troską w głosie.

- Może się stresuję, jutrzejszym obiadem z Rodzicami.. - powiedziała.

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Skoczę zrobić Sobie herbatę i położę się spać.

- Zostań w łóżku, a ja sam zrobię Ci herbatę. - Pena pocałował Scarlett w czoło i zszedł na dół.

Carlos czekał na gotującą się wodę i usłyszał na tarasie głos Belli, wyjrzał zza rogu i zobaczył jak dziewczyna znowu pije. Chciał do Niej podejść, ale zaczęła mówić do Siebie, słyszał jak rozmawia z Alice i Coltonem. Potem zadzwonił jej telefon, więc szybko się wycofał i poszedł na górę do Scarlett. Dziewczyna już smacznie spała, Carlos pogłaskał ją po głowie i położył się spać. Rano nie było jej na łóżku, od rana zaczęła gotować.

- Bells, mogę Cię o coś poprosić? - zapytała Blondynki.

- Tak, jasne. - kiwnęła głową. - Co jest?

- Mogłabyś skoczyć do apteki, po test ciążowy. - szepnęła.

- Jesteś..! - krzyknęła.

- Cicho! - spiorunowała ją wzrokiem. - Nie wiem, ale okres mi się spóźnia i ostatnio źle się czuję.

- No dobra.

- Coś się stało? - na dół zszedł Carlos. - Słyszałem krzyki..

- Bella miała jakiś ważny telefon.. Nie ważne. Pomożesz mi? - zapytała.

- Muszę posprzątać pokój. - zaśmiał się.

Scarlett martwiła się o dzisiejsze spotkanie z Rodzicami, już po chwili Bella była w domu. Wbiegła do kuchni nie zważając na to, na kogo wpadła.

- Proszę. - podała dyskretnie koleżance test.

- Chodź ze mną. - szepnęła. - Boje się. - odpowiedziała zamykając drzwi łazienki.

Bella czekała cierpliwie koło drzwi łazienki.. Gdy Scarlett chciała podać Belli wynik testu, ta kopnęła lekko w drzwi.

- James! - powiedziała głośniej. - A co Ty tutaj robisz? - zdziwiła się.

- Mieszkam.. - odpowiedział.

- Tak! - Scarlett odpowiedziała.

- Scarlett się zgodziła. - wskazał palcem na drzwi.

- Nie odzywaj się, i chodź.. - zaciągnęła Jamesa do łazienki.

- Co jest? - zdziwił się chłopak.

- Piśnij tylko słowo, a więcej nie spojrzysz w lustro.. - zagroziła Scarlett.

- O co chodzi? - przeraził się.

- Jestem w ciąży.. - pokazała test chłopakowi. - Nie mów nic Carlosowi..

- Jasne. A mogę wyjść? Źle się czuję z wami. - uśmiechnął się.

- Ok.

Dziewczyny bardzo się cieszyły z ciąży Scarlett, dziewczyna na razie nie chciała nic mówić Carlosowi. Postanowiła, że tą wiadomość przekaże przy obiedzie. Bella pomogła przyjaciółce w gotowaniu, potem szybko się przebrała i wyszła na miasto.

- Carlos.. - niecierpliwiła się Scarlett. - Zaraz będą Rodzice. Pośpiesz się. - poganiała narzeczonego.

- Już, już idę. - zszedł na dół w białej koszuli w małe gwiazdki i beżowe spodnie.

- Wyglądasz świetnie. - uśmiechnęła się Scarlett.

- A Ty dlaczego, się nie przebrałaś? - zapytał, widząc dziewczynę w fartuszku. - Już, chwila. - odpowiedziała i ściągnęła fartuszek. - Pasuje? - zapytała.

- Mi jak najbardziej.. - uśmiechnął się, i podszedł do Scarlett aby ją pocałować.

- Rodzice! - odsunęła się od Peny.

Dziewczyna poszła otworzyć drzwi, przywitała Rodziców a następnie przedstawiła Carlosa. Wszyscy usiedli do stołu,  na początku rozmowa niezbyt się utrzymywała ale z czasem weszła na właściwy tor.

- Już mieszkacie razem? - zapytała Mama.

- Tak, ale tutaj mieszka jeszcze siostra Carlosa, oraz jego przyjaciele.

- Nie ma ich w domu? - zapytała ponownie Mama.

- Nie, poprosiłam żeby na czas waszej wizyty wyszli. - zaśmiała się Scarlett.

- Wstydzisz się Nas? - zażartował Ojciec.

- Nie. - pokręciła głową. - Ale nie chciałam, żeby ktoś Nam przeszkadzał.

- Co chwilę ktoś by schodził na dół. - odpowiedział Carlos.

- Przepraszam. - powiedziała Scarlett i wyszła do łazienki.

- Bardzo ładnie tutaj mieszkacie. - rozejrzała się Mama. - Bardzo tutaj przytulnie.

- Dziękuję. - pokiwał głową Carlos.

- Kochanie, coś się dzieję? - zapytał Ojciec.

- Chcę Wam coś powiedzieć. - uśmiechnęła się szeroko.

- Coś się jednak stało. - powiedział Ojciec.

- Nic się nie stało. - złapała Ojca ze dłoń. - Chciałam to powiedzieć już wcześniej ale nie miałam odwagi.. - zaśmiała się i wzięła głęboki oddech. - Jestem w Ciąży. - powiedziała.

- Naprawdę? - cała trójka była w szoku.

- Bardzo się cieszę! - Mama wstała aby przytulić Scarlett.

- Świetnie! - Ojciec zrobił to samo. - Już myślałem, że ten dzień nigdy nie nadejdzie.

- No ale Rob ma też dzieci, więc o co chodzi? - zmarszczyła brwi.

- Znowu jesteśmy Dziadkami! Będę mogła rozpieszczać swoją wnuczkę, albo wnuka.

- Carlos, wszystko w porządku? - zapytał Ojciec.

- Tak, ale jestem w szoku. Nie wiem jak to się stało. - odpowiedział.

- Wytłumaczyć Ci skąd się biorą dzieci? - zaśmiała się Scarlett.

- Będę Ojcem.

1 komentarz:

  1. Ale Scarlett wie, że „dobrze” dla rodziców, znaczy „skromnie”, prawda? Poza tym lekko bolą mnie oczy, bo przez kilka godzin czytałam księgę czarów w komórce.
    „No a myślałeś, że poznamy ich na ślubie? ”- a teraz wyobraź sobie to zdanie wypowiedziane głosem Morta tak jak „No przecież wszyscy grali” w odcinku „Daj mi, daj mi, daj mi”. Odlot, co nie?
    Skoro Carlos boi się wizyty u prawie teściów, to może od razu zorganizujmy zlot czarnoksiężników i będzie po sprawie? I tak, to wszystko przez tę księgę czarów.
    Nie! Nie do Logana! Rany są jeszcze za świeże i to mogłoby zaburzyć rytm.
    Dobra, na serio wszystko gra, czy on tylko udaje. Jego rady są zbyt spokojne, jak na mój gust. Pamiętam, jak Scott w „Teen Wolfie” w czwartym sezonie miał łzy w oczach na samo wspomnie Allison. Nie wierzę, że Logan tak mocno się trzyma.
    Spotkanie z rodzicami, chyba nie wyszło źle, co nie? Ale radzę nie odpalać przy czytaniu tego kawałka tematu profesor Umbrige.
    Rety, Carlos! Nie widziałeś, że Scorlett prawie narobiła w gacie? Z drugiej strony, nie taki diabeł straszny, jak go malują.
    Dzidziuś? Będą mieli dzidziusia? Super! Gratulacje dla przyszłych rodziców.

    OdpowiedzUsuń