środa, 24 maja 2017

Part 96.

Minęło kilka dni od rozmowy Logana z chłopakami, nie wiedział jak ma się zachować w ich obecności. Wiedział, że termin mija, z dnia na dzień. Podczas pewnego wieczoru gdy Przyjaciele siedzieli w salonie, i grali w różne gry. Logan co chwilę zerkał na Dustina i Kendalla, ten drugi chyba w końcu nie wytrzymał..

- Dobra. - wstał. - Muszę Wam coś powiedzieć.. - wziął głęboki oddech.

- Ojcem będziesz? - Carlos wybuchł głośnym śmiechem.

- Oj.. - chrząknęła Bella.

- Carlos, bądź poważny. - poprosił go Dustin.

- Też zapukałeś? - zaczął śmiać się głośniej, a do Niego dołączył James.

- Ja i Dustin jesteśmy parą.. - chłopaki przytulili się do Siebie.

- Co?! - Carlos wytrzeszczył oczy.

- Żartujesz? - James, powstrzymał śmiech.

- Nie, nie żartujemy. - Dustin, chwycił Kendalla za dłoń.

- O Kurwa.. - Pena nagle ucichł. - Nie wierzę.

- Tak. - potwierdził zszokowany James.

Chłopaki chwilę nie mogli wydusić z Siebie słowa, siedzieli jakby sparaliżowani. Scarlett również była w lekkim szoku, a Bella? Bella, siedziała i czekała na rozwój wydarzeń.. Po kilku minutach szok minął i chłopaki zaczęli rozumieć co powiedział Dustin wraz z Kendallem.

- Ale wy tak na serio? - zapytał Carlos.

- Spoko, jeżeli to Wam przeszkadza to możemy się wyprowadzić.. Nie ma żadnego problemu, ale jak to dla Was za mało.

- Uspokójmy się, to nic strasznego, że się kochacie. - powiedziała Scarlett. - Każdy ma prawo do miłości.

- No ale.. - jęknął Carlos.

- Ale, czy Ty zawsze musisz mieć jakieś ale? - zdenerwowała się Bella. - Jeżeli się kochają, to niech tak będzie. Jak masz problem, to powiedz.

- Nie, nie mam problemu. Ale muszę się z tym oswoić. - pokiwał głową.

- Wy się oswajajcie, a ja jadę do Rodziców.

Bella wyszła z domu, wsiadła w samochód i pojechała do Rodziców. Skoczyła do marketu i zrobiła im małe zakupy.

- Dzień dobry. - zapukała do pokoju Rodziców. - Nie ma Mamy? - rozejrzała się po pokoju.

- Jest na rehabilitacji, ale proszę siadaj. - wskazał miejsce. - No, opowiadaj co u Ciebie.

- Nie wiem od czego zacząć.. - zaśmiała się. - Jak Alice odeszła, załamałam się. A ostatnio jeszcze odszedł Colton.

- Skarbie, naprawdę mi przykro. Ale nie możemy nic na to poradzić. Niestety, Nas też kiedyś zabraknie.

- Ale jesteście! Dopóki żyjecie z Mamą, to wiem, że nic złego Nam się nie stanie. - uśmiechnęła się.

- Chcemy Ci coś z Mamą powiedzieć.. - Ojciec zrobił się poważny, Bella nie wiedziała co może ją spotkać.

- Coś się z Wami dzieje? - zapytała.

- Nie, nie. Mama zaraz powinna przyjść..

Bella nie wiedziała co może ją spotkać. Czuła, że może to nie być jednak miła rozmowa. Gdy Mama przekroczyła próg pokoju ucieszyła się, że zobaczyła córkę. Po krótkiej rozmowie, dziewczyna dowiedziała się całej prawdy.

- Przepraszam, ale kiedy mieliście mi to powiedzieć?

- Zaraz po tym, jak zostałaś aresztowana.. - powiedział Ojciec.

- Skąd o tym wiesz? - zdziwiła się.

- Ta policjantka która cię puściła to.. To jest Twoja prawdziwa Mama.

- Jak to możliwe? - zapytała.

- Podczas zjazdu klasowego który był organizowany nie poszedłem z Twoją Mamą, bo Ona została z Carlosem w domu. Spotkałem Rose, trochę alkoholu i tak to się stało. Po jakimś czasie się dowiedziałem, że Ona jest w ciąży.. I tak się stało, że znalazłaś się na tym świecie.

- Nie jesteś moją Mamą?

- Nie, Kochanie. Ale Kocham Cię jak własną córkę.

- Serio? - zaśmiała się. - To jak mam do Ciebie mówić? Dobra, mniejsza z tym. Ale chcę poznać, powód jaki kierował Rose, kiedy mnie oddała.

- Powód był prosty.. Jeżeli zostałaby z dzieckiem, to mogło to by się odbyć negatywnie na jej karierze.. Więc, postanowiliśmy, że zostaniesz ze mną.

- I Carlos, nie miał nic przeciwko temu?

- Nie. Wszystko mu wytłumaczyliśmy. Zrozumiał.

- Świetnie, to dlaczego ja się teraz o tym dowiaduję?

- Chcieliśmy Ci i tym powiedzieć wcześniej, ale nie mieliśmy okazji..

- haha.. - zaśmiała się. - Mogę dostać jakiś kontakt do Rose? - zapytała.

- Jasne, podam Ci jej numer telefonu. Będziecie..

- Wiem, co mam zrobić. - powiedziała. - Muszę to przemyśleć.. Dzięki za numer.

Bella opuściła Rodziców, była w wielkim szoku. Wsiadła w samochód  ruszyła do domu i od razu wściekła zaatakowała Carlosa.

- Ty! - wskazała palcem na brata. - Ty o wszystkim wiedziałeś? - zapytała. - Wiedziałeś, ale nic nie mówiłeś! Myślałeś, że się nie dowiem! - krzyczała.

- O co Ci chodzi? - zapytał zdezorientowany, a reszta patrzyła na to z boku.

-  O to, że Mama naprawdę nie jest moją Matką! Tylko tamta Strażniczka! Wiedziałeś o tym! - krzyczała.

- Rodzice nie chcieli Ci nic mówić.. - powiedział spokojnie.

- Żartujesz Sobie ze mnie?! - podeszła bliżej brata. - Kurwa! Ile razy jeszcze, będziecie mnie okłamywać, to już naprawdę nie jest miłe..

- Ale to nie jest moja wina. - powiedział.

- A czyja? Oczywiście, bo Twoja Matka jest święta! - krzyknęła.

Carlos nie wiedział co ma powiedzieć, zdenerwował się.. W końcu nie wytrzymał i uderzył Bellę z pięści prosto w twarz, dziewczyna upadła na podłogę. Przyjaciele szybko do Niej podeszli.

- Nic Ci nie jest? - zapytał Kendall.

- Oszalałeś! - wrzasnął James.

- Carlos! - zdenerwowała się Scarlett.

- Nie, spoko. - uśmiechnęła się, i otarła krew z twarzy. - Ulżyło Ci? Nie, to spróbuj jeszcze raz. - zaśmiała się. - Odsuńcie się ode mnie.. - powiedziała. - No dawaj, bo to za mało. Już raz, od Ciebie dostałam, nie martw się. Nic się nie stanie.

- Zamknij się. - powiedział.

- Bo co? - podeszła do brata. - Co mi zrobisz?

- Bella! - powiedział James. - Nie prowokuj Carlosa.

- Cicho.. - podniosła dłoń. - Dam Sobie radę. - No co? Boisz się?

- Chciałem Ci powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. - spuścił głowę.

- Było mi to powiedzieć normalnie, a nie ukrywać takie rzeczy.. Myślałam, że możemy Sobie ufać, ale w takim wypadku.. Sorry. - spojrzała na brata i poszła do swojego pokoju.

- O co chodziło? - zapytał Logan.

- Pamiętacie tą policjantkę która przyprowadziła ją do sądu?

- No kojarzę. - pokiwał głową Kendall.

- To była jej Matka.. Prawdziwa Matka. Ale Ona nie chciała, żeby dziecko przeszkadzało jej w karierze.

- Żartujesz? - zdziwił się James. - Ja na jej miejscu bym nawet nie chciał z Nią rozmawiać.

- Carlos, podwieziesz mnie? - Bella zeszła na dół.

- Gdzie? - zapytał.

- Do aresztu.. - mruknęła. - Muszę wyjaśnić kilka spraw..

- Przepraszam. Chciałem Cię przeprosić, nie chciałem tego robić. Przepraszam. - powtórzył to jeszcze kilka razy.

- Dobra, już przestań, chcę to załatwić i mieć święty spokój.

- Może pojadę z Wami? - zapytała Scarlett.

- Nie dziękuję. - pokiwała głową.

Bella i Carlos czekali aż Rose skończy pracę, gdy wychodziła blondynka ją zaczepiła..

- Możemy porozmawiać? - zapytała.

- Nie bardzo wiem z kim mam przyjemność..  zmrużyła oczy.

- Isabella Pena. - zaśmiała się.

- Tak, tak. Już pamiętam.

- Porozmawiamy? - zadała ponownie pytanie.

- Mam wolną chwilę, zanim przyjedzie po mnie Mąż. - powiedziała.

- Dlaczego mnie nie chciałaś? - zapytała Bella.

- Nie rozumiem. - pokręciła głową.

- Spotkanie klasowe..

- Pamiętam. Pena. Tak, to był dynamit nie Facet.. - powiedziała. - Ale jak mnie znalazłaś? - zapytała.

- Byłam u Ojca.. Powiedział mi wszystko. Dlaczego nie chciałaś, abym została z Tobą?

- Nie mogłam zostawić dobrze płatnej pracy..

- Serio? - zaśmiała się. - Kurwa, żartujesz ze mnie? - odwróciła głowę. - Pokłóciłam się z bratem, mam dosyć Swoich Rodziców. A Ty odstawiasz mi taki numer?

- Przepraszam. Nie wiedziałam, że Ci tak na tym zależy.

- Zależy.. Bo teraz w ogóle nie mam Matki.

- A Mama Carlosa? - zapytała.

- Teraz jak się dowiedziałam, to nie mogę mówić do Niej Mamo..

- Mamo! Mamo! - w naszą stronę biegła dwójka dzieci, mały chłopiec i dziewczynka. - Cześć, Mamo! - powiedział chłopiec, na oko mógł mieć 8 lat.

- Mam coś.. Dla Ciebie. - powiedziała zadyszana dziewczynka. - Proszę. - wręczyła jej kartkę.

- Nie przeszkadzajcie Mamie w rozmowie.. - powiedział przychodzący mężczyzna. - Cześć, Kochanie. - przytulił kobietę. - Przeszkadzamy? - zapytała.

- To Twoje dzieci? - zapytała.

- Tak. - kiwnęła głową. - Kochanie, zabierz na chwilę dzieci.

- Wybaczysz mi ? - zapytała.

- Nie. - spojrzała ze łzami w oczach. - Nie.. - pokręciła głową.

 - Ale jestem Twoją Matką.. Czy tego chcesz, czy nie. - powiedziała.

- Zabawna jesteś. - zaśmiała się. - Moja Matka już nie żyje.. - pokiwała głową. - Nie żyje! - powiedziała głośniej.

- Bella.. - próbowała ją zatrzymać.

- Jedziemy. - powiedziała do brata.

- Ale..

- Jedź! - warknęła w stronę chłopaka.

Bella przez całą drogę nie odezwała się ani słowem do brata, oczy szkliły jej się coraz bardziej. Wysiadając z samochodu, nawet nie spojrzała w stronę brata. Nie odezwała się do nikogo w domu, poszła na górę i zamknęła się w pokoju. Spod łóżka po kolei wyciągała puste butelki. Przebrała się, spakowała butelki i wyszła..

- Gdzie idziesz? - zapytał Logan.

- Idziesz ze mną? - zapytała.

- Gdzie?

- Nie wiem, napić się chcę zapomnieć o tym dniu.

- Alkohol Ci w tym nie pomoże.

- Mam inne zdanie. - powiedziała i wyszła.

Dziewczyna wyrzuciła śmieci, i ruszyła przed Siebie. Weszła do pierwszego lepszego klubu..

- Coś podać? - zapytał barman.

- Coś mocnego..

- Ok. - chłopak nie zadawał więcej pytań.

Po kilku głębszych, Bella wciąż miała ochotę żeby się napić. Było jej mało, barman zakazał jej pić. Zdenerwowana dziewczyna, wyszła i poszła dalej. Zauważyła znajomy bar i wiedziała, że tam może się napić ile będzie chciała.

- Widziałeś Bellę? - Carlos zapytał Jamesa.

- Nie, a coś się stało?

- Patrz która godzina.. - wskazał na zegarek. - Jest już późno a jej ciągle nie ma. - posmutniał.

- Wyszła na imprezę. - powiedział przechodzący Logan.

- Gdzie? - zapytali równocześnie.

- To wypadło jej z kieszeni. - podał papierek Carlosowi.

- Idziemy.. - powiedział Pena. - Chodźcie.

Bella bawiła się coraz lepiej. alkohol krążył w jej żyłach, świat wirował. Barman polewał jej co chwilę, dziewczyna była w siódmym niebie.

- To tutaj? - zapytał James.

- No raczej. - powiedział Carlos. - Chodź, może akurat będzie tutaj. - Pena podszedł do baru. - Siema. - przywitał się z chłopakiem. - Bella była dzisiaj tutaj? - zapytał.

- Tak, właśnie wyszła do łazienki. A coś się stało? - zapytał.

- Ma pewien problem.. - zmarszczył czoło.

- Idzie. - wskazała na ledwo idącą dziewczynę.

Bella ledwo co trzymała się na nogach, James przebijał się przez tłum aż w końcu udało mu się złapać dziewczynę. Powoli z Carlosem wyprowadzili ją z klubu gdzie czekał na Nich Logan w samochodzie. Gdy dojechali do domu, Scarlett pomogła przebrać się dziewczynie. Około godziny 8 Bella wstała i wzięła prysznic, na dole już wszyscy na Nią czekali.

- Ciekawe jak Ona się czuję.. - zastanawiał się głośno Carlos.

- A Ty jakbyś się czuł? - zaśmiał się Logan.

- Źle.. - uśmiechnął się pod nosem.

- No właśnie, resztę Sobie dośpiewaj.

- Cześć. - na dół zeszła Bella.

- Jak się czujesz? - zapytał Carlos.

- Żyję. - powiedziała. - Jak wróciłam do domu?

- Pojechaliśmy po Ciebie z Loganem i Carlosem.

- Dziękuję? - zapytała. - Wiecie co mi powiedziała, Rose?

- No nie. - pokiwała głową Scarlett.

- Zapytała czy jej wybaczę a potem powiedziała.. ' Ale jestem Twoją Matką.. Czy tego chcesz, czy nie. ' . Wtedy mnie zdenerwowała.

- I co zrobiłaś? - zapytała Scarlett.

- Nic, powiedziałam Carlosowi żeby jechał. Nie mam ochoty rozmawiać z Tą kobietą..

- I co teraz zrobisz?

- Wrócę niebawem.. - powiedziała i wyszła.

Bella wyszła z domu, pojechała do Rodziców chciała się z Nimi spotkać i porozmawiać na spokojnie..

- Podjęłam decyzję.. - powiedziała po przywitaniu się z Rodzicami.

- Jaką? - zapytali równocześnie.

- Wiesz, że mogłabym zniszczyć życie Rose.. - zaśmiała się. - Ale tego nie zrobię, powiedziałam jej prawdę, że moja Matka nie żyje.

- Dlaczego?! - zdziwili się.

- Przepraszam.

- Za co? - zdziwił się Ojciec.

- Możecie mnie znienawidzić, albo wypisać z Rodziny, ale na pewno nie powiem już do Ciebie Mamo.. Przepraszam, może gdybym znała prawdę wcześniej, ale teraz nie. Przepraszam.

- Rozumiem, rozmawiałam z Twoim Ojcem, i rozumiem Twoje zdanie. Akceptuję je.

- Więc.. - zagryzła wargę i zmarszczyła brwi. - Mogę przestać mówić Mamo?

- Oczywiście, ale wiedz, że będę kochała Cię jak córkę.

- Świetnie. Cieszę się, że wychodzicie. Od razu zapraszam Was na kolację!

Bella wyszła szczęśliwa, od Rodziców. Była uśmiechnięta, że w końcu mogła wszystkim powiedzieć co zrobiła. Czuła się wolna od kłamstw.

2 komentarze:

  1. No dobra... Carlos czasami przegina z tymi żartami. Ma farta, że ma taką mądrą dziewczynę. Jedna powiedziała coś sensownego.
    O matko... co to ma do cholery być? Ty też powinnaś wychodzić z pokoju, jak rodzice oglądają paradokumenty. Ale kurde, taka bomba teraz?
    Przypomniał mi się plan, który napisałam dla Susan. Tylko ona wychowywała się bez matki, a swojej matki, jak sama mówiła „kobiety, która po prostu ją urodziła” nienawidziła, mimo że w życiu jej nie spotkała. Rety, czemu mi się o tym przypomniało?
    Serio, myślałam, że to ona go spoliczkuje.
    Najpierw robi, potem myśli... klasyka.
    Ta scenka na pewno bolała.
    Z drugiej strony... ona blondynka, on latynos... to ma sens.
    Przypomina mi się ten odcinek „iZombie”, kiedy Liv zjadła mózg alkoholiczki. Tak dennego odpały jeszcze drugi raz nie miała.
    Nic dziwnego, że ledwo stała. Zalała się w trupa.
    No dobra. Jak by nie zrobiła, i tak łatwo nie będzie.
    Notka super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu nie zbyt bardzo to do mnie dociera
    czekam xo

    OdpowiedzUsuń