piątek, 5 maja 2017

Part 93.

Minęło kilka dni, do Carlosa zaczęło docierać, że będzie Ojcem, cieszył się bardzo. Przy śniadaniu, gdzie byli wszyscy Przyjaciele Scarlett postanowiła ogłosić nowinę..

- Chcę Wam coś powiedzieć. - wzięła łyk soku. - Możecie mi pogratulować. - uśmiechnęła się.

- Czego? - zapytał Kendall.

- Jestem w ciąży. - uśmiechnęła się.

- Wujek Logan będzie miał małego brzdąca.. - pogratulował Scarlett. - Carlos. - uśmiechnął się do kumpla. - Zawsze w Ciebie wierzyłem.

- Super! - pogratulował im Kendall. - Cieszę się waszym szczęściem!

- A kiedy ślub? - dopytywał się Dustin.

- Nie wiem. - zaśmiała się Scarlett.

- Ślub odbędzie się w październiku.

- Jak to? - zdziwiła się Scarlett. - Jak to zrobiłeś? - zapytała ponownie.

- Jeszcze przed zaręczynami ustaliłem datę.

- uu.. - chłopaki spojrzeli w stronę Scarlett.

- Jeżeli bym się nie zgodziła? - zapytała.

- Wtedy miałbym problem. - zaśmiał się.

Scarlett była bardzo zdziwiona, że ślub odbędzie się tak szybko. Wraz z Carlosem zadzwonili do Rodziców, żeby powiedzieć jakie mają plany. Oboje byli szczęśliwi, Nie mieli zbyt dużo czasu, został im nie cały miesiąc, trzeba było od razu wszystko planować. Scarlett postanowiła, że już dzisiaj chcę wszystko załatwić, ale wie iż nie da rady nad wszystkim zapanować.

- Coś się dzieję? - Bella zapytała Logana, który stał na tarasie.

- Nie, skąd. - odwrócił głowę.

- Boli Cię ten ślub i ich dziecko. - powiedziała pewnie.

- Nie, skądże. - pokiwał głową.

- Widzę, znam Cię.

- Może trochę, ale nie jestem zły po prostu przypomniał mi się mój ślub z Alice i to jak się dowiedziałem, że mam dziecko. Cieszyłem się w tej chwili jak dziecko, a teraz?

- Zapalisz? - zaproponowała mu papierosa.

Kiwnął głową, odpalił papierosa zakrztusił się ale zaraz ponownie zaciągnął się dymem.

- Ja wiem, na początku miałem ochotę wyjść, ale gdy zobaczyłem jak Oni się cieszą tym szczęściem to poczułem, że moje życie wraca do normy. Alice zawsze będzie w moim sercu najważniejsza, nie zapomnę o Niej nigdy.

- Wiem. - Bella położyła mu głowę na ramieniu. - Wszystko się ułoży. - uśmiechnęła się i wróciła do domu. - Przeszkadzam? - zobaczyła Dustina i Kendall przytulających się do Siebie.

- Ups.. - Dustin odsunął się od chłopaka. - Miało nie być nikogo. - szepnął do Kendalla.

- Może czas powiedzieć, że jesteście razem? - zapytała z uśmiechem.

- Nie, na razie musimy poczekać teraz, na topie jest Ślub.. My będziemy potem.

- Ślub?! - Bella mocno się zdziwiła.

- Nie, nie. - unieśli ręce do góry. - Z tym się wstrzymamy, na razie nie chcemy mówić o swoim związku.

- A kiedy się ujawnicie?

- Nie wiem. - pokiwał głową Dustin. - To jest trudne..

- Uważajcie na Siebie, bo nie zawsze jesteście sami.. Więc trochę hamujcie wasze uczucia.

- Może powinniśmy uważać, żeby nikt Nas nie przyuważył.

Gdy Bella wróciła do swojego pokoju, usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać. Gdy położyła głowę na ramieniu Logana, poczuła coś w rodzaju bliskości, w sercu zrobiło jej się ciepło, ale gdy patrzy na Jamesa, to czuje w brzuchu motyle.. Z zamyśleń wyrwał ją Skype. Odebrała.

- Halo.. - powiedziała cicho.

- Cześć, słyszysz mnie? - powiedział znajomy głos.

- Słyszę, ale nie wiem kim jesteś.. - podrapała się w głowę. - Masz wyłączoną kamerę.

Na te słowa na ekranie pojawiła się znajoma twarz, blond loki opadały lekko na ramiona dziewczyna co chwila je poprawiała, szeroki uśmiech i wesołe oczy.. Eliza.

- Nie wierzę. - skomentowała.

- To uwierz. - uśmiechnęła się szeroko. - Co u Ciebie słychać? - zapytała.

- Dobrze. - mrugnęła kilkakrotnie. - Coś się stało, że dzwonisz?

- Chciałam zaprosić Was na ślub! - pokazała palec z pierścionkiem, który nie wyglądał na tani.

- Ślub? - zdziwiła się.

- Tak. Przyjedźcie. Zapraszam Was, znaczy Ciebie, Carlosa, Kendalla, Jamesa i Logana z Alice. - uśmiechnęła się szeroko.

- Bardzo bym chciała, ale nie możemy. - pokiwała głową.

- Dlaczego? - przekręciła głowę.

- Alice nie żyje.. - westchnęła głośno i przeniosła wzrok na okno.

- Co się stało? - zdziwiła się.

- Zmarła na zatorowość płucną. Była w ciąży, ale się nie udało nic zrobić.

- Przykro mi. - posmutniała. - A reszta? - zapytała.

- Carlos sam właśnie planuje swój ślub, więc nie będzie miał czasu. Oni też teraz dużo pracują.. A ja? Ja nie mogę przyjechać, nie mam nawet z kim, i nie dawno odszedł Colton.. - broda zaczęła jej drżeć.

- Colton? - zapytała.

- Colton Worren.. - dodała.

- Niemożliwe! - podniosła głos. - On nie żyje?! - zdziwiła się. Ale przecież, wy kiedyś prawie byliście razem..

- Miał poważny wypadek, nie przeżył.

- Nie mogę w to wszystko uwierzyć, to jest straszne. - pokiwała głową.

- Przykro mi, naprawdę mi przykro.

- Strasznie chcę się z Tobą spotkać, postaram się przyjechać.

- Ślub odbywa się.. Za tydzień - powiedziała i od razu zakryła twarz dłońmi.

- Co?! - wrzasnęła. - Dopiero teraz mi to mówisz, przecież ja nawet nie mam jak Sobie kupić sukienkę i w ogóle, bilety. Oszalałaś?

- Może jednak zapytasz reszty, czy będą chcieli przyjechać?

- Ja? - zdziwiła się. - Może jednak sama do Nich zadzwoń..

- No tak, masz rację. - kiwnęła głową i dziewczyny się rozłączyły.

Scarlett już spisywała listę gości którzy mieli pojawić się na ślubie, Carlos pomagał narzeczonej. Dziewczyna już chciała wskoczyć w suknię miała na nią tyle pomysłów. W myślach widziała już samochód, sukienki druhen i całe przystrojenie kościoła. Wieczór nastał niesamowicie szybko, wszyscy położyli się do łóżek. Scarlett wiedziała, że jutro czeka na Nią ciężki i długi dzień. Nastawiła Sobie budzik na 7 rano, ale wiedziała, że wszystko będzie jeszcze zamknięte. Więc postanowiła zmienić godzinę pobudki. W nocy miała piękne sny, o dziecku i długo wyczekiwanym ślubie. Nie chciała wybudzać się z tak pięknego snu, ale zapach tostów i herbaty nie pozwolił jej dłużej spać. Carlos przyniósł śniadanie na dużej tacy.

- Dzień dobry Kochanie, jak się spało? - zapytał z uśmiechem.

- Czeeść. - przeciągnęła się i podniosła z łóżka. - Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się wyspałam. I jestem gotowa na wszystko.

- No to dobrze, bo dzisiejszy dzień wymaga dużo siły i energii. - pocałował Scarlett w czoło.

- Tak, wiem. - westchnęła.

- Co się dzieję? - zapytał.

- Nie wiem, niby zaraz już ślub a potem co? Dzieci, pieluchy i ta cała reszta, takie ma być nasze życie?

- Nie martw się, nie zostaniemy starymi piernikami! Nasze życie będzie naprawdę świetne! Obiecuję Ci to.

- Naprawdę?

- Tak, naprawdę. - spojrzał na wyświetlacz. - Dostałem zaproszenie, na wesele do Przyjaciółki.

- Niestety, nie możemy jechać. - pokiwała głową Scarlett. - Nasze wesele teraz jest na pierwszym miejscu, i żadna inna sprawa Nam w tym nie przeszkodzi.

- Cześć. - zapukał Logan. - Wy też dostaliście zaproszenie od Elizy, na wesele? - zapytał.

- Tak, ale nie jedziemy nigdzie. Bo mamy na głowie nasz ślub. - wzruszył ramionami.

- Słyszałem, że Schmidt też nie jedzie, ale Bella się podobno zastanawiała.

- Aha.. - powiedział bez przekonania.

- No dobra, ja lecę. Cześć.

Scarlett wraz z Carlosem po śniadaniu zaczęli swój pełen wrażeń dzień, para chciała żeby wesele odbyło się w jakimś cichym miejscu, z daleka od centrum. Myśleli też o plaży. Bella długo zastanawiała się jak ma podejść tematem Jamesa.

- Cześć. - do kuchni wszedł James.

- Biegałeś? - zapytała.

- Tak, jak co rano. - uśmiechnął się. - Może zaczniesz ze mną? - uśmiechnął się łobuzersko.

- Źle wyglądam, coś mi przybyło? - obejrzała się do tyłu.

- Nie. - zaśmiał się. - Ale tak dla Siebie.

- Zastanowię się.. Słuchaj. - podparła się na blacie. - Może chciałbyś pojechać ze mną do Nowego Jorku? - zapytała.

- W jakim celu?

- Na wesele.

- Poczekaj, skocze pod prysznic i zaraz skończymy naszą rozmowę.

- Jasne, nigdzie się nie ruszam. - skomentowała.

Bella czekając na Jamesa, napisała do Elizy. Potwierdziła swój przyjazd, nie była pewna czy James zechce z Nią się tam wybrać, ale zadecydowała od razu za chłopaka. Eliza z uśmiechem od razu poinformowała Przyjaciółkę o zarezerwowanych biletach, które powinna dostać pocztą za 2 dni.

- Wróciłem. - uśmiechnął się szeroko, a jego mokre włosy dodawały mu uroku. - Co to za wesele? - zapytał siadając na krześle.

- Zadzwoniła do mnie Eliza, i zaprosiła na wesele,nie każdy może przyjechać więc zostaliśmy tylko my.

- Eliza?! - zdziwił się.

- Tak, wiem to jest trochę dziwne, po tej całej aferze.. Ale dostaliśmy zaproszenie, więc może skorzystamy? - Bella w duchu myślała, że James się zgodzi.

- Chętnie wyrwę się na kilka dni stąd.

- Świetnie, w takim bądź razie musimy pojechać na zakupy.

- Kiedy? - zapytał, zdziwiony.

- Teraz! - dziewczyna się uśmiechnęła.

- No ok. - pokiwał głową.

Bella szybko się przebrała, zabrała ze Sobą co ważniejsze rzeczy i pojechali z Jamesem do centrum na zakupy. Była bardzo zdziwiona, że dostała zaproszenie od przyjaciółki która zdradziła ją z chłopakiem a teraz ponownie mają się zobaczyć, nie była pewna tego wesela. Bała się, że uczucie które było między Nimi może jeszcze raz powrócić.

- O czym tak myślisz? - zapytał James.

- Co? - zapytała.

- Od dobrych kilku minut, jesteś bardzo zamyślona. Ludzie się dziwnie na Nas zaczynają patrzeć..

Bella rozejrzała się i spostrzegła, że stoi od dłuższej chwili przy lusterku z sukienką którą trzyma przybliżoną do swojego ciała.

- Przepraszam, zamyśliłam się. Nie podoba mi się ta sukienka, chodź zobaczymy coś innego.

- O czym myślałaś? - zapytał, przechodząc dalej.

- Chodź kupimy coś ładnego, a potem jakaś kawa?

James tylko pokiwał głową, i razem wybrali kreacje. Po zakupach wyszli na kawę i resztę dnia spędzili na rozmowie. Wieczorem wrócili do domu, Bella była szczęśliwa, że mogła spędzić dzień z Jamesem. Poczuła się jak w dawnych czasach, kiedy byli przyjaciółmi i nic więcej ich nie łączyło.. Scarlett wraz z Carlosem także wrócili do domu.

- Mogłabym spacerować po tych sklepach cały czas. - zaśmiała się. - Przeglądając te suknie.

- Każda baba jest taka sama.. - Logan, nie przemyślał swoich słów..

- Każda baba?! - Scarlett ogarnęła złość. - Nie jestem każdą Babą.. A każdy Facet myśli tylko o jednym! - zrewanżowała się.

- oo.. - odezwali się chłopaki.

- Spokój. - powiedział Carlos. - Jest jeden do jednego, i starczy.

- Ok, ok. Już jest spokój. - zaśmiał się Logan. - To jak, jedzie w końcu ktoś na to wesele? - zapytał.

- Ja.. - powiedziała Bella. - Ja jadę z Jamesem. - wzięła głęboki oddech, i czekała na reakcje.

- Serio? - zdziwił się Carlos. - Po tym co Ona Wam zrobiła? - zapytał.

- Tak. - pokiwał głową Maslow.

- Jakoś nie jestem przekonany. - powiedział Kendall. - To jest trochę dziwne, no ale spróbujcie. - uśmiechnął się.

- Nie martwcie się. - pocieszyła ich Bella. - Nie dam się sprowokować. - pokiwała głową.

Następnego dnia, Scarlett poprosiła Bellę aby ta pomogła poszukać jej sukni. Jak na razie dzisiaj postawiła na internet i katalogi. Chłopaki pojechali do pracy, James poinformował Martina, że potrzebuję wolnego w czwartek i nie będzie go kilka dni ponieważ jedzie na ślub przyjaciółki. On nie pytał o szczegóły, tylko dał chłopakowi wolne. Z opowieści chłopaków pozwolił Sobie na kilka dni wolnego dla Jamesa..

1 komentarz:

  1. Wujek Logan... O mamuniu... Ten to ma zagrania. Chociaż... to fajnie, że dostrzega ten mały powód do radości.
    O rety, nie wystarczy zrobić zamianki? Poza tym, Carlos musiał być naprawdę pewny siebie, skoro zaklepał wszystko jeszcze przed zaręczynami.
    Z doświadczenia wiem, że jak ktoś mówi „skądże” jest dokładnie odwrotnie. Zupełnie, jak Justyna mówi „Oj, nic się dzieje.”, bo kiedy zaczyna zdanie od „oj” znaczy, że na pewno coś się dzieje.
    Jestem za. Niech się ujawnią jak najszybciej.
    Wiesz, że pytanie „Ślub?” pojawiło się w tej notce trzy razy? I tak, wiem, że raz w pełnym zdaniu.
    Serio. Coś dużo tych śmierci w ostatnim czasie. Naoglądałaś się „Belle Epoque”, czy jak?
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń